"Powiem tylko tyle: w ciężkich czasach zawsze lepiej było dla Niemiec, jeśli to my rządziliśmy" – mówiła Merkel, rozpoczynając w sobotę w dolnosaksońskim Hildesheim kampanię wyborczą CDU. Na ulicach niemieckich miast już pojawiły się plakaty z uśmiechniętą Merkel i hasłem „Mamy siłę, by wyprowadzić Niemcy na prostą”. Na sześć tygodni przed wyborami widać, że Niemcy kupują ten pomysł. Według sondaży kanclerz, która jest od miesięcy niezagrożenie prowadzi w rankingach na najpopularniejszego polityka nad Renem, ciągnie w górę całe CDU.
. Chadecy i liberałowie mają długą tradycję współpracy, bo rządzili RFN z krótką przerwą w latach 1949 – 1966, a potem nieprzerwanie między 1982 a 1998 r. I choć powrót tzw. „czarno-żółtej” koalicji uchodzi za wymarzony scenariusz Angeli Merkel, to eksperci ostrzegają, że w obecnej rzeczywistości znalezienie wspólnego języka może okazać się trudniejsze, niż sądzono jeszcze kilka miesięcy temu.
Ich przewodniczący Guido Westerwelle zgodnie z tradycją zostanie wicekanclerzem i szefem dyplomacji. Ale FDP ostrzy sobie zęby również na stanowisko ministra finansów. Na dodatek resort gospodarki pozostanie najpewniej domeną bawarskiej CSU. To bez wątpienia zmniejszy wpływ kanclerz na najważniejsze z punktu widzenia walki z kryzysem ministerstwa.
, w szczególności skąd wziąć pieniądze na uruchomione po wybuchu recesji programy pomocy i ożywiania gospodarki? Rząd wielkiej koalicji pod wodzą Merkel i tak zwiększył już dług publiczny na skalę niespotykaną dotąd w historii RFN. ". Z kolei na to ostatnie rozwiązanie Merkel jako lider partii apelującej do wszystkich warstw społecznych, pójść absolutnie nie może" – mówi nam Gerd Langguth, politolog i autor biografii niemieckiej kanclerz.
Jak w tej sytuacji zachowa się Merkel? . "Kryzys zawsze zawęża politykom pole działania. W wypadku Merkel uderzy on w samo sedno jej politycznego stylu. Nie będzie już mogła ćwiczyć się w salomonowym rozwiązywaniu sporów. Teraz będzie musiała wybierać i narazić się na nieuchronną niepopularność" – napisała komentatorka berlińskiego „Tagesspiegela” Antje Sirleschtov.