: A tam ukradł. Takie były czasy, że władzy było bardziej na rękę promować przeszczep serca, ale nie ze względu na profesora Religę, tylko dlatego, że ja pracowałem w szpitalu wojskowym. Ponadto serce było takim symbolem transplantacji, więc wygodnie było używać go w mediach. I tak Religa został królem serc.
Na początku lat 90. Obaj odbieraliśmy nagrodę miesięcznika "Problemy" za promowanie nauki. Wtedy po raz pierwszy się zobaczyliśmy. Potem przez wiele lat głównie ze sobą
korespondowaliśmy. Choć widywaliśmy się rzadko, to mieliśmy poczucie bycia takimi naukowymi braćmi. Ponownie na dłużej spotkaliśmy się dopiero po kilkunastu latach. Razem w 2003 r.
pracowaliśmy nad nowatorskim pomysłem leczenia za pomocą komórek macierzystych ciężkich chorób serca, w tym zawału mięśnia sercowego.
Opowiem o takim moim małym wydarzeniu związanym z profesorem Religą. Kilka lat temu u mnie w szpitalu w Warszawie leżał kolega Religi z podwórka, z czasów dzieciństwa. Wiedział, że Religa
czasem bywa u nas i tak nieśmiało poprosił, by jak będzie znowu, to mu wspomnieć o tym, że tu jest leczony. Przekazaliśmy to profesorowi i ten od razu poszedł do swojego przyjaciela. Nie
zapomnę, jak obaj ci, przecież poważni 60-letni mężczyźni, popłakali się, kiedy się zobaczyli. Dziś obaj nie żyją.