Dziennik Gazeta Prawana logo

Na Air Show 2007 w Radomiu zawiódł człowiek

1 marca 2008, 00:26
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
DZIENNIK zna już przyczyny katastrofy lotniczej, do której doszło we wrześniu 2007 roku w czasie pokazów lotniczych Air Show w Radomiu. Komisja badająca wypadek zakończyła już najważniejsze prace. Z jej ustaleń wynika, że zawiódł Lech Marchelewski, lider zespołu akrobacyjnego, który nie wykonał prawidłowo figury. Raport będzie gotowy pod koniec kwietnia.

Pierwszego września 2007 roku w czasie radomskich pokazów rozbiły się dwa samoloty zespołu akrobacyjnego "Żelazny". Zginęli doświadczeni piloci: Lech Marchelewski, lider zespołu oraz Piotr Banachowicz. Wykonywali skomplikowaną figurę, tzw. rozetę. Polega ona na tym, że najpierw trzy samoloty lecą razem pionowo w górę, później rozchodzą się na trzy strony i każdy zatacza pętlę. Potem schodzą się nisko nad ziemią. Mijającą się parę samolotów lider przecina pod kątem 90 stopni. W Radomiu figura się nie udała. Lech Marchelewski uderzył od dołu w samolot Banachowicza.

Komisja wykluczyła usterkę maszyny, wpływ pogody, błędy w organizacji pokazów. Odrzucono też hipotezę, że lider próbował popełnić samobójstwo (brano ją pod uwagę, ponieważ był to jego pożegnalny lot). "Nie zapraszałby żony na kolejny dzień pokazów. Nie stwierdziliśmy, by miał problemy rodzinne" - mówi Edmund Klich, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Jest pewne, że to Marchelewski nie wykonał figury prawidłowo. To on miał obserwować dwa pozostałe samoloty i pilnować odległości od nich. "Według programu miał przelecieć pod mijającą się parą samolotów. Przeszedł jednak za wysoko, na poziomie kolegi nadlatującego z jego lewej strony" - mówi Klich.

Marchelewski zobaczył kolegów w ostatniej chwili. Podbił maszynę do góry, ale było za późno.

Komisja nie wie, co sprawiło, że Marchelewski nie widział kolegów. Pilota mogło przyćmić podczas wyprowadzania maszyny z pętli. Wówczas występują tzw. dodatnie przeciążenia. Mogą im towarzyszyć zaburzenia wzroku. Zdaniem Klicha taka przyczyna błędu doświadczonego pilota jest bardzo prawdopodobna.

Na raport komisji czeka Aeroklub Ziemi Lubuskiej, skąd pochodzili piloci z "Żelaznego". Jeszcze przed katastrofą do zespołu przyjęto dwóch nowych pilotów, po niej - trzeciego. "Czekamy na raport. Rezerwujemy terminy kolejnych pokazów, ale na razie nie podpisujemy umów" - mówi nam Artur Haładyn, dyrektor aeroklubu.

Z sześciu samolotów zostały cztery. Zespół jest na razie gotowy do wykonywania akrobacji w składzie trzech. "Dajemy sobie trzy lata, żeby wrócić do wykonywania akrobacji szóstką" - mówi nam Haładyn.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj