Dziennik Gazeta Prawana logo

Morderca się powiesił. Ktoś o to zadbał?

19 stycznia 2009, 16:03
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Czy na trzech morderców Krzysztofa Olewnika wywierane były naciski z zewnątrz, by się zabili? Śledczy sprawdzają ten trop - ustalił DZIENNIK. "W świecie przestępczym jeśli nie postępujesz honorowo, życie twoich bliskich jest zagrożone" - mówi oficer policji zajmujący się walką z przestępczością zorganizowaną.

Co zakładają śledczy? Chodzi o ewentualne zagrożenie dla bezpieczeństwa rodziny Roberta Pazika, bandyty, który popełnił dziś samobójstwo. Do dziś . Cały czas istnieje silne podejrzenie, że , kto teraz boi się dekonspiracji.

W tej chwili funkcjonariusze CBŚ prześwietlają ostatnie chwile Pazika. J musiał kontaktować się z nim samym lub jego rodziną.

"Szukamy jakichkolwiek grypsów. Weryfikujemy, z kim miał kontakt w ostatnich tygodniach. On również miał rodzinę, o którą mógł się obawiać. Na przykład jego matka, która zresztą przed laty pracowała w jednym z zakładów rodziny Olewników" - tłumaczą nasi rozmówcy z policji. Wiadomo, że w ostatnim czasie .

W podobnej sytuacji - - byli pozostali mordercy, Wojciech Franiewski i Sławomir Kościuk, którzy również popełnili samobójstwo. Według policjantów oni też mogli być do tego zmuszeni.

Najwięcej o porwaniu wiedział jego pomysłodawca i organizator Franiewski. "To był stary recydywista. . Jedyną jego ludzką stroną był stosunek do rodziny. Był naprawdę niezwykle silnie przywiązany do swojego syna z pierwszego małżeństwa, a córka z drugiego małżeństwa była wręcz jego oczkiem w głowie" - opowiada DZIENNIKOWI oficer policji, który zajmował się sprawą.

Tylko Kościuk pękł w śledztwie i wsypał swoich wspólników. On jednak nie wiedział wszystkiego. Do wielu szczegółów nie dopuszczali go Wojciech Franiewski i Pazik.

Z informacji DZIENNIKA wynika, że Pazikowi najprawdopodobniej nikt bezpośrednio nie pomógł targnąć się na swoje życie. "Nie mamy żadnej poszlaki świadczącej o udziale osób trzecich. Nawet najdrobniejszej, że ktoś był u niego w celi" - mówi nam urzędnik Ministerstwa Sprawiedliwości.

Więzienie, w którym odebrał sobie życie, już poznał wcześniej. W Płocku siedział do maja 2008 roku, dopiero po samobójczej śmierci Kościuka został przeniesiony do Sztumu. Wrócił do Płocka 9 stycznia, bo miał występować w drobniejszym procesie o rozbój.

Przyjazd do Płocka - jeśli rzeczywiście myślał o samobójstwie - dawał mu większe szanse na powodzenie. W Sztumie siedział bowiem w najpilniej strzeżonej części zakładu - oddziale "N", czyli dla niebezpiecznych. W Płocku takiego oddziału nie ma, są tylko trzy cele przeznaczone dla "N".

"To różnica, bo w Sztumie monitoring z cel jest nagrywany, a w Płocku - nie. W Sztumie oddział jest więzieniem, w więzieniu nawet ma własny podjazd do odbierania skazanych. Każde dotknięcie tzw. kosza czyli dodatkowej kraty znajdującej sie w celi i będącej dodatkową przegrodą oddzielającą od właściwych drzwi powoduje uruchomienie alarmu" - mówi wysoki oficer więziennictwa.

W Płocku Pazik mógłby liczyć na to, że kontrola będzie nieco mniej dokładna. Czy miał myśli samobójcze? - co wskazuje, że Pazik nie był w dobrej formie psychicznej. Siedział w pojedynczej celi dla więźniów "N" czyli niebezpiecznych, objętej całodobowym monitoringiem. Ale kamera nie obejmowała kącika sanitarnego.

Kilka minut po 4 nad ranem strażnik widział jeszcze Pazika kręcącego się po celi. O 4.40 funkcjonariusz stwierdził, że nie widzi go zbyt długo. Wezwał dyżurnego z kluczami i razem otworzyli celę o 4.46. - wezwali też lekarza pogotowia, który przyjechał do innego więźnia. Bez skutku - o 5.00 lekarz stwierdził zgon.

W kwietniu ubiegłego roku po samobójstwie Kościuka władze więziennictwa zapowiadały, że Pazik będzie bardzo dobrze pilnowany - jego cela miała być przeglądana przez strażników kilka razy na godzinę w nieregularnych odstępach, a monitor z jego celi obserwowany przez specjalnie wyznaczonego funkcjonariusza.

Ale w poniedziałek więziennicy byli o wiele mniej buńczuczni. "Nie mieliśmy obowiązku, żeby w szczególny sposób chronić tę osobę. Nie mam tylu ludzi, żeby ich oddelegować do chronienia pojedynczych osób" - mówił dyrektor płockiego więzienia, Adam Kowalski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj