Dziennik Gazeta Prawana logo

Obama o Trumpie: Widzieliśmy już ten film i wiemy, że sequele są gorsze

21 sierpnia 2024, 07:14
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Barack Obama
Barack Obama/PAP/EPA
Donald Trump jest jak sąsiad, który trzyma włączoną dmuchawę do liści przez cały dzień; Kamala Harris jak sąsiadka, która rusza ci z pomocą - powiedział we wtorek były prezydent Barack Obama podczas konwencji wyborczej Demokratów w Chicago. Burzliwe oklaski za swoje przemówienie otrzymała też jego żona Michelle.

Podczas przemówienia, będącego gwoździem programu drugiego dnia konwencji Demokratów w Chicago, Obama złożył hołd prezydentowi Bidenowi, nazywając go "wybitnym prezydentem, który obronił demokrację". Poparł też Kamalę Harris jako kandydatkę, która otworzy nowy rozdział w historii Ameryki i ostrzegł przed powrotem do władzy Donalda Trumpa, porównując go do "sąsiada trzymającego włączoną dmuchawę do liści przy twoim oknie każdej minuty każdego dnia".

Powrót Trumpa jak "gorszy sequel"

Trump to 78-letni miliarder, który nie przestaje narzekać na swoje problemy, odkąd dziewięć lat temu zjechał złotymi ruchomymi schodami. Nie potrzebujemy kolejnych czterech lat krzykactwa i chaosu. Widzieliśmy już ten film i wszyscy wiemy, że sequele są zwykle gorsze - podkreślił Obama. Stwierdził, że Trump kieruje się jedynie własnym interesem i wykorzystuje "najstarsze zagrywki w polityce", żerując na lękach i najniższych instynktach wyborców.

Były prezydent wezwał jednocześnie do jedności i zachowania podstawowych wartości Ameryki jako narodu zbudowanego na ideach, a nie rasie czy pochodzeniu.

Dlatego właśnie, gdy podtrzymujemy nasze wartości, świat staje się trochę jaśniejszy, a kiedy nie, staje się trochę ciemniejszy. Dyktatorzy i autokraci czują się wówczas ośmieleni, a my stajemy się trochę mniej bezpieczni - zauważył były prezydent.

Podkreślał też, że zarówno Harris, jak też kandydat na wiceprezydenta Tim Walz pochodzą z klasy średniej i są - w jego ocenie - wzorem ludzi, którzy powinni zajmować się polityką.

Elektryzujące wystąpienie Michelle Obamy

Mimo że Obama był głównym mówcą wtorkowego wieczoru, to największe wrażenie na 20-tysięcznej widowni w United Center w Chicago zrobiła występująca przed nim jego żona Michelle, która zagrzewała sympatyków Demokratów do podjęcia wysiłków, by zmobilizować wyborców i wygrać wybory. Przyznała, że choć jeszcze niedawno, podobnie jak inni, odczuwała "namacalne uczucie lęku o przyszłość", to ostatnie tygodnie - i polepszające się perspektywy wyborcze Kamali Harris - przywróciły jej nadzieję.

To my powinniśmy być antidotum na ten mrok i podziały. Nie obchodzi mnie, jak identyfikujesz się politycznie, czy jesteś Demokratą, Republikaninem, niezależnym, czy żadnym z powyższych. Teraz przyszedł czas, by stanąć po stronie tego, o czym wiemy w naszych sercach, że jest słuszne - nie tylko naszych podstawowych wolności, ale też godności i człowieczeństwa, podstawowego szacunku, empatii i wartości stanowiących cały fundament tej demokracji - mówiła była Pierwsza Dama. Naszą sprawą jest to, by pamiętać, o czym mówiła Kamali jej matka: nie siedź i nie narzekaj, tylko coś zrób! - dodała.

Podobnie jak jej mąż, Michelle Obama krytykowała Trumpa, kpiąc z niego i przypominając promowane przez niego teorie spiskowe na temat byłego prezydenta i jego rzekomego sfałszowanego aktu urodzenia.

Przez lata Donald Trump robił wszystko co w jego mocy, by sprawić, by ludzie się nas bali. Jego ograniczony, wąski światopogląd powodował, że czuł się zagrożony istnieniem dwojga ciężko pracujących, dobrze wykształconych ludzi z sukcesami, którzy po prostu byli czarni. (...) Tylko kto mu powie, że praca, o którą się ubiega, to może być jedna z tych prac dla czarnych? - kpiła była Pierwsza Dama.

Przemówienie męża Kamali Harris

Obok Obamów na scenie wystąpił też m.in. mąż kandydatki Demokratów na prezydenta, Drugi Dżentelmen Doug Emhoff, który opowiadał o ich patchworkowej rodzinie i przytaczał historię o tym, jak poznał Harris i jak jego dorastające dzieci ją zaakceptowały i - zamiast macochą - zaczęły nazywać ją "Momalą". Przypomniał też, że ich 10. rocznica ślubu przypadnie w czwartek, czyli ostatni dzień konwencji, podczas którego Harris oficjalnie przyjmie nominację partii jako kandydatki na prezydenta.

Równocześnie z trwającą w Chicago konwencją w pobliskim Milwaukee - miejscu lipcowej konwencji Republikanów - na osobnym wiecu, w wypełnionej po brzegi arenie, występowali Harris i kandydat na wiceprezydenta Tim Walz. W pewnym momencie Harris nieoczekiwanie połączyła się z Chicago, dziękując delegatom za wybór na kandydatkę partii. Choć formalnie, z powodu komplikacji prawnych, delegaci wybrali ją w drodze wirtualnego głosowania na początku sierpnia, we wtorek doszło do tradycyjnego, symbolicznego głosowania 57 delegacji każdego stanu, terytorium zamorskiego i Amerykanów mieszkających za granicą.

Dziękuję wszystkim tu i tam za wiarę w to, co możemy zrobić razem. To dla nas zaszczyt, że jesteśmy waszymi nominatami. To jest kampania napędzana przez ludzi i razem wytyczymy nową drogę naprzód w przyszłość dla wolności, optymizmu i wiary - powiedziała Harris.

W środę w Chicago wystąpi Tim Walz, który przyjmie nominację na kandydata na wiceprezydenta, zaś w czwartek swoje główne przemówienie wygłosi Harris.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj