Pani Stanisława miała ponad 70 lat i zmagała się z problemami zdrowotnymi. Jej sąsiedzi zaniepokoili się, gdyż od dłuższego czasu jej nie widzieli. Ustalili, że ostatni raz, jedna z mieszkanek bloku widziała ją na klatce w grudniu 2023 r.

Alarm sąsiadów

W maju 2024 r. sąsiedzi zgłosili administratorce budynku, że martwią się o to, co stało się z panią Stanisławą. "Potem jeszcze kilka razy prosiliśmy, żeby sprawdzili jej mieszkanie, a może wezwali straż pożarną, bo robactwo nam już krążyło po klatce, mówiliśmy, że stamtąd idzie. Usłyszeliśmy od administracji, że jak będzie niesłuszne wezwanie, to jeszcze nas obciążą kosztami, i czy wiemy, ile taka akcja kosztuje" - mówiła w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" jedna z sąsiadek.

Reklama

Matka chrzestna Tomasza Komendy skłócona z rodziną

Pani Stanisława była skłócona z rodziną. Jak opowiada jej siostra Teresa Klemańska wszystko zaczęło się, gdy Tomasz Komenda został skazany. "Myślałam, że będę miała w niej wsparcie, a ta mnie zwyzywała, że jestem matką mordercy, wychowałam bandytę, okropne rzeczy mówiła, wstyd nawet powtarzać" - mówi Klemańska. O zaginięciu swojej siostry dowiedziała się niemal rok później i chciała zgłosić to na policji, ale nie przyjęto jej zgłoszenia. Poinformowała jednak o sprawie syna pani Stanisławy, Grzegorza.

Reklama

Problemy z administracją

Syn pani Stanisławy od kilku lat nie miał kontaktu z matką. Jak mówił, "nie była łatwą osobą". 8 maja 2025 r. oficjalnie zgłosił zaginięcie swojej matki, chociaż i z tym pojawił się problem. Potrzebne było zdjęcie zaginionej. Administracja budynku na początku nie chciała zgodzić się na otwarcie mieszkania pani Stanisławy. "W końcu się jednak zgodziła. Przyszła administratorka ze ślusarzem, ja byłem z kuzynem. Otworzyli drzwi, przez próg zrobili zdjęcie, a nam kazali iść prosto do szafki ze zdjęciami. Zobaczyłem, że na stole leży mamy inhalator, dokumenty, pieniądze, przecież nigdzie by bez nich nie wyszła. Miała astmę, nie ruszała się bez inhalatora. Chciałem się rozejrzeć po mieszkaniu, ale kazali mi zaraz wychodzić" - mówi w rozmowie z "GW" Grzegorz.

Makabryczne odkrycie

Choć trwały poszukiwania kobiety, to administracja budynku postanowiła, że dojdzie do eksmisji. 8 grudnia 2025 r. firma sprzątająca rozpoczęła wynoszenie mebli. To wtedy pracownicy znaleźli ciało pani Stanisławy w łazience, które leżało w wannie. Było już zmumifikowane. Syn kobiety zwraca również uwagę, że do tej pory administracja budynku nie wpuściła go do mieszkania matki. "A na pytanie, gdzie jest protokół, w którym spisano rzeczy mamy, usłyszałem, że nie ma. Nie mogę się dowiedzieć, co zrobiono z rodzinnymi pamiątkami, w domu zawsze były jakieś pieniądze, mama nosiła złotą biżuterię, łańcuszek z medalikiem i pierścionki" - opowiada Grzegorz.