To cud, że Kinga w ogóle żyje - mówią lekarze. "Jest bardzo dzielna. Po tym wszystkim, co się stało, potrafi zachować pogodę ducha" - mówi specjalnie dla "Faktu" Jan Godziński, ordynator oddziału chirurgii dziecięcej.

Ta tragedia wstrząsnęła całą Polską. Przedwczoraj pozostawione bez opieki rodzeństwo otworzyło okno w swoim pokoju na siódmym piętrze. 4-letni Mateusz dla zabawy pchnął siostrę, a ta chcąc uniknąć wypadnięcia z okna, chwyciła go za rączkę. Spadli razem z 22 metrów. Chłopczyk zginął na miejscu, Kinga odbiła się od anteny na trzecim piętrze, ale przeżyła upadek.

"To niewiarygodne, ale wygląda na to, że Kinga wyjdzie z tego obronną ręką" - mówił ordynator Jan Godziński. "Teraz najważniejsza będzie pomoc psychologiczna. Przeszła straszliwą traumę.

Policja próbuje ustalić, jak to się stało, że rodzeństwo zostało na cztery godziny samo w domu. Funkcjonariusze chcą więc przesłuchać matkę dzieci, którą znaleźli wczoraj wieczorem, we Wrocławiu.

Szwagierka Albony A., Józefa Ekiert, twierdzi, że matka była na punkcie swych dzieci przewrażliwiona. "Szczególna więź łączyła ją z córką. Nie wiem, co się wydarzyło, że musiała wyjść z domu. Albina to bardzo spokojna, rozsądna osoba." - dodaje kobieta.

Sąsiedzi mówią, że chwilę po tym, jak dzieci spadły na ziemię, matka wróciła ze sklepu i podeszła do leżącego na ziemi synka. "Widziałem, jak jakaś kobieta klęczała przy dziecku i głaskała je po głowie" - mówi jeden z sąsiadów. "Potem nagle zniknęła" - dodaje.

Ojciec dzieci, Tadeusz E., był wczoraj przesłuchiwany. Mężczyzna jest pod stałą opieką psychologa. Wczoraj był w szpitalu u Kingi. Siedział przy córce do późnej nocy.