. Kobieta przyjechała do gospodarstwa w Płoskowie w powiecie łosickim na Mazowszu, żeby zakolczykować krowy - to unijny wymóg, dzięki któremu można rozpoznać właściciela zwierzęcia.
Po wejściu do obory jej oczom ukazał się przerażający widok. - dwie ze skrajnym zanikiem mięśni nie mogły się podnieść. Jedną trzeba było natychmiast uśpić.
>>>Policjanci bili psy, mogą trafić za kraty
Inspektorka natychmiast zaalarmowała Straż dla Zwierząt - organizację pozarządową interweniującą w tego typu przypadkach. Ale i to nie wystarczyło. Ponieważ .
Jak rolnik tłumaczył, dlaczego jego zwierzęta są w tak tragicznym stanie? Próbował oszczędzać na paszy. "To popularne wśród niektórych rolników, którzy " - mówi Zbigniew Gruda ze Straży dla Zwierząt.
>>>Piwnice pełne niechcianych kociąt
Według straży makabryczny przypadek z Mazowsza . Mimo że wśród rolników rośnie świadomość, że tego typu czyny są niezgodne z prawem, liczba doniesień o katowanych na wsi zwierzętach ciągle rośnie. "To dlatego, że wśród ludzi coraz mniej jest przyzwolenia na tego typu zachowania" - mówi Grażyna Puchalska z biura prasowego Komendy Głównej Policji.
Potwierdzają to ekolodzy, ale dodają: najczęściej o przestępstwie informują turyści lub inspektorzy.
Problemem jest również faktyczna bezkarność sprawców. Choć wedle polskiego prawa za taki czyn można dostać nawet dwa lata więzienia, sądy najczęściej orzekają wyroki w zawieszeniu. Na razie nie wiadomo, jak gospodarza z Płoskowa potraktuje miejscowa prokuratura.