Dziennik Gazeta Prawana logo

Kiszczak i Kania na czele gangu?

22 października 2008, 23:45
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Śledczy warszawskiego oddziału IPN sprawdzają, czy peerelowscy dygnitarze mogli stać za porwaniami, pobiciami i zabójstwami popełnianymi przez milicjantów i esbeków. Śledztwo prowadzi trzech prokuratorów. Badają okres od 28 listopada 1956 roku do 31 grudnia 1989 roku - czytamy w DZIENNIKU.

W tych latach w warszawskich strukturach MSW miał działać nieformalny związek, w skład którego wchodzili funkcjonariusze byłej Służby Bezpieczeństwa. Kierowały nim osoby zajmujące najwyższe stanowiska państwowe.

Na razie postępowanie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnym osobom. Jednak jak dowiaduje się DZIENNIK, już niebawem można się będzie spodziewać efektów prokuratorskich działań. Kto może usłyszeć zarzuty? "Na razie jest za wcześnie na wskazywanie konkretnych osób" - zastrzega Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN.

Jest pewne, że raczej nie ominą one byłego szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka. Mogą zostać także postawione byłemu pierwszemu sekretarzowi KC PZPR Stanisławowi Kani. Jeśli prokuratorzy doprowadziliby do aktu oskarżenia, ci byli peerelowscy dygnitarze mieliby już drugi proces o udział w związku przestępczym (tym razem zwykłym, a nie zbrojnym). Obaj bowiem są sądzeni jako autorzy stanu wojennego.

Całe śledztwo obejmuje blisko 50 wątków. Ma za zadanie wyjaśnić m.in okoliczności śmierci księży Sylwestra Zycha, Stanisława Suchowolca i Stefana Niedzielaka czy próbę otrucia Anny Walentynowicz. Badana są także okoliczności śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.

"Wyjaśniamy także sprawy mniejszego kalibru: pobicia, napady, włamania czy chociażby kradzieże dokonywane podczas przeszukań. Ministerstwo i prokuratura przymykały oczy, a nawet dawały przyzwolenie" - tłumaczy jeden z prokuratorów warszawskiego oddziału IPN.

Senator Jan Rulewski, działacz "Solidarności" internowany w stanie wojennym, uważa, że prokuratorzy będą mieli duży problem z udowodnieniem, że w MSW działał związek przestępczy, chociaż sam nie ma wątpliwości, że tak właśnie było. "Nie miał formalnych struktur, nie miał formalnych przełożonych i rozkazów. Bezpieka działała na zasadzie niedomówień - <wiecie, rozumiecie, trzeba załatwić, wyeliminować zagrożenie> - a to rozumiano różnie. Polecenie pobicia kogoś wydawano kiwnięciem głowy, mrugnięciem okiem, przez telefon, a jeśli były jakieś niewygodne dokumenty, to szybko je niszczono" - opowiada Rulewski.

Stefan Niesiołowski, obecny wicemarszałek Sejmu, który był m.in. pomysłodawcą akcji podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie, nie podziela jednak zdania, by byłe kierownictwo MSW można oskarżyć o założenie zorganizowanej grupy przestępczej. "Dla mnie taki zarzut to dziwaczna konstrukcja. To była policja polityczna, która nas zwalczała. Chciałem obalić komunizm i nie byłem zdziwiony, że poddawano mnie różnym represjom. Na szczęście system upadł sam" - mówi marszałek.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj