Piotr Kraśko*: Tak.
Spór rzeczywiście był i myślę, że jeszcze wiele razy będziemy się spierać.
Gdy się to działo, byłem ponad 200 kilometrów od Warszawy, ale do tej pory nie zdarzyło mi się nie zgadzać z Hanką.
W programie informacyjnym spór jest tylko jeden: jak robić wiadomości najlepiej i najuczciwiej.
Takie konflikty to rzecz normalna, zdarzają się w każdym zespole, w każdej redakcji na świecie. Tydzień temu informacją dnia był materiał, o który prowadziliśmy spór, a ostatecznie szef był zdania, że nie powinien on pójść. Dla mnie był to test, jak możemy robić „Wiadomości”.
Zdziwiłbym się, gdyby o tej sprawie w ogóle wiedział.
…Tak, myślę, że tak.
Bo strasznie daleko zabrnęliśmy w dyskusji o Wałęsie. Ale tak, poinformowalibyśmy o tej, głośnej już teraz, książce, bo nie da się niczego zamieść pod dywan.
Ale w programach informacyjnych zacząłem pracować później. I nie mam zamiaru niczego przemilczać.
"
Czy powinniśmy poza tę poprawność wychodzić? Tak. Czy to mnie dużo nauczyło? Tak.
"
I jedno, i drugie (śmiech). Nie, nie…
Chciałem bardziej pójść w stronę „odczep się” (śmiech).
Dla mnie osobiście najciekawsze były czasy Wiesława Walendziaka. Ale nigdy, za żadnego z prezesów, nie przekroczyłem pewnej granicy.
Wolałbym powiedzieć, że o uczciwości.
"
To zależy, jakie to są kwity i najpierw poważnie je sprawdzamy. Nie można dać się wkręcić, bo przecież nie jest tak, że kwity latają rozrzucane przez wiatr po Warszawie. Trzeba się zastanowić, czy nie uczestniczymy w prowokacji.
Ale dam panu inny przykład. Dan Rather, legenda CBS, prowadzący przez 25 lat "CBS Evening News", miał papiery dowodzące, że George Bush oszukiwał i wcale nie przychodził na szkolenie wojskowe. Potem się okazało, że jednak te kwity nie były zbyt mocne i Rather musiał odejść z pracy.
Gdybym je miał, to poinformowałbym o tym prezesa, bo jeśli popełnimy błąd, to straci na tym cała firma.
Pyta, dlaczego nie.
Nie mam wątpliwości, że dojdzie do kłótni, że podamy informację, która wywoła sprzeciw w zarządzie. Podam przykład: o negocjacjach z Renatą Beger wiedziały też inne stacje, one też mogły zrobić taki materiał. I nie wyobrażam sobie, że o czymś, co może zniszczyć albo rząd, albo stację, nie wie jej szef.
Mnie bliższy jest standard francuski. Zresztą Amerykanie mieli kiedyś wybrać między dwoma kandydatami na prezydenta: jeden wyczynowo wręcz zdradzał żonę, ale świetnie zarządzał finansami. Drugi miał z tym dużo większe kłopoty, zarzucano mu nawet machlojki, ale był modelowym ojcem i mężem. Wybrali tego, który zdradzał żonę. Z tego, co robił Clinton z cygarem, nic dla Ameryki nie wynika. Ważne jest, że kłamał, zeznając na ten temat pod przysięgą.
Dobra. Filmowaliśmy gangstera, a przypadkiem mamy ministra, który wychodzi z kochanką z hotelu. To jest temat? Nie sądzę. Jak wychodzi z kochankiem też nie (śmiech).
…
Tak, to była bardzo długa cisza, ale raczej dajemy taki materiał.
Bo jest internet, a gdzie jest internet, tam nie ma dywanu. Nie da się zamieść. I sprawę Clintona, i Rathera ujawnili internauci. Wielu poważnych dziennikarzy przy sprawie Clintona mówiło pewnie: "Dajmy spokój, to jakaś stażystka, nie wtrącajmy się…". To już się na pewno nie uda.
W życiu! Jestem prostym chłopakiem z warszawskiej robotniczej Woli (śmiech). Bójki, walki na pieniądze, a jak!
-
Dziadek zmarł, jak miałem pięć lat, jak miałem siedem lat, rodzice się rozwiedli. Wychowywałem się z mamą i babcią na osiedlu Za Żelazną Bramą i to one miały na mnie wpływ. A w 1989 r., jak miałem 18 lat, rozwieszałem plakaty Komitetu Obywatelskiego. Jasne, że mnie interesuje, dlaczego dziadek dokonywał takich wyborów życiowych. Rozmawiałem na ten temat w Watykanie z jednym ze współpracowników Jana Pawła II, który był tym bardzo rozbawiony, bo pamiętał dobrze dziadka, a teraz rozmawiał z wnukiem w Watykanie.
Zgadzam się, ale dla mnie to też historia i nie mam do niej osobistego stosunku. Ale właściwie, jak miałem korzystać z protekcji dziadka ćwierć wieku po jego śmierci?
Nie zetknęliśmy się zawodowo, ona wtedy nie pracowała przy programach.
Kiedy studiowałem teatrologię, wydawało mi się, że najważniejszy na świecie jest teatr i tylko on może powiedzieć coś o człowieku, a Grotowski i Swinarski to imiona bogów. Moim ulubionym pismem były wtedy ultrasalonowe "Zeszyty Literackie", a z kolegami prowadziliśmy spory, czy Cioran wymawia się z rumuńska czy z francuska. Pierwsze teksty pisałem do miesięcznika "Kino" i było to chyba o włoskim neorealizmie. To było salonowe jak cholera, ale dziś jest mi to kompletnie obce!
Zmieniłem się. Kiedy jedziesz do ogarniętej wojną Rwandy, kiedy widzisz obłożone lodem, żeby się nie rozkładały, sterty trupów, kiedy ktoś przystawia ci pistolet do skroni, to naprawdę zmienia się patrzenie na wszystko. I na salon, i na ewentualne naciski polityczne. Bo czego mam się bać? Co mi zrobi polityk? Przewierci kolano wiertarką?!
Chyba już nie jestem taki miły. Ja naprawdę czuję się jak u siebie po przekroczeniu ostatniego check pointu w Ramallah w Autonomii Palestyńskiej, gdzie siedzi się na ziemi, popijając herbatę.
Od bardzo dawna nie jestem prezenterem. Byłem korespondentem w wielu miejscach na świecie, ostatnio w Ameryce, robię już inne rzeczy.
Nie, spotkałem się dwukrotnie za AWS z jednym z premierów (śmiech). To już przeszłość.
Miałem rok temu propozycję za osiemset tysięcy złotych. Widuję teraz czasem tę reklamę. To było bardzo dużo pieniędzy, ale od tego nie ma powrotu.
Nie powinni tego robić. To oczywiste.
Pomagać ludziom zrozumieć to, co się stało w ciągu ostatnich 24 godzin. Kiedyś widz dostawał pół godziny informacji na dobę i to było wszystko, co wiedział o świecie. Teraz jest bombardowany wiadomościami z kanałów informacyjnych, z internetu, radia i trzeba to trochę uporządkować.
Musimy serio mówić o instytucjach państwa bez względu na to, kto nimi kieruje, ale na końcu każdej informacji musimy powiedzieć, co z tego wynika dla przeciętnego obywatela.
Bardzo dobre pytanie.
Jedyne, co my możemy dać Unii Europejskiej i Waszyngtonowi, to nasza wiedza o Wschodzie. Nikt tego nie rozumie lepiej niż my.
To zależy, której wizyty…
To nie jest prosta sprawa, ale w przypadku wizyty w Gruzji może się to przełożyć na nasze bezpieczeństwo energetyczne, bo każda wizyta na Kaukazie może mieć znaczenie, ile za jakiś czas zapłacimy za gaz czy benzynę. To tak jak z wstąpieniem Ukrainy do NATO czy z tarczą antyrakietową, której powstanie będzie miało wpływ na nasze życie może nie teraz, ale za dziesięć lat.
