Dziennik Gazeta Prawana logo

Bez języka nie byłoby sukcesu

17 lipca 2008, 01:45
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Estonia to jedyny kraj w Europie, w którym obywatele głosy w wyborach parlamentarnych oddają z domu i jeden z niewielu, gdzie z urzędem skarbowym rozliczają się przez internet. Poziom życia w tej byłej sowieckiej republice niemal zrównał się z tym, który jest w Niemczech, Francji czy innych krajach zachodnich. Sami Estończycy przyznają, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie postawili na powszechną naukę angielskiego - pisze DZIENNIK.

Sekret cudu gospodarczego 1,5-milionowego kraju jest prosty: w latach 1992-1994 pierwszy premier niepodległej Estonii, Mart Laar, postanowił przeprowadzić szokowe reformy gospodarcze i uczynić mały kraj jednym z centrów nowoczesnych technologii na Starym Kontynencie.

Plan powiódł się znakomicie - od wielu lat Estonia utrzymuje się w ścisłej europejskiej czołówce, jeśli chodzi o wzrost PKB (w 2007 r. wyniósł on 7,1 proc.). Estończycy przyznają, że nie mieliby na to szans, gdyby nie to, iż równocześnie postawili na powszechną naukę angielskiego. O roli języka angielskiego w tworzeniu gospodarczego cudu opowiada DZIENNIKOWI była minister edukacji Estonii Mailis Reps.

p


Oczywiście przez reformę systemu edukacji i promocję nauki języka angielskiego, którą rozpoczęliśmy zaraz po odzyskaniu niepodległości. Ale równie ważne było to, że mimo wysiłków Sowietów za czasów ZSRR większość Estończyków oglądało fińską telewizję. A jak wiadomo, Finowie nie robią dubbingu do filmów, tylko wyświetlają je w wersji oryginalnej z napisami. Najczęściej są to produkcje w języku angielskim. Dlatego większość moich rodaków przynajmniej rozumiało angielski, a po drugie chciało się go lepiej nauczyć.


Zdecydowanie. Właśnie dlatego nie podkładamy w naszej telewizji głosu pod programy anglojęzyczne. Powoduje to, że ludzie nabierają chęci, żeby się uczyć. Gdybym miała doradzać takim krajom jak Polska, co robić, żeby podwyższyć poziom znajomości angielskiego, to właśnie zlikwidowanie dubbingu czy lektorów powinno być pierwszym krokiem.


Taki kraj jak nasz nie może sobie pozwolić na nieznajomość angielskiego. Nie stać nas na to. Nie osiągnęlibyśmy takiego sukcesu gospodarczego, gdyby nasi naukowcy i biznesmeni nie studiowali za granicą i nie umieli się dogadać ze wspólnikami czy kolegami z innych krajów. Jestem pewna, że Polska czy Hiszpania poradzą sobie bez znajomości angielskiego. Nie jest to dla was sprawa życia i śmierci. Ale moglibyście osiągnąć dużo więcej. Jeśli nie chcecie skorzystać z szansy wasza strata.


Zdecydowanie tak. Podam prosty przykład: prawie wszyscy znają Skypea system darmowej telefonii internetowej opracowanej przez Estończyków. Projekt ten był finansowany przez firmy z Izraela. Wyobraża pan sobie, że doszłoby do jego realizacji, gdyby nasi informatycy znali tylko estoński? Jak mieliby się dogadać z potencjalnymi inwestorami? Na migi? To co powiem, to truizm, ale angielski jest współczesną lingua franca kto go zna, pomnaża swoje szanse na sukces.

p

Mailis Reps - minister edukacji Estonii w latach 2005-2007

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj