: Dlaczego?
Było trochę inaczej, choć w rozmowie z panem rzeczywiście nie przesądzałem, że Misiak powinien zostać usunięty z Platformy Obywatelskiej. Dobrze się stało, że sam ustąpił.
Powiedziałem też, że są bardzo poważne zastrzeżenia wobec niego i powinien zostać zawieszony w prawach członka klubu oraz usunięty ze stanowiska szefa komisji. To chyba powinno się panu
podobać, że jesteśmy jeszcze surowsi, prawda?
Dziękuję za tę zachętę, ale pozostanę przy swojej opinii, że byłyby to zbyt mocne słowa, bo wszystko, co robił Tomasz Misiak, było zgodne z prawem, choć z pewnością nigdy nie powinno
się zdarzyć. Zwłaszcza w partii, w której obowiązują bardzo wysokie standardy moralne.
Uważam, że czasem Janusz Palikot posuwał się za daleko, niepotrzebnie faulował. On doskonale wie, że kroczy po cienkiej linii. Wobec niego nie można stosować upomnienia, nagany czy kary
pieniężnej, bo to byłoby śmieszne. Aby kara była dotkliwa, Janusza Palikota można tylko wyrzucić z PO, a dziś nie ma do tego podstaw. Tak naprawdę chciałem zrobić to raz, ale uznałem, że
to nic nie da.
Krytykowałem go ostro za różne niepotrzebne wygłupy, ale znam też drugą twarz Janusza Palikota. Komisja Przyjazne Państwo, którą kierował, przygotowała kilka dobrych projektów, które
weszły w życie. To człowiek, który potrafi do debaty publicznej wnieść wiele, choć potrafił też wnieść do studia świński łeb, to prawda. Te 16 miesięcy obecnej kadencji to czas, kiedy
mogłem dobrze poznać Janusza Palikota.
Nie znałem go jako faceta, który w ciągu roku potrafi zorganizować prawie 200 posiedzeń komisji. Jeśli chodzi o jego pracowitość i zaangażowanie w likwidowanie bubli prawnych, to
rzeczywiście niewielu mu dorównuje. To przy tym bardzo inteligentny człowiek.
To są jego prywatne problemy.
Nie, ale ta sama prokuratura w kilku sprawach umorzyła przeciwko niemu postępowanie.
To barwne porównanie, ale nieadekwatne. Decyzje prokuratury pokazują, że Palikot ma rację, twierdząc, że rozliczył się z byłą żoną w sposób godny.
Tego nie wiemy, bo postępowania wokół podziału jego majątku się nie zakończyły. A pani Gilowska sama rzuciła papierami i nie chodziło o tysiąc złotych.
Został odwołany ze stanowiska przewodniczącego komisji.
Po moich upomnieniach trzykrotnie przepraszał, w tym także pana prezydenta.
No tak, to prawda.
Nikt w Platformie nie używa takich słów. Poza tym myślę, że Janusza wcale nie trzeba inspirować.
Często nie nadążamy za tym, co on wymyśli. Jego postępowanie traktuję - co nie znaczy, że pochwalam - jako sposób zaistnienia w polityce. Stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych
polityków. I musi pan przyznać, panie redaktorze, że ostatnio Janusz Palikot złagodniał. Uznał, że jest już na tyle rozpoznawalny, że może wypowiadać się w poważnych debatach,
inspirować je. Można go nie lubić, ale wystarczyło obejrzeć ostatnie programy publicystyczne z jego udziałem, by zobaczyć jego inną twarz. Musi pan to przyznać.
(śmiech) I dlatego nie widzi pan postępu w jego zachowaniu.
W PO jest mnóstwo pracy organicznej czy polityków, którzy mają inicjatywy i coś robią. To nie ich wina, że do mediów przebijają się tylko wystąpienia Palikota i ostry język
Niesiołowskiego. Mnie również brakuje zainteresowania dziennikarzy tym wszystkim, co się dzieje poza politycznymi awanturami i happeningami. Ja również wolałbym porozmawiać o konkretach.
W tej chwili trwają bardzo poważne prace związane z wprowadzeniem kas fiskalnych w zawodach, które pan wymienił, ale to nie jest łatwa i prosta kwestia, więc ministrowie finansów ją
odsuwają.
Gdybym był ministrem finansów, dokonałbym tego bardzo szybko, ale decyzje w tej sprawie podejmuje minister. Widać są jakieś przesłanki, że tego nie robi.
Miniony rok pokazał, że potrafiliśmy narażać się związkowcom, ubekom, którym zlikwidowaliśmy przywileje emerytalne, służbom mundurowym, którym zaproponowaliśmy twarde, ale uczciwe
warunki przechodzenia na emerytury. Odwagi mamy wiele.
Zobaczymy, ale nie boimy się konfrontacji.
Nie mogę się z tym zgodzić. Związkowcy, funkcjonariusze mundurowi to bardzo silne grupy nacisku, a naruszyliśmy ich stan posiadania w imię równania praw obywateli.
Ten projekt jest w Ministerstwie Sprawiedliwości i powędruje do uzgodnień międzyresortowych. Lada dzień trafi do Sejmu i zostanie przyjęty jeszcze w tym roku.
Nie będzie maksymalnego limitu przyjęć na aplikację do poszczególnych korporacji, tylko limit minimalny, nie mniejszy niż 10 proc. prawników wykonujących ten zawód.
Wiem i jasno to deklaruję. Z czasem chcemy w ogóle połączyć wszystkie korporacje prawnicze: adwokatów, radców, notariuszy.
(dłuższa przerwa) Trwają prace w kodeksie karnym, minister Czuma musi przejąć projekt, którym zajmował się minister Ćwiąkalski.
Projekt jest, sam go widziałem. Trwały spory między ministrem zdrowia a ministrem sprawiedliwości i trzeba je było rozstrzygnąć.
Gwarantuję panu, że na półmetku tej kadencji ta ustawa wejdzie w życie.
To już pytanie nie do mnie, a do rządu.
Chętnie pomogę. Rozumiem, że te wydatki bardzo pana interesują.
(śmiech) Spytam Julię o adres. Mogę nawet dziś porozmawiać o tym z panią minister. W tej sprawie nie mamy nic do ukrycia.
Niech pan zada CIR pytanie na piśmie. Myślę, że takie informacje są do uzyskania w ciągu kilku dni.
To nie są informacje tajne, pracujemy bardzo transparentnie.
To bardzo niesprawiedliwa ocena. Niech pan spojrzy na to, co zrobiliśmy w zeszłym roku. Podjęliśmy trud reformowania służby zdrowia, ale ta reforma została zamordowana przez prezydenta. Przy
pomocy lewicy obaliliśmy weto i dokończyliśmy reformę emerytalną, teraz chcemy zmienić system oświaty i najprawdopodobniej znów odrzucimy prezydenckie weto. Pana nie oburza, że prezydent
zawetował 14 ustaw, a 5 skierował do Trybunału Konstytucyjnego? W końcu w konstytucji jest wyraźnie napisane, że "politykę społeczno-gospodarczą prowadzi Rada
Ministrów".
Czy instytucja weta prezydenta przy przepisie, że politykę społeczno-gospodarczą prowadzi rząd, jest słuszna? Przecież głowa państwa uniemożliwia w ten sposób prowadzenie tej polityki.
Dobrze byłoby zmienić konstytucję i ograniczyć możliwość stosowania weta prezydenta lub zmniejszyć obecną większość 3/5 głosów potrzebnych do jego odrzucania.
Uważam, że należy to zrobić bez względu na to, kto zostanie prezydentem. I jeśli prezydentem będzie Donald Tusk, to będę zabiegał o to, by ograniczyć jego prawo do stosowania weta. Może
pan to zapisać. Prezydent nie ma w Polsce wielu uprawnień, ale praktyka Lecha Kaczyńskiego pokazuje, że nawet przy tych przepisach można paraliżować prace rządu.
(I tu nastąpił długi wywód pana przewodniczącego o licznych niegodziwościach Lecha Kaczyńskiego).
Gdyby Jarkowi Gowinowi udało się przekonać zespół, który powołał, do napisania wspólnego projektu ustawy bioetycznej, to mielibyśmy inną sytuację, a tak jego grupa wypracowała niemal
tyle stanowisk, ilu liczyła członków, i to klub musiał podjąć decyzję.
Ale w efekcie to ja musiałem powołać zespół posłów Platformy Obywatelskiej, by przygotował dla nas rekomendacje.
To, co tak naprawdę różni projekt Gowina od rekomendacji naszego zespołu, to sprawa zamrażania zarodków.
Jestem osobą wierzącą, katolikiem, ale uważam, że powinna być zgoda na zamrażanie zarodków pod kontrolą komisji bioetycznej, w małej liczbie, ale jednak powinno to być dozwolone.
Nie.
Bo podzielam społeczne nauczanie Kościoła, natomiast jestem politykiem odpowiedzialnym za tworzenie prawa nie tylko dla katolików, ale dla wszystkich. Poza tym oficjalne stanowisko Kościoła nie
zezwala na zamrażanie zarodków, ale ja słuchałem i czytałem wielu hierarchów, którzy mają w tej sprawie zdanie odmienne.
Tak.
Nie będę tu przywoływał nazwisk tych księży.
Nie, oni nie twierdzą, że są przeciw. Panie redaktorze, niech pan sobie przypomni konsensus w sprawie aborcji, który Kościół w końcu zaakceptował. Myślę, że w sprawie in vitro będzie
podobnie.
Poglądy Jarka Gowina są w klubie w ogromnej mniejszości. To klub, w którym jest miejsce i dla liberałów, i dla konserwatystów. W sprawach światopoglądowych nie będziemy ludziom łamać
kręgosłupów i zmuszać do głosowania wbrew ich przekonaniom.
My wcale nie chcemy tego zapisywać w ustawie, bo nie chcemy wszczynać nowego konfliktu społecznego. To można zapisać w rozporządzeniu ministra zdrowia, nie w ustawie.
Jesteśmy krajem na dorobku i nie stać nas na kolejne święta.
To nie jest zły pomysł, ale dzