Do wyborów samorządowych zostały tylko trzy dni. Startują w nich m.in. policjanci, nauczyciele, dyrektorzy szkół, a także kuratorzy oświaty i ich zastępcy. Praktycznie wszystkie osoby pracujące w budżetówce spełniające podstawowe wymogi wynikające z kodeksu wyborczego mają bierne prawo wyborcze. Jednak nie mogą zabiegać o poparcie w miejscu pracy, a członkom służby cywilnej nie wolno nawet uczestniczyć w wiecach partyjnych.

Co ciekawe, szefowie urzędów pytani przez DGP, którzy z ich pracowników kandydują w wyborach samorządowych, odpowiadają, że nie gromadzą takich informacji i nikt ich formalnie o taką zgodę nie pytał.

(Bez)radny policjant

Nie wszystkim się to jednak podoba. Grzegorz Piechowiak, poseł PiS, przekonuje, że osoby pracujące w administracji państwowej nie powinny jednocześnie pełnić mandatu radnego. Pod koniec 2017 r. zabiegał on nawet o przygotowanie projektu, który zakaże ubiegania się o mandat radnego policjantom. Jak podkreślał, obecnie nie muszą oni nawet występować o zgodę na kandydowanie.

Istotnie, choć zgodnie z art. 63 ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2067 ze zm.) funkcjonariusz w służbie czynnej nie może należeć do partii politycznych, to takiego zakazu już nie ma w przypadku przynależności do lokalnych ugrupowań. Przepisy nie zabraniają też kandydowania do rady gminy, powiatu lub miasta. Policjant nie może jednak zostać wójtem, burmistrzem bądź prezydentem miasta, bo nie ma możliwości łączenia tych funkcji z zatrudnieniem w administracji rządowej.

W nadchodzących wyborach policjantów ubiegających się o mandaty możemy znaleźć np. na małopolskich listach Kukiz’15 (nie jest partią, tylko stowarzyszeniem).

Komenda Główna Policji przestrzega tylko, aby mundur nie był wykorzystywany do kampanii wyborczej, a agitację prowadzić po służbie.

– Jestem przekonany, że temat wróci po wyborach. Wtedy będziemy wiedzieć, ile jest takich osób, które pracują w policji i są radnymi – mówi Grzegorz Piechowiak.

W ślad za policjantami idą też kuratorzy oświaty i ich zastępcy. Do niedawna mogli oni jednocześnie być radnymi. Ostatecznie pod naciskiem Związku Nauczycielstwa Polskiego zakazano łączenia tych funkcji. Oznacza to, że w przypadku zdobycia mandatu będą musieli wybrać jedną z nich.

– Nie jest to dobre rozwiązanie, aby kuratorzy kandydowali na radnych, bo narażają się na utratę zaufania publicznego. Przestrzegam też dyrektorów szkół i nauczycieli (w ich przypadku nie ma zakazu łączenia funkcji – red.), że jeśli zostaną radnymi, będą pod różnymi presjami politycznymi – mówi Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

– Z drugiej strony dobrze jest dla szkoły, jeśli w radzie gminy czy powiatu jest nauczyciel, który przypilnuje spraw związanych z oświatą – dodaje.

Napędzają głosy

Zdaniem ekspertów takie osoby są często namawiane na kandydowanie z uwagi na swoją popularność.

– Wszyscy wiemy, w jakim celu te osoby kandydują. O ich udział w wyborach poprosiła, jak przypuszczam, partia, aby "napędziły" głosów dla danego komitetu wyborczego, co pozwala zgarnąć jak najwięcej mandatów – mówi dr Andrzej Pogłódek, konstytucjonalista z UKSW.

Jego zdaniem jest prawdopodobne, że jeśli kurator wygra wybory, to zrezygnuje z mandatu radnego, bo jego obecne stanowisko jest znacznie lepiej opłacane.

W ocenie prawników nie jest to etyczna strategia.

– Wyborcy, oddając swój głos na określoną osobę, są najczęściej przekonani, że jak wygra ona wybory, to zajmie się ich sprawami. Nie można wyborców nabijać w butelkę – mówi prof. Bogumił Szmulik, ekspert ds. administracji publicznej. Przekonuje, że w kodeksie wyborczym należy rozstrzygnąć, czy pracownicy budżetówki mogą jednocześnie kandydować na radnych i uzyskać ten mandat, czy też nie.

Większy luz

Mandat radnego mogą też uzyskać osoby pracujące np. w kancelarii Sejmu, Senatu, Prezydenta RP. Ustawa z 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1915) nie zabrania osobie zatrudnionej na podstawie tych przepisów kandydować i łączyć mandat ze swoją funkcją. Na przykład szef kancelarii Senatu i jeden z jej pracowników są radnymi i obaj ubiegają się o reelekcję.

Na bycie radnym nie mogą jednak liczyć rządowi urzędnicy. Na podstawie art. 78 ustawy z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (Dz.U. nr 227, poz. 1505 ze zm.) – urzędnik służby cywilnej nie ma prawa tworzenia partii politycznych ani uczestniczenia w nich. Dodatkowo, ubiegając się o mandat, może się narazić na postępowanie dyscyplinarne. Zostało ono przeprowadzone po ostatnich wyborach do parlamentu wobec jednego z urzędników, który został wpisany na listę. Z kolei sąd apelacyjny w wyroku z 22 listopada 2012 r. (sygn. akt III APo 14/12) orzekł, że członek korpusu służby cywilnej, który został tylko wpisany na listę i nie prowadził agitacji, nie może podlegać karze dyscyplinarnej.

– Przepisy w tym zakresie są niejasne – potwierdza prof. Jolanta Itrich-Drabarek z Uniwersytetu Warszawskiego, autorka komentarza do ustawy o służbie cywilnej. Jej zdaniem w takiej sytuacji najlepiej wystąpić do dyrektora generalnego o udzielenie urlopu wypoczynkowego oraz wskazać przyczyny takiego wniosku.

Wskazuje, że brytyjski korpus automatycznie usuwa urzędników, którzy chcą spróbować swoich sił w polityce. – Nasz kraj bardziej podąża za przykładem francuskiej służby cywilnej, w której urzędnicy mogą być politykami, a po skończonej kadencji powracają do pracy w urzędzie – dodaje ekspertka.