Dziennik Gazeta Prawana logo

A4 odwiedzi prokurator

5 listopada 2007, 23:17
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Kierowcy jeżdżący przez płatny odcinek autostrady A4 między Krakowem i Katowicami od dawna zgrzytali zębami. Od wielu lat na stosunkowo krótkim, prowadzone są permanentne roboty drogowe. W wielu miejscach jeździć szybciej niż 30-40 km/h. Do sądów zaczęły już spływać pozwy przeciwko zarządcy autsotrady, pisze DZIENNIK.

"To skandal" - złościli się użytkownicy trasy, dodając, że żądanie od nich zapłaty 13 złotych za przejazd jest ze strony zarządzającej A4 firmy Stalexport jest bezczelnością i oszustwem. Odmawiający uiszczenia opłat kierowcy byli pozywani przez Autostradę do sądu. Teraz pojawiła się szansa, że to właśnie jej przedstawiciele zasiądą na ławie oskarżonych. Chce się o to postarać grupa krakowskich posłów, którzy postanowili złożyć do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Na czym zamierzają oprzeć swoje doniesienie?

Twierdzą, że odcinek z Krakowa do Katowic jest autostradą tylko z nazwy. Nie spełnia standardu autostrady i wszelkie opłaty dotyczące przejazdu nią nie powinny mieć tutaj zastosowania. Poza tym Stalexport pobiera pieniądze za produkt, którego nie dostarcza i nie informuje kierowców o utrudnieniach i nieustannych remontach.

"To tak, jakby ktoś sprzedawał samochód z wadliwymi podzespołami i ukrywał to przed kupującym" - przekonuje poseł Adamczyk. Dotychczas Autostrada wygrywała przed sądem sprawy przeciwko kierowcom. Tak było m.in. z Edwardem Szymańskim, który w grudniu 2003 r odmówił zapłaty. " Sąd uznał go winnym wyłudzenia przejazdu" - mówi nie bez satysfakcji Alicja Rajtar, rzecznik koncesjonariusza.

Wiele wskazuje na to, że kolejną ofiarą będzie łódzki notariusz Zbigniew Lipke. Kilka dni temu wjechał na płatny odcinek autostrady A4 płacąc w Balicach 6.50 zł. W Mysłowicach miał zapłacić drugie tyle, ale odmówił. "Zostałem oszukany. Obiecywano mi przejazd autostradą, a jechałem w większości drogą jednopasmową" - tłumaczy notariusz. Ochrona nie pozwoliła mu opuścić autostrady. Doszło do przepychanki. Interweniowała policja. "Nie daruję im tego, pójdę do sądu" - postanowił łódzki notariusz.

Wśród kierowców wrze. "Muszę autostradą jeździć do pracy, bo nie mam alternatywy. Wydaję na to codziennie 26 zł" - żali się pan Jacek z Bytomia. "Uczciwie byłoby policzyć, ile procent drogi wyłączone jest z ruchu i o tyle samo procent obniżyć cenę na czas remontu". Robert Czarnecki przeliczył, że miesięcznie wycieczki do pracy kosztują ponad 550 zł. "A trzeba doliczyć koszty paliwa. Chyba warto wyprowadzić się za pracą do Krakowa" - zastanawia się.

Tomasz Niemczyński, prezes Zarządu Stalexport Autostrada Małopolska twierdzi jednak, że opłaty nie stanowią jak się potocznie sądzi myta, wpadającego do kasy firmy. "Z opłat opłacamy m.in. remonty, modernizację i utrzymanie autostrady" - tłumaczy Niemczyński. Andrzej Adamczyk, poseł PiS, twierdzi jednak, że opłaty za autostradę to haracz i, jako że sam też jest kierowcą skazanym na częste korzystanie z niej, postanowił walczyć z pobierającą go firmą. W imieniu swoim i innych kierowców.

"Sprawą autostrady i dróg alternatywnych w jej pobliżu zajmuję się od końca lat 90., kiedy byłem radnym powiatu krakowskiego" - wyjaśnia. Czy są szanse na wygraną z zarządcą autostrady? Prawnicy twierdzą, że będzie to trudne, choć nie niemożliwe. "Trzeba będzie udowodnić oszustwo, ale zgodnie z prawem trzeba wskazać konkretną, winną osobę" - wyjaśnia Michał Szułczyński, prokurator z Gliwic.

Dopóki nie dojdzie do rozstrzygnięcia, kierowcom pozostaje omijanie rozkopanej drogi. Reporterka RMF FM przejechała z Krakowa do Katowic autostradą. Wracała bezpłatną trasą przez Olkusz. Jechała tylko 15 minut dłużej.
Współpraca Adam Liss, Maciej Stańczyk


Maciej Stańczyk: Warto walczyć o 6,50 zł?
Zbigniew Lipke*: Tu nie chodzi o 6,50, nie chodzi o moje skąpstwo, tylko o zasady. Miałem przejechać autostradą szybko i bezpiecznie, a jechałem długo i niebezpiecznie, bo trwał remont. Zarządca drogi nie dotrzymał warunków umowy.

Zarządca autostrady twierdzi, że nie musiał pan nią jechać...
Nie jestem miejscowy. Nie chciałem błądzić. Zostałem oszukany. A ja się nie dam oszukiwać. Zresztą istota sprawy leży gdzie indziej.

Jest Pan pewny wygranej?
Tak, choć sprawiedliwość ma zawiązane oczy. A jeśli prokuratura ukręci łeb sprawie, będę konsekwentnie zaskarżał jej decyzje. Do skutku.

*Zbigniew Lipke, notariusz z Łodzi. W połowie sierpnia odmówił zapłaty 6,50 zł za przejazd płatnym odcinkiem autostrady A4
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj