Nie było paraliżu policji zapowiadanego na czwartek. Jak ocenia Komenda Główna Policji, akcja protestacyjna funkcjonariuszy niezadowolonych z systemu podwyżek nie wypaliła. Tylko niewielu z nich nie przyszło do pracy, w tym czasie biorąc urlop na żądanie, zwolnienie lekarskie lub oddając krew.

Akcja miała być formą protestu przeciw niesprawiedliwemu - zdaniem policjantów - rozdysponowaniu podwyżek. Średnio po 522 zł brutto na osobę. Najmniej dostali policjanci z patroli interwencyjnych, dzielnicowi, drogówka i funkcjonariusze z wieloletnim doświadczeniem. Niezadowoleni funkcjonariusze nie dają jednak za wygraną. W Łodzi na przykład od tygodnia ograniczają do minimum wypisywanie mandatów. Zapowiadają też, że będą wykorzystywać godziny nadliczbowe i urlopy okolicznościowe.

KATARZYNA ŚWIERCZYŃSKA: Ile pan dostał podwyżki?

DZIELNICOWY*: Na rękę 320 zł. Przed podwyżką brałem 2100.

To mało?

Oczywiście! Jak można było w taki sposób podzielić te pieniądze?! Jestem policjantem od 16 lat. Jednym z najlepszych dzielnicowych w mojej jednostce. Od szesnastu lat dzień w dzień haruję na ulicy. Ta praca miała dla mnie sens.

Teraz już nie ma?

Reklama

Nie. Wreszcie do mnie dotarło: jestem tylko popychadłem, zapchajdziurą. Wcześniej, kiedy z gorączką szedłem do pracy, koledzy pukali się w czoło. A mi zależało. Cieszyłem się, jak dorwałem bandytę, jak komuś pomogłem. Teraz koniec. Moja motywacja właśnie osiągnęła poziom zerowy.

Jak wygląda praca dzielnicowego?

Mnóstwo biurokracji i obchody. Poza tym jestem takim listonoszem sądowym. Doręczam wezwania, robię wywiady. Jesli ktoś z mojego terenu nie płaci np. zasądzonej grzywny, idę i sprawdzam, jak rzeczywiście wygląda jego sytuacja materialna. Oprócz tego konwoje, zwykłe interwencje, zastępowanie kolegów z dochodzeniówki czy kryminalnego. Nie raz z narażaniem własnego zdrowia czy nawet życia. Ile to razy trzeba było jeździć na interwencje domowe i szarpać się z agresywnymi ludźmi, słuchać wyzwisk, gonić uciekających złodziei? Ostatnio zatrzymywaliśmy z kolegą naćpanego, agresywnego chłopaka. Nigdy nie wiadomo, jak taka interwencja może się skończyć. I gdzie tu sprawiedliwość? Ja muszę znać się na wszystkim, potrafić zastąpić specjalistę z dochodzeniówki, kiedy ten pójdzie na chorobowe czy urlop. A to on ma wyższą grupę. Przy każdej podwyżce zyskuje więcej. Tak samo kierownictwo. Teraz mój naczelnik zarabia 4,5 tys. Dostał 1000 zł podwyżki!

Może dlatego, że spoczywa na nim większa odpowiedzialność?

Proszę nawet nie opowiadać takich rzeczy! To my harujemy na ordery naszych komendantów. To my robimy wyniki naszych naczelników. Kiedy złapię jakiegoś przestępcę, to podział nagród jest taki: ja dostaję 500 zł, a mój szef 1000. Za co? Za nadzór? To śmieszne. Kiedy ja zaczynałem, byłem zupełnie zdrowy. Teraz jestem wrakiem: chory kręgosłup, stawy kolanowe, depresja. Najgorsze, że to wszystko potem odbija się na życiu rodzinnym.

To znaczy?

Przychodzę do domu i nie potrafię zapomnieć o robocie. Wtedy o kłótnię nietrudno. Naprawdę bywam nieznośny.

Przyłączył się pan do protestu? Nie przyszedł pan 6 marca do pracy?

Akurat zgodnie z grafikiem wypadło mi wolne.

A gdyby nie wypadło?

Chyba bym przyszedł. Nie umiem kombinować. To nie oznacza, że zgadzam się na to, co się dzieje. Kiedy dostałem decyzję o podwyżce, poszedłem do lekarza. Koniec z poświęcaniem własnego zdrowia. Czekam tylko na termin i jadę na rehabilitację.

*Dzielnicowy z szesnastoletnim stażem z Zachodniopomorskiego