Problem zaczyna się na poziomie diagnozy. Często za obciążone zespołem ADHD uznaje się dzieci, które po prostu źle się zachowują i sprawiają kłopoty w szkole. Z
opowiadań pedagogów szkolnych wyłania się taki scenariusz: nauczyciel, który nie radzi sobie z uczniem, zwraca się do pedagoga. Ten z kolei z reguły dobrze zna pedagoga z poradni
psychologiczno-pedagogicznej, więc prosi go, by wystawił orzeczenie o konieczności poddania ucznia nauczaniu indywidualnemu. Rodzice godzą się na to, gdy od ekspertów słyszą, że tak będzie
lepiej dla dziecka.
Nie twierdzę, że nauczanie indywidualne w domu jest zawsze rozwiązaniem nietrafionym. Jest jednak nadużywane w sytuacjach, kiedy właśnie szkoła powinna pomóc. Zadaniem szkoły jest
zaadoptowanie uczniów do społeczeństwa, nauczenie ich radzenia sobie z zadaniami intelektualnymi, ale i trudnymi emocjami. Diagnoza ADHD lub zalecenie nauczania indywidualnego jest stosunkowo
prostą strategią. Podobnie jak wyrzucenie ze szkoły lub "dobrowolne" przeniesienie do innej placówki.
Pomóc. Najważniejsze, by nauczyciel pokazał im, w czym są dobre. Te dzieci łakną sukcesu i aprobaty, jeśli będą miały okazję osiągnąć to w szkole, poczują się w niej dobrze i zaczną
się starać. Zazwyczaj jednak są nieustannie krytykowane, co nie sprzyja uczeniu się. Ale wina często leży po stronie rodziców.
Niektórzy sami wypychają dzieci do szkół specjalnych. Tam nikt im nie zawraca głowy, że dziecko się źle się uczy albo stwarza problemy. A poza tym dostają zasiłek pielęgnacyjny, około
150 złotych. Dlatego zdarza się, że matki same namawiają swoje pociechy, by udawały mniej inteligentne niż są, bo "będziemy mieli z tego pieniążki". Potem one są
pozbawione marzeń. Nie powiedzą: "chcę być astronautą" czy "pilotem". Pytane, co będą robić w przyszłości, mówią: nie wiem, co będę robić
wieczorem.
Alicja Sadownik jest pedagogiem, pracuje na Uniwersytecie Gdańskim