Rankiem 11 września 10 lat temu Culberston znajdował się wraz z rosyjskimi kosmonautami na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS w odległości 250 km od Ziemi, kiedy - jak wspomina - zobaczył chmurę dymu nad Manhattanem.

Reklama
NASA

Kiedy tylko dowiedział się od przełożonych, że coś się dzieje, zaczął fotografować Manhattan, nad którym stacja właśnie przelatywała.

>>> Jest 11 września 2001, piloci rozmawiają z wieżą. Dramatyczne nagrania

"Kiedy to zobaczyłem przez okno, nagraliśmy na wideo runięcie drugiej wieży. Nie wiedziałem dokładnie, co się dzieje, ale zdawałem sobie sprawę, że coś bardzo poważnego, bo Manhattan zasłaniała wielka chmura dymu" - powiedział Culbertson, którego zacytowano w komunikacie NASA.

http://www.youtube.com/watch?v=bxtlzby4YjM

W liście napisanym dzień po zamachach Culberston napisał: "Świat dziś się zmienił. Wszystko, co mógłbym zrobić lub powiedzieć, nie ma znaczenia wobec tego, co się stało w naszym zaatakowanym kraju".

>>> 11 września znów zginą ludzie? "Wiarygodne, ale niepotwierdzone" informacje



NASA

"Widok dymu unoszącego się nad ranami zadanymi naszemu krajowi jest z podobnej perspektywy straszny. Sprzeczność między obecnością na statku kosmicznym, który ma służyć doskonaleniu życia na Ziemi, i widokiem niszczenia tego życia potwornymi, umyślnymi aktami, to wstrząs dla psychiki bez względu na to, kim się jest" - powiedział 62-letni Culberston, który w 2002 r. przeszedł na emeryturę.

http://www.youtube.com/watch?v=aGg_MijmYrA

"Łzy nie płyną w kosmosie tak samo. Trudno opisać, co się czuje. Jako jedyny Amerykanin byłem w takim momencie poza planetą", nie mogąc pocieszyć ukochanych osób - dodał astronauta.

>>> Dlaczego runęła trzecia wieża? Spiskowa teoria o zamachach 11 września