"Spróbuję przekonać angielski Sąd Pracy, że niemożność porozumienia się po angielsku to przypadłość czyniąca z człowieka pracującego w Wielkiej Brytanii, osobę niepełnosprawną. Ten zapis jest zgodny z definicją niepełnosprawności zawartej w <Disability Discrimination Act> (przepisów zabraniających dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność)" - tłumaczy Tomasz Klarecki.

Reklama

Jego zdaniem, podobna sprawa nie była jeszcze rozpatrywana przez angielski sąd. Co da mu wygrana? Jeśli sprawa trafi do sądu apelacyjnego, będzie miała daleko idące konsekwencję. W razie zwycięstwa, emigranci zostaliby objęci lepszą ochroną prawną i w razie konfliktu z pracodawcą, będą mogli liczyć na pomoc wielu organizacji rządowych. Proces rusza 8 września.

Sprawa trafiła do sądu po skardze polskich sprzątaczek pracujących w jednym z hoteli w Luton. Kobiety zarabiały około 3 funtów na godzinę, podczas gdy ustawowe minimum wynosi 5,52 funta. Były zatrudnione przez pośrednika.

"Dodałem do tej sprawy wątek niepełnosprawności, ponieważ poszkodowane nie znały angielskiego i wydaje mi się, że gdyby znały język, nia dałyby się tak wykorzystywać" - dodaje Klarecki.

Wśród sprzątaczek była jego żona. Na razie w sprawie są trzy poszkodowane. Kobiety szukają jednak innych osób, które pracowały razem z nimi.

"Charakter sprawy jest taki, że im więcej będzie poszkodowanych, tym większe mogą być odszkodowania. Rozprawa wstępna odbędzie się 8 września. Główna - dwa do trzech miesięcy póżniej. To daje czas na szukanie poszkodowanych i świadków. W obydwu wypadkach mogą to być osoby, które powróciły już do Polski" - mówi Klarecki.

Na co liczą sprzątaczki? Sąd może nakazać pracodawcy wyrównanie pensji do płacy minimalnej oraz wypłatę odszkodowania za straty moralne. Może to być nawet 25 tysięcy funtów na osobę.