Polsce kolejki chorych czekających na przeszczep są dramatycznie długie. . Zdaniem ekspertów winna jest zła ustawa o transplantologii i brak kampanii informacyjnej, która uświadomiłaby Polakom, że narządy ich zmarłych bliskich mogą komuś uratować życie.
Zenon Czajkowski Wcale nie zależy nam, by to podkreślać. Dla nas zgon pacjenta jest zawsze porażką. Zadaniem lekarza
jest zrobienie wszystkiego, co w jego mocy, aby uratować ludzkie
życie. Ale czasem już nie można komuś pomóc.
Musi zostać stwierdzona u pacjenta śmierć mózgowa. Na początku wysuwane jest podejrzenie śmierci. Nie rozmawiamy jeszcze o możliwości pobrania narządów do transplantacji. Musi upłynąć
odpowiednio długi okres obserwacji, trzeba przeprowadzić badania. Potem powołujemy trzyosobowy zespół specjalistów, który po analizie orzeka o śmierci mózgu.
W Polsce obowiązuje zasada domniemania zgody zmarłego. Dlatego przede wszystkim sprawdzamy, czy pacjent nie wyraził oficjalnego
sprzeciwu na pobranie narządów po śmierci. Potem pytamy
krewnych, jakie było podejście pacjenta do kwestii oddania narządów.
My, lekarze, przyjęliśmy zasadę, że jeżeli rodzina protestuje, to odstępujemy od pobrania narządów. Ale próbujemy przekonywać. Tłumaczymy, że śmierć ich krewnego stała się faktem.
Informujemy, że można zrobić coś dobrego dla innego człowieka, który właśnie umiera, bo cząstka ich zmarłego będzie żyła w innym człowieku. Mówimy o moralności, religii. Niestety
często takie rozmowy kończą się porażką.
Zazwyczaj nie potrafią przedstawić logicznej argumentacji. Czasem krewni zmarłego
są tak skupieni na własnym cierpieniu, że nie interesuje ich nic
innego. Czasem nie chcą pomóc.
Ale nie będzie żadnego cudu. Gdy komisja stwierdzi śmierć mózgową, zaprzestajemy leczenia.
Bardzo mało. Od kilku do kilkunastu godzin.
*dr n. med. Zenon Czajkowski, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w szpitalu wojewódzkim w Szczecinie