Dziennik Gazeta Prawana logo

Pilot zginął, bo śmigłowiec wleciał w las

28 lutego 2009, 12:04
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Szturmowy śmigłowiec Mi24 rozbił się, bo lecąc nisko wleciał w las -wynika z wypowiedzi ekspertów i informacji z miejsca katastrofy. Nie wiadomo, czy pilot popełnił błąd czy też doszło do awarii. Załoga ćwiczyła nocne loty bojowe, przy użyciu noktowizorów przed wyjazdem do Afganistanu.

Zdjęcia wraka dowodzą, że śmigłowiec musiał uderzyć w ziemię z dużą prędkością. Tylna część maszyny z belką ogonową jest oderwana i zniszczona, kadłub za kabinami pilotów, mimo opancerzenia 5mm blachą również jest pęknięty i częściowo odłamany. Urwane są skrzydełka z miejscami podwieszenia uzbrojenia, nie ma śladu po wirniku. "Prosze zobaczyć na skutki, oni że tak powiem, po prostu przyłożyli w las" - mówi nam dr. inż. pil. Juliusz Werenicz, szef wojskowych pilotów doświadczalnych który w latach 70 badał przyczyny wypadku innego polskiego Mi-24.

We wraku zginął pilot-operator uzbrojenia, lekko ranni zostali dowódca oraz technik pokładowy. Operator, por. Robert Wagner, znajdował się w pierwszej, niżej od pilota położonej kabinie i prawdopodobnie dlatego przy uderzeniu doznał większych obrażeń.

Wiadomo, że śmigłowiec należący do 49 Pułku Śmigłowców Bojowych był uzbrojony - w piątek w nocy miał trenować na poligonie Toruń pod Inowrocławiem nocne strzelanie z użyciem noktowizorów. Maszyna zniknęła z radarów około 22.12, pilot nie sygnalizował wcześniej żadnych kłopotów. Początkowo wojsko informowało, że doszło do "lądowania awaryjnego", ale wkrótce okazało się to nieprawdą.

"To nie było awaryjne lądowanie, tylko katastrofa" - powiedział szef MON Bogdan Klich na sobotniej konferencji w szpitalu w Bydgoszczy, gdzie trafili ranni lotnicy. Minister rozmawiał z nimi, ale dziennikarzom powiedział tylko tyle, że obaj są w szoku pourazowym i nic nie pamiętają. Zapowiedział jednak, że wyniki prac komisji badającej przyczyny katastrofy zostaną ujawnione tak samo jak stało się to z raportem w sprawie transportowca CASA

Na to, że powodem wypadku był błąd pilota popełniony w locie na małej wysokości mogłoby wskazywać to, że Dowództow Wojsk Lądowych nie zawiesiło lotów Mi24 - a zazwyczaj maszyny naleźące do rozbitego typu są uziemiane na czas wyjaśnienia przyczyn. Gen. Waldemar Skrzypczak, szef DWL wytłumaczył decyzję koniecznością zapewnienia osłony powietrznej polskim źołnierzom w Afganistanie - operuje tam osiem Mi24.

Powodem awarii mogłoby być jednak oblodzenie. Szturmowy Mi24 został opracowany na podstawie transportowego Mi8 -- czyli śmigłowca, który w nocy 4 grudnia 2003 roku rozbił się z premierem Leszkiem Millerem na pokładzie. Wówczas przyczyną okazało się bardzo szybkie oblodzenie wlotów powietrza do obu silników i w efekcie ich wyłączenie. Jednak eksperci wskazują, że w piątek pogoda nie była zła.

"Przycznyną mogły być okoliczności w jakich lecieli piloci: ciemności i mała wysokość. Sprzęt nawigacyjny mógł nie wystarczyć w tak trudnych warunkach. Oblodzenie raczej nie wchodzi w grę. Tego dnia była wysoka podstawa chmur, ok. 700 metrów a oni lecieli znacznie niżej" - mówi płk. Antoni Milkiewicz, ekspert ds. katastrof lotniczych.Rozbity Mi24 według eksperta lotniczego Tomasza Hypkiego służył kilka lat w Iraku a w maju czekał go generalny remont. Jaki był stan techniczny maszyny tuż przed wypadkiem okaże się po wydobyciu rejestratora parametrów lotu czyli "czarnej skrzynki". Potem wrak zostanie przetransportowany na lotnisko i tam poddany szczegółowym badaniom.

Mi-24 to dwusilnikowe śmigłowce bojowe produkcji radzieckiej, nazywane przez żołnierzy . Najmniej wysłużone maszyny mają już powyżej 20 lat. Niektóre z nich trafiły do naszego wojska w latach 80. Inne - którymi wciąż latają polscy piloci - nawet dekadę wcześniej. Jednak cieszą się dobrą opinią i nadal są używane na całym świecie.

Po piątkowej katastrofie Mi-24 dowódca wojsk lądowych wstrzymał loty maszyn tego typu.

p


: Raczej nie. Wtedy była zupełnie inna pogoda. Moim zdaniem katastrofę spowodowały trudne warunki, w jakich lecieli piloci. Było bardzo ciemno. W takiej sytuacji dużą rolę odgrywają przyrządy nawigacyjne. Nie jestem przekonany, czy te, w które wyposażony jest Mi-24, pozwalały na lot w takich okolicznościach.


Mi-24 ma jeszcze mocniejszą od Mi-8, którym leciał premier Miller. A pasażerów tamtego lotu również uratował mocny kadłub.


To maszyna bezawaryjna. Ostatnia w Polsce katastrofa z jego udziałem miała miejsce w latach 70. Wtedy jednak doszło do wypadku przez złe serwisowanie maszyny - mechanicy za słabo posmarowali przekładnie tylnego wirnika, które się zatarły. Na szczęście wówczas obyło się bez ofiar.

*Juliusz Werenicz, instruktor, pilot, były szef wojskowych pilotów doświadczalnych

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj