• Czy podróżując po strefie Schengen, musimy mieć przy sobie dokumenty?

Tak, bo choć nie będziemy legitymowani na granicy, może się to zdarzyć podczas podróży w głębi kraju. Nie musi być to paszport. Wystarczy dowód osobisty. Kontroli czeskiej, litewskiej, czy niemieckiej policji można spodziewać się w pasie kilkudziesięciu kilometrów po opuszczeniu Polski. Prawo europejskie dopuszcza to na terenie całego obszaru Schengen. Ze względu na wciąż duże różnice w cenach, m.in. papierosów między Polską i Niemcami, kontroli można się spodziewać przede wszystkim na terenie tego państwa.

• Czy będziemy mogli jeździć po całej Unii Europejskiej bez konieczności pokazywania paszportów czy dowodów osobistych?

Nie. Do porozumienia z Schengen nie przystąpiły bowiem Wielka Brytania i Irlandia. Wjeżdżając do obu tych krajów, będziemy więc musieli okazać paszport lub dowód. Dopiero w przyszłym roku do umowy z Schengen mają przystąpić Cypr, Szwajcaria i Liechtenstein, a dwa lata później - Rumunia i Bułgaria. Umowa o swobodzie podróżowania obejmuje natomiast dwa kraje spoza Unii - Norwegię i Islandię. Tam też możemy więc pojechać bez okazywania dowodów tożsamości.

• Czy nieletni będą mogli swobodnie przekraczać granicę?

Nie. Co prawda na samej granicy nikt nie sprawdzi ich tożsamości, jednak zarówno nieletni, jak i dorośli, którzy się nim opiekują, muszą mieć dokument na wypadek kontroli po przekroczeniu granicy. Nieletni - paszport, a dorośli - dowód lub paszport. Specjalne regulacje Schengen mają zapobiec bowiem porywaniu dzieci przez jednego z rodziców bez zgody drugiego.

• Czy w ramach Schengen będziemy mogli przekroczyć granicę w dowolnym punkcie?

Tak. Od piątku znika pojęcie przejścia granicznego. Jeśli zechcemy, będzie mogli przepłynąć wpław Odrę, przekroczyć polsko-litewską granicę dowolną ścieżką leśną, zjechać na nartach na słowacką stronę Tatr, czy przejść plażą na niemiecką część wyspy Uznam. Mało tego: w wielu przypadkach w ogóle nie zorientujemy się, że przekroczyliśmy granicę, gdyż stojące tu przez lata tablice informacyjne zostaną zdemontowane.

• Czy skróci się czas podróży do krajów Unii?

Tylko jeśli jedziemy tam samochodem. Na drogowych przejściach granicznych znikną kolejki, bo nikt nie będzie tu niczego sprawdzał. Na nowo zostaną też otwarte zapomniane od dziesięcioleci drogi łączące Polskę z Litwą czy Czechami, gdzie to tej pory nie było przejść granicznych.

• Czy pociągi będą stawać na granicy? Czy będziemy budzeni do kontroli?

Nikt nie będzie już sprawdzał nam paszportu. Jednak pociąg na granicy stanie. Wynika to z konieczności zamiany polskiej lokomotywy na lokomotywę kraju, do którego jedziemy. Ten wymóg zostanie zlikwidowany dopiero po otwarciu unijnego rynku przewozów kolejowych, co nastąpi za kilka lat.

• Jak będzie wyglądała kontrola na lotniskach?

Na lotniskach zasady Schengen zostaną dopiero wprowadzone w ostatnim dniu marca przyszłego roku. I to na razie tylko w największych portach (jak warszawskie Okęcie), które zdołały na czas oddzielić części lotniska przeznaczone dla pasażerów korzystających z linii wewnątrz Schengen od reszty. Ale i wówczas dla nich nie zmieni się wiele. Nadal będziemy musieli okazać dowód tożsamości, tyle że nie Straży Granicznej, ale pracownikom linii lotniczych. Takie są wymogi bezpieczeństwa obowiązujące już teraz na trasach krajowych.

• Czy będziemy mogli przewieźć do innych krajów Unii dowolne towary?

Nie. Polska od maja 2004 r. jest częścią Wspólnego Rynku Unii i wejście do Schengen niczego nie zmieni, jeśli idzie o przewozów towarów. Wjeżdżając do Niemiec czy Czech, nie będziemy więc płacić żadnych ceł. Nadal będą jednak obowiązywały ograniczenia na wwóz towarów podlegających akcyzie. Chodzi przede wszystkim o tytoń i alkohol: dorośli mogą wziąć ze sobą tylko taką ilość papierosów (800 sztuk), wyrobów spirytusowych (10 l) czy piwa (110 l), które zaspokoją ich własne potrzeby. Te normy i tak są bardzo wysokie. Nadal będą też obowiązywały dotychczasowe ograniczenia w wywozie dzieł sztuki, przedmiotów o znaczeniu historycznym czy też broni.

• Czy obca policja będzie mogła przeprowadzać kontrole na terenie Polski?

Zasadniczo nie. Polska zawarła co prawda z Niemcami, Czechami, Słowacją i Litwą umowy o prawie do kontynuowania pościgu za przestępcami na terenie drugiego państwa. Dotyczy to jednak tylko wyjątkowych przypadków. Na przykład pościgu za zabójcą. Uzgodniono też, że służby policyjne danego państwa, na którego teren przeniosła się akcja, powinny jak najszybciej przejąć zadanie zatrzymania podejrzanego.

• Czy Niemcy będą mogli kupować działki rekreacyjne na terenie Polski?

Nie. Zasady zakupu nieruchomości w naszym kraju przez obywateli Unii zostały określone w traktacie o przystąpieniu naszego kraju do Wspólnoty i przystąpienie Polski do Schengen niczego tu nie zmienia. Okres przejściowy na zakup działek rekreacyjnych przez Niemców upływa w kwietniu 2009 r. Polacy już teraz mogą natomiast bez przeszkód kupować w Niemczech domy czy mieszkania. I z powodu niższych cen nieruchomości za Odrą coraz częściej z tego prawa korzystają.

• Czy będziemy mogli od tej pory legalnie pracować we wszystkich krajach Unii?

Nie. Umowa z Schengen nie zmienia obowiązujących do tej pory regulacji w sprawie prawa do pracy. Wśród krajów Unii sąsiadujących z Polską możemy więc legalnie pracować w Czechach, na Słowacji i Litwie. W Niemczech Polacy mają prawo legalnie pracować tylko w niektórych zawodach. Te ograniczenia zostaną zniesione prawdopodobnie w kwietniu 2009 r. Schengen stwarza natomiast nowe możliwości pracy poza krajem dla mieszkańców rejonów przygranicznych. Dzięki likwidacji kolejek na przejściach granicznych można spodziewać się szybkiego rozwoju firm świadczących usługi dla Berlina jak piekarnie czy pralnie. Z kolei mieszkańcom Dolnego Śląska łatwiej będzie podjąć pracę np. w zakładach w czeskiej Ostrawie.

• Czy na granicy znikną też kolejki ciężarówek?

Tak. Do tej pory kontrole ciężarówek wyjeżdżających z Polski zajmowały dużo czasu. W szczególności niemieccy strażnicy drobiazgowo sprawdzali, czy w pojazdach nie są przemycani nielegalni imigranci i towary. Czasami, ze względu na święta, całkowicie zatrzymywano ruch ciężarówek. Schengen zasadniczo zmniejszy koszty działania polskich firm spedycyjnych, co ma duże znaczenie przede wszystkim dla małych przedsiębiorców.

• Czy wydłużą się kolejki na granicy wschodniej?

Tego należy się obawiać. Co prawda zaplanowano otwarcie ze wschodnimi sąsiadami nowych przejść granicznych - cztery mają powstać z samą Ukrainą - jednak kontrole na przejściach z krajami WNP od wczoraj są przeprowadzane w sposób bardzo drobiazgowy i zgodnie z unijnymi normami. To ma zapobiec przedostaniu się na teren całej Unii nie tylko nielegalnych imigrantów, ale także narkotyków, podróbek towarów i innych, niedozwolonych produktów.

p

Ciężkie czasy dla przyjezdnych ze Wschodu

W przyszłym roku Ukraińcy przestaną budować nasze domy, remontować mieszkania czy opiekować się naszymi dziećmi. To cena, jaką zapłacimy za przystąpienie Polski do strefy Schengen.

Aby przyjechać do Polski, Ukraińcy do tej pory też potrzebowali wiz. Ale warunki ich wydawania określała Warszawa, nie Bruksela. Dlatego polska straż graniczna patrzyła przez palce, czy goście ze Wschodu spełniają stosowne kryteria. Dość powiedzieć, że czas podjęcia decyzji o wydaniu wizy zajmował naszym konsulom we Lwowie jedną, dwie minuty. Dzięki temu ruch na wschodniej i północnej granicy był ogromny. W zeszłym roku do Polski przyjechało aż 600 tys. Ukraińców, 300 tys. Białorusinów i 200 tys. Rosjan. Ostatecznych danych za ten rok jeszcze nie ma, ale wiadomo, że przyjezdnych ze Wschodu było jeszcze więcej.

Jak będzie w nowym roku? "Spodziewamy się drastycznego załamania liczby gości zza Buga. To wielka szkoda" - mówi DZIENNIKOWI ekspertka Fundacji Batorego Anita Szymborska. Jej zdaniem stanie się tak z powodu wysokich cen wiz narzuconych przez Brukselę. Za prawo do przyjazdu na trzy miesiące do Polski Ukraińcy i Rosjanie będą musieli zapłacić 35 euro, Białorusini 60 euro.

Jeszcze większym utrudnieniem będą wyśrubowane warunki wydawania wiz. Zostały one ustalone przez władze Unii Europejskiej i teoretycznie mają być identyczne dla wszystkich krajów odpowiedzialnych za kontrolę zewnętrznych granic strefy Schengen. W końcu wizy wydawane odtąd przez polskie konsulaty będą upoważniały do poruszania się przez trzy miesiące po niemal wszystkich krajach Unii. Jednak Anita Szymborska podkreśla: są tacy jak Francuzi, którzy ściśle domagają się od petentów spełnienia kilkunastu warunków otrzymania schengeńskiej wizy, i tacy jak Finowie, którzy są tu o wiele bardziej liberalni. "Niestety nasz MSZ chce dobrze wypaść w oczach Brukseli i mieści się raczej w tej pierwszej kategorii" - dodaje.

Wśród najtrudniejszych do spełnienia warunków otrzymania pozwolenia na wjazd jest m.in. wymóg posiada odpowiednich środków na każdy dzień pobytu w Unii Europejskiej (ok. 100 zł). Polskie konsulaty będą też ściśle sprawdzały, czy proszący o wizę ma ubezpieczenie zdrowotne, bilet powrotny, zaproszenie od polskiego obywatela. Dzięki systemowi informatycznemu Schengen konsul natychmiast wyłapie, czy starający się o wjazd do Polski w przeszłości nie przekroczył terminu przyznanej mu wizy.

Sprawdzenie tych i innych dokumentów zajmie polskim konsulatom nawet kilkanaście minut - obawiają się eksperci Fundacji Batorego. Dlatego, choć liczba naszych konsulów pracujących na Ukrainie została nieco zwiększona, można spodziewać się, że czas oczekiwania na wizę wydłuży się do wielu tygodni. A z prośbami o wydanie dokumentów wjazdowych Ukraińcy będą musieli występować co trzy miesiące, bo tyle ważna jest wiza schengeńska.

Z pewnością część najbardziej zaciętych Ukraińców przebrnie przez tak gęste sito. Ale czy po przedostaniu się na teren Unii Europejskiej zadowolą się niższymi niż na Zachodzie stawkami za pracę w Polsce? Wiceminister pracy Kazimierz Kuberski ma co do tego wątpliwości. Jego zdaniem Polska stanie się od piątku swoistą trampoliną dla Ukraińców, którzy poszukają szczęścia raczej za Odrą. Już teraz rządowy program legalizacji zarobków ukraińskich pracowników okazał się porażką: skorzystało z niego zaledwie kilka tysięcy osób. A w Portugalii, we Włoszech i innych krajach południa Europy pracuje dziś przynajmniej tyle samo Ukraińców, co u nas.