Czy wysłanie Fritzla do szpitala psychiatrycznego gwarantuje, że nigdy już nikomu on nie zagrozi? - zastanawia się austriacki dziennik "Kurier". "Za podstępne otrucie za pomocą czekoladki Helmut Osberger dostał wyrok dożywocia. A Frizl? Ten 73-latek jest mistrzem kamuflarzu i dwulicowości. Także na sali sądowej okazał się prawdziwym kameleonem. Pierwszego dnia postarzały i zgarbiony, drugiego skruszony, ostatniego skoncentrowany i sprytny jak lis" - pisze gazeta. Dlatego istnieje zagrożenie, że Fritzl oszuka też psychiatrów i w jakiś sposób zapewni sobie wyjście z więzienia. "Adwokatka ofiar ostrzegała: być może któregoś dnia, gdy rozpatrywany będzie wniosek o jego zwolnienie, jego psychiatrzy zmienią zdanie i orzekną, że nie wydaje się już groźny. Jedyną pociechą jest jego wiek, wkrótce skończy 74 lata" - komentuje wiedeński dziennik.

>>>Fritzl chce terapii rodzinnej

"Austria musi się zbadać sama" - ostro komentuje brytyjski "The Times". Zdaniem gazety to nie przypadek, że to właśnie w tym małym naddunajskim kraju najczęściej zdarzają się historie takie jak sprawa Josefa Fritzla czy Nataschy Kampusch, więzionej przez lata przez pedofila. "Austria potrzebuje odpowiedzi na pytanie o serce tamtejszego charakteru narodowego; pytania, które do tej pory nie zostały zadane" - pisze komentator. Dlaczego żona Fritzla ani razu nie zadała sobie pytania o rzeczywiste pochodzenie dzieci, które jej mąż ukradkiem podrzucał na wycieraczkę? Dlaczego mimo 21 wizyt podobnych pytań nie zadała sobie opieka społeczna? Dlaczego nie sprawdzono całego domu mimo trzech pożarów, jakie w nim w tym czasie wybuchały? "Austria musi też odpowiedzieć sobie pytanie, czy kultura sekretu i prywatności ochroniła niekompetentną policję i opiekę społeczną przed reformą?" - pyta w dramatycznym tonie "The Times". "Odpowiedź brzmi tak, a to znaczy, że wcześniej czy później wydarzy się coś podobnego" - podsumowuje.

>>>Wszystko o procesie potwora z Amstetten

Tymczasem wychodząca w Monachium "Sueddeutsche Zeitung" po prostu cieszy się, że ten proces się skończył. Niemiecki dziennik daje przy tym wiarę, że Fritzl rzeczywiście zdecydował się przyznać do wszystkiego wskutek szoku, jakiego doznał po wysłuchaniu 11 godzin zeznań dręczonej przez siebie córki Elisabeth. "Fakt, że zaakceptował wyrok bez oporu może właśnie tego dowodzić. I to w zasadzie jedyna dobra wiadomość na tym morzu horroru" - komentuje bawarska gazeta.