Tomczak, który po zakończeniu kadencji europosła praktykuje jako lekarz w przychodni w Ostrzeszowie (Wielkopolskie), powiedział, że nie zgłosił się do prokuratury wobec "nawału pracy związanego z grypą" i brakiem możliwości zorganizowania zastępstwa. Ponad miesiąc temu Tomczak sam informował, że jest na poniedziałek wezwany do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście.
Szefowa tej prokuratury nie chciała w rozmowie ujawnić, jakie kroki podejmą prowadzący śledztwo, by podejrzany stawił się na przesłuchanie. "Katalog środków jest szeroki - od ponownego wezwania, jeśli nieobecność była usprawiedliwiona, przez wezwanie za pośrednictwem policji, aż po najsurowsze - nakaz zatrzymania i doprowadzenia do prokuratury" - powiedziała prok. Małgorzata Muł.
Do zdarzenia doszło w 2000 r. podczas wystawy przygotowanej przez szwajcarskiego kuratora Haralda Szeemanna na stulecie istnienia Zachęty. , instalacja włoskiego artysty Maurizio Cattelana przedstawiająca
, wówczas poseł LPR, wraz z Haliną Nowiną-Konopczyną (Koło Poselskie "Porozumienie Polskie") Wskutek akcji figurze odpadła część lewej nogi. Po zniszczeniu rzeźby pozostawił w Zachęcie antysemicki list z żądaniem dymisji dyrektor Zachęty Andy Rottenberg, którą określił mianem "urzędnika państwowego żydowskiego pochodzenia".
Tomczak nie zaprzecza, że uszkodził instalację, twierdzi jednak, że zrobił to w imię idei.
W 2004 r. firma ubezpieczająca zniszczone dzieło ogłosiła, że żąda od posła 39,6 tys. zł odszkodowania. Nie wiadomo, jakie są losy tej sprawy.
. Postępowanie trwa bardzo długo i było wielokrotnie odraczane, bo Tomczak wielokrotnie nie stawiał się na rozprawy, usprawiedliwiając to stanem zdrowia. Mnożą się też wnioski podsądnego, m.in. o sprecyzowanie aktu oskarżenia, wyłączenie sądu w Ostrowie z prowadzenia tej sprawy, ponowne przesłuchanie świadków. Sprawa jest bliska przedawnieniu.
W czerwcu 1999 r. Tomczak został zatrzymany w nocy przez policjantów, którzy zauważyli, że auto, którym kierował, jedzie "pod prąd" jednokierunkową ulicą w Ostrowie Wlkp. Według oskarżenia miało wtedy dojść do znieważenia funkcjonariuszy. Europoseł przyznaje się do złamania przepisów o ruchu drogowym, ale od początku zapewnia, że nikogo nie znieważył.