Zależy jakich. Wiadomość o krowie, która ma trzy głowy, raczej nie, ale informacja o bulwersującej zbrodni gdzieś w Polsce - tak. Tylko tu też ważny jest kontekst. Jestem przeciwnikiem podawania informacji o kolejnej strzelaninie w amerykańskim centrum handlowym z komentarzem, że w USA jest za dużo broni, bo w Kanadzie jest jej jeszcze więcej i to zbyt proste wyjaśnienie. Ale przecież podamy wiadomość, że szaleniec zabił w Wirginii ponad 30 osób.
I jeśli stoi za tym coś ważnego, będziemy to pokazywać, tak jak wiadomość o tym, że sąd ograniczył prawa rodzicielskie matce lesbijce i przyznał je babci dziecka.
Nie, nie, było podane, że uważają matkę za niedojrzałą.
Nie sądzę, by materiały na ten temat w innych stacjach były lepsze od naszego, ale z pokorą przyjmuję pański niedosyt.
Bo tak się stanie.
Ja się z panem zgodzę. Myślę, że tu zdecydowała obawa przed wchodzeniem w publicystykę, w komentarz. Będziemy to zmieniać. W "Tygodniku Powszechnym" przeczytałem ciekawy artykuł o tym, że Kościół ma problem z rozwodnikami. Uważam, że to bardzo ciekawe, warte rozwinięcia. I nie tylko dlatego, że akurat sam jestem w takiej sytuacji.
W Stanach jeden prezenter potrafi prowadzić program przez ćwierć wieku. W CBS przez sześćdziesiąt lat było pewnie trzech prowadzących.
Pracuję w TVP od dawna, nie wybieram się do konkurencji. Ostatnia zmiana „Wiadomości” nie była spowodowana niczyim widzimisię, ale poważnymi badaniami, które dotyczyły wszystkiego: i tego, co ludzie chcą oglądać, i tego, kogo chcą. Zaangażowano poważne pieniądze, więc jest szansa, że to będzie na dłużej, bo zwycięży kalkulacja kosztów.
Jeśli chce pan spytać, czy TVP jest podatna na polityczne zawirowania, to odpowiem: jest, jak cholera, ale jest szansa, że to się zmieni.
To nawet nie były negocjacje, ale przygotowania. Chcieliśmy, by to wszystko w "Wiadomościach" zagrało jednocześnie, żeby nie było tak, że jednego dnia są nowi prowadzący, dwa dni później nowa grafika, po trzech dniach studio, a pięć dni potem - oświetlenie.
Jest Marcin Firlej z TVN 24, a jesteśmy na dobrej drodze, by było nas więcej.
W Oksfordzie jest kilkanaście college’ów i w jednym z nich, chyba 150 lat temu, ustawiono zegar o dwie minuty za późno. I do dziś on tak chodzi, więc na każdym zaproszeniu na uroczystość dodaje się drobnym maczkiem na dole, że odbędzie się ona dwie minuty później. Znam TVP dość długo i ona ma swój rytm życia. W naszej firmie…
Jako widz może pan krytykować telewizję, jak uważa, ale określenie "komuna" to już naprawdę przesada.
No tu już naprawdę muszę bronić gigantycznej grupy ludzi, którzy, gwarantuję, pracują dużo dłużej niż do 16.00. Przygotowywaliśmy „Wiadomości” przez długie wieczory do północy, a bywało, że i do drugiej w nocy, poza opłaconym czasem. I nikt z ekipy nie powiedział, że może byśmy skończyli i poszli do domu. Wszyscy się zaangażowali, byłem urzeczony, naprawdę. Ale tak jak de Gaulle powiedział, że ciężko rządzi się krajem, który ma 250 gatunków sera, tak ciężko rządzić instytucją, w której działa ponad 30 związków zawodowych.
Bo wszystko tu trzeba uzgadniać, konsultować, negocjować. Przez jakieś 15 lat wszyscy narzekali na telewizyjną restaurację i w końcu ogromnym wysiłkiem udało się ją zmienić. To było megaprzedsięwzięcie, a chodziło o to, by pomidorowa lepiej smakowała.
Bo coś już się udało. Rozmawiałem ze znajomymi, którzy kiedyś pracowali w "Wiadomościach" i zazdrościli, że teraz dało się zrobić coś, czego "nie dało się" poprzednio. Bo wszyscy mówili "nie da się".
Nie, nie, było inaczej. Po trzech latach od wydarzenia opowiedziałem, co się działo, kiedy relacjonowałem ostatnie dni Ojca Świętego. Podaliśmy za Reutersem wiadomość, że papież zapadł w stan nieodwracalnej śpiączki. I wtedy zadzwonił do mnie ówczesny arcybiskup Dziwisz, mówiąc, że właśnie słyszał, jak to mówiliśmy, że to nieprawda, bo trzyma Jana Pawła II za rękę i Ojciec Święty jest wciąż przytomny, choć w bardzo ciężkim stanie. I podaliśmy tę wiadomość, powołując się na "jednego z bliskich współpracowników papieża". A teraz po prostu opowiedziałem tę historię.
Czy gdybym chciał zrobić sobie reklamę, nie opowiedziałbym o tym już trzy lata temu? A mogłem, bo ksiądz arcybiskup nie zastrzegał anonimowości.
A niech sobie piszą, ja wiem, jak było! Wydarzenia z Watykanu, w którym byłem krótko, tkwią we mnie znacznie głębiej niż cały pobyt w Stanach.
To się już zatarło. Kiedyś prowadzący programy informacyjne nie udzielali takich wywiadów, a teraz Anderson Cooper opisuje w książce samobójstwo swego brata. A ja teraz, przy starcie "Wiadomości", po prostu udzieliłem kilku wywiadów.
Spytano mnie, więc potwierdziłem, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i nigdy nie wypowiadaliśmy sobie w banku pełnomocnictw do kont i tak dalej.
Wiem, że zabrzmi to strasznie banalnie, ale najuczciwiej odpowiadając, chciałbym być dobrym ojcem. Biorąc pod uwagę mój bagaż doświadczeń, to dla mnie strasznie ważne.
Zanim sam nie zostałem ojcem, nie miałem z tym pytaniem żadnych problemów i uważałem, że oczywiście, że powinni. Teraz widzę, że nigdy w życiu nie potrafiłbym dać dziecku tego, co daje mu matka, widzę, jak ważne jest, by ojciec i matka byli razem. Kiedyś byłem dużo bardziej liberalny, dziś mam w tej sprawie więcej wątpliwości…
Opowiadanie o tym w wywiadach jest ryzykowne, bo wypada się końcu jak Joanna Liszowska odbierająca Wiktora i krzycząca do wszystkich: "Niech Bóg was błogosławi!" czy też "Bóg wam zapłać!".
I wszyscy tak zareagowali. Żałuję, że Europejczycy nie potrafią o tym mówić tak naturalnie jak Amerykanie. Dla mnie jednym z największych doświadczeń była religia, na którą jako dziecko chodziłem do ks. Twardowskiego i to było fantastyczne. Zresztą dokładnie taki był Watykan Jana Pawła II.
Teraz to panu walnę (śmiech). Uważam, że można w tej telewizji robić dobry, niezależny program informacyjny. Jak cholera tak uważam.
p
prezenter i dziennikarz telewizyjny, był korespondentem w Rzymie i Waszyngtonie, od maja 2008 r. prowadzący główne wydanie „Wiadomości” TVP1. Wielokrotnie relacjonował pielgrzymki papieża Jana Pawła II, był korespondentem TVP z punktów zapalnych na całym świecie