Dziennik Gazeta Prawana logo

Polka twierdziła, że jest Madeleine McCann. Teraz się tłumaczy

31 stycznia 2024, 10:28
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
W samochodzie rodziców Madeleine McCann była jej krew
Zaginiona Madeleine McCann/Inne
22-letnia Polka Julia Wandelt tłumaczy, co skłoniło ją do założenia profilu w mediach społecznościowych sugerującego, że jest zaginioną Brytyjką Madeleine McCann. Jak się okazało, powody, dla których Julia Wandelt zdecydowała się na taki ruch, są dużo bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Julia Wandelt. Polka, która zszokowała świat

"Kiedy Julia Wandelt opublikowała w mediach społecznościowych komunikat, że wierzy, że jest Madeleine McCann, ściągnęła - niczym piorunochron - istne gromy gniewu w internecie" - pisze BBC.

Reporterka BBC postanowiła poznać motywy, które skłoniły młodą Polkę do "podszycia się" pod postać zaginionej Madeleine McCann, której sprawa nurtuje miliony osób na całym świecie. Jak się okazało, powody, dla których Julia Wandelt zdecydowała się na taki ruch, są dużo bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

22-latka utworzyła konto na Instagramie o nazwie @iammadeleinemccan, nawiązując do brytyjskiej dziewczyny, która zaginęła w Portugalii w 2007 roku. Mimo że w nazwie konta zabrakło litery "n" w nazwisku, co zresztą wytykali jej internauci, odwołanie do młodej Brytyjki było oczywiste.

Jak przypomina brytyjski nadawca publiczny, zaginięcie Madeleine McCann w wieku trzech lat - które pozostaje nierozwiązane - jest jednym z najczęściej opisywanych zdarzeń tego typu w historii. Wokół tej sprawy wyrosło całe pokolenie ludzi owładniętych obsesją McCann, a "konto Julii było jak benzyna wrzucona do płonącego w serwisach społecznościowych ognia".

Nigdy nie chciałam nikogo skrzywdzić - w tym McCannów - powiedziała Julia reporterce BBC. Naprawdę chciałam wiedzieć, kim jestem - tłumaczy.

Trauma z dzieciństwa i fragmentaryczne wspomnienia

Młoda Polka swoje postępowanie uzasadnia traumatycznymi doświadczeniami z dzieciństwa. "Była izolowana w szkole i jako małe dziecko była wykorzystywana seksualnie. […] Później, w wieku około 20 lat, była na terapii i zaczęła zdawać sobie sprawę, że jej wspomnienia z dzieciństwa były fragmentaryczne" - pisze BBC.

Julia Wandelt zaczęła podejrzewać, że mogła zostać adoptowana. Na swoje pytania nie otrzymała jednak zadowalających odpowiedzi. "Sfrustrowana milczeniem rodziny, Julia zaczęła szukać odpowiedzi w internecie. […] Na profilach zaginionych osób czasami znajdują się szkice podejrzanych - i Julia pomyślała, że rozpoznaje na nich jednego z mężczyzn".

Sława i hejt w mediach społecznościowych

Co ciekawe, Julia i Madeleine mają tzw. colobomę tęczówki (rozszczepienie) - rzadką wadę wzroku, która dotyka jedno na 10 tys. dzieci. To również był czynnik, który uprawdopodobnił teorię o byciu McCann. Próby zainteresowania sprawą policji nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Tymczasem popularność Julii w mediach społecznościowych rosła z każdym dniem.

Wiedziałam, że znajdą się ludzie, którzy mi nie uwierzą lub mnie znienawidzą, ale nie spodziewałam się, że otrzymam na przykład groźby śmierci - zaznacza Wandelt. To było coś, czego nie rozumiem. Ludzie wiedzieli, że byłam maltretowana i wszyscy wiedzieli, że zmagam się z depresją - dodaje. Starałam się być silna, nawet gdy ludzie mówili: "Powinnaś umrzeć. Powinnaś zostać zgwałcona. Powinnaś zostać zabita. Powinnaś zostać zamordowana. Nie powinnaś istnieć na tym świecie. Jesteś suką" - mówiła reporterce BBC. Według Julii ktoś wyznaczył nagrodę za jej głowę i zaoferował 30 tys. euro.

Julia Wandelt nadal publikowała posty, bo chciała poznać prawdę. W końcu zdecydowała się na zrobienie testu DNA. Ani jej rodzice, ani McCannowie nie zgodzili się na dostarczenie próbek do porównania. "Ale kiedy wyniki dotarły, wykazały, że Julia pochodzi z Polski, z pewnym litewskim i rumuńskim dziedzictwem. Innymi słowy, nie jest Madeleine McCann" - pisze BBC. Polka opublikowała przeprosiny.

Reporterka BBC skontaktowała się z Instagramem, X i TikTokiem, lecz żaden z serwisów nie odpowiedział na komentarz w tej sprawie. "Wszystkie serwisy społecznościowe publicznie twierdzą, że mają zasady ochrony użytkowników przed nienawiścią i dezinformacją" - pisze BBC.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj