Do tragicznych wydarzeń doszło 14 maja 2026 roku. Pani Grażyna poczuła się bardzo źle na przystanku autobusowym, skarżąc się na duszności, silny ból i pieczenie w klatce piersiowej oraz uderzenia gorąca. Przypadkowa osoba zmierzyła jej ciśnienie, a wynik 220/147 okazał się alarmujący. Kobieta zadzwoniła do siostry ciotecznej, a ta wezwała pogotowie - informuje portal zero.
Ratownicy medyczni zjawili się po kilku minutach. Zmierzyli ciśnienie (188/123) i zabrali pacjentkę do Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego. O godzinie 10:50 pani Grażyna trafiła na SOR, gdzie – pomimo wyraźnych objawów – personel przyznał jej trzeci poziom pilności, czyli żółty kolor oznaczający pacjenta stabilnego.
EKG i wyniki badań, które zignorowano
Eksperci medyczni nie kryją oburzenia przebiegiem leczenia. Konsultowany przez dziennikarzy kardiolog podkreśla, że wykonane na izbie przyjęć EKG jednoznacznie wskazywało na zawał serca. Takie wyniki wraz z bólami w klatce piersiowej powinny natychmiast skierować pacjentkę na pracownię hemodynamiki.
Lekarz Dawid Kacprzyk ocenił jednak stan chorej jako dobry, przepisał paracetamol, zlecił tomografię komputerową bez kontrastu oraz kolejne EKG. W dokumentacji medycznej zapisał: Pacjentka przekazana pod opiekę lekarza sali obserwacyjnej o godz. 12:10 - podaje portal.
Tymczasem poziom troponiny w pierwszym badaniu wyniósł aż 94,6 (przy normie do 16). Ekspert medycyny ratunkowej zauważa, że natychmiastowy brak reakcji na tak wysoki wskaźnik jest całkowicie niewytłumaczalny. Późniejsze badanie wykazało już astronomiczną wartość troponiny na poziomie 2204, a EKG po godzinie 14 pokazywało "gigantyczny" zawał.
Śmierć po pięciu godzinach i śledztwo prokuratury
Dopiero po czterech godzinach od przyjęcia na SOR personel zgłosił zamiar przekazania kobiety na Oddział Intensywnej Opieki Kardiologicznej. Pani Grażyna dotarła tam już nieprzytomna. Reanimacja nie przyniosła skutku. Sekcja zwłok wykazała pełnościenny zawał serca oraz pęknięcie jego ściany.
Rozgoryczona siostra cioteczna zmarłej, Joanna Łukomska, pyta wprost: jak to możliwe, że uznana za stabilną pacjentka nagle traci przytomność, a realną pomoc otrzymuje dopiero po pięciu godzinach, gdy szanse na ratunek spadły do zera?
Mazowiecki Szpital Bródnowski odmówił odpowiedzi na pytania o to, kto faktycznie kierował wtedy SOR-em oraz jaką rolę pełnił Dawid Kacprzyk (według ustaleń mediów miał być zastępcą koordynatora oddziału), zasłaniając się tajemnicą medyczną. Sam Dawid Kacprzyk również nie odpowiedział na pytania dziennikarzy. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Północ, prowadząc postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci - informuje portal zero.
Olga Skórko, dziennikarka, redaktorka, wydawczyni Dziennik.pl. Studiowała edukację medialną i dziennikarstwo na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Z marką INFOR związana od 2019 r. Pracę rozpoczynała w serwisie Dziennik zajmując się głównie poszukiwaniem i opisywaniem wiadomości z kraju i świata. Wcześniej współpracowała m.in. z Radiem ZET. Aktualnie wydawca serwisu Dziennik.pl.
