Służba Bezpieczeństwa zainteresowała się , po wykonanym przez niego udanym przeszczepie serca. Wszystko przez .
"Prezentuje opozycyjne do władz poglądy. Podczas dyskusji prowokuje tematy polityczne o charakterze negatywnym. Z rozmów, jakie prowadzi doc. Z. Religa, wynika, iż " - donosił agent SB.
Akcji rozpracowywania profesora nadano kryptonim Unikat. Sieć informatorów bezpieki, donoszących na Zbigniewa Religę, była gęsta - pisze "Wprost". Do teczki trafiały nawet szczególy ze spotkań towarzyskich, w jakich uczestniczył kardiochirurg.
", który był również pod wpływem alkoholu. Zatrzymany przez funkcjonariuszy wywołał awanturę. Od kierowcy dr. B. pobrano krew, która po badaniu zawierała 2,1 promila. Figurant, wykorzystując swój status zawodowy i związaną z tym pozycję społeczną, stara się wymusić m.in. na Kolegium ds. Wykroczeń w Zabrzu umorzenie sprawy wobec dr. B" - cytuje tygodnik fragmenty dokumentów z teczki profesora.
SB szukała haków na Zbigniewa Religę. Podejrzewała na przykład, że kardiochirurg zarabia na sprzedaży zastawek serca na Zachód. Te informacje nie potwierdziły się jednak. .
Sąd lustracyjny potwierdził, że Zbigniew Religa nigdy nie współpracował z SB. Profesor, choć miał taką możliwość, nigdy nie poznał nazwisk konfidentów. - mówi tygodnikowi "Wprost" jego żona Anna.