Dziennik Gazeta Prawana logo

Trwa zakulisowa gra na reaktywację Nord Stream. Merz chce ją ostatecznie zablokować

23 maja 2025, 12:02
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Friedrich Merz
Wilno, Litwa, 22.05.2025. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz na wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Litwy w Wilnie, 22 bm. W trakcie wizyty w stolicy Litwy kanclerz Niemiec będzie m.in. uczestniczył w inauguracji Niemieckiej Brygady Pancernej. (aldg) PAP/Valdemar Doveiko/PAP
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz oficjalnie poparł plan wpisania gazociągów Nord Stream na listę unijnych sankcji wobec Rosji. To ruch, który ma nie tylko odciąć Moskwie potencjalne zyski z eksportu gazu, ale też zablokować zakulisowe próby ich reaktywacji – również te z udziałem wpływowych graczy z USA.

Friedrich Merz wyraźnie zaostrza kurs wobec Rosji. Niemcy nie tylko nie planują wskrzeszenia gazociągów Nord Stream, ale aktywnie naciskają, by zostały one objęte kolejnym pakietem unijnych sankcji. Celem jest nie tylko ekonomiczne uderzenie w Kreml, lecz także zablokowanie wszelkich ewentualnych prób reaktywacji gazociągów – niezależnie od tego, czy płyną z Rosji, czy USA.

Presja z USA i Rosji sprowokowały Merza do ruchów ws. Nord Stream

Według źródeł cytowanych przez brytyjski dziennik "Financial Times", to właśnie medialne doniesienia o próbach reaktywacji gazociągów przez powiązanych z Kremlem biznesmenów – także tych z USA – skłoniły Merza do działania. W Berlinie szybko rozpoczęto rozmowy z Brukselą, by na poziomie wspólnotowym zablokować możliwość ponownego uruchomienia przesyłu rosyjskiego gazu.

Choć gazociągi są fizycznie zniszczone po eksplozjach z 2022 roku, ich właściciel – szwajcarska spółka Nord Stream 2 AG – formalnie nadal istnieje. I to właśnie ją oraz powiązane z nią firmy ma objąć unijny zakaz, który wymaga jednomyślności wszystkich państw UE.

Dla Merza, jak podkreślają jego współpracownicy, to także sposób na "europeizację problemu", by zdjąć presję ze strony Rosji, jak i USA, wyłącznie z Berlina. 

W Niemczech trwa wewnętrzny spór o Nord Stream

W cieniu decyzji rządu toczy się też spór wewnątrz Niemiec. Blisko połowa mieszkańców Meklemburgii-Pomorza Przedniego – landu, gdzie kończy się Nord Stream – chce powrotu do rosyjskiego gazu. Popiera to także skrajna prawica z AfD oraz część polityków CDU i SPD. Niektórzy, jak premier Saksonii Michael Kretschmer, sugerują, że niemiecka polityka sankcji wobec Rosji jest już "przestarzała".

Jednak Merz pozostaje niewzruszony. – Jednym z celów sankcji jest odcięcie Rosji od dochodów służących finansowaniu wojny – oświadczył jego rzecznik. W Brukseli trwają już przygotowania do formalnych rozmów nad nowym pakietem ograniczeń. Jeśli zostanie przyjęty, historia gazowej współpracy Niemiec z Rosją – zapoczątkowana przez Gerharda Schrödera – może definitywnie przejść do przeszłości.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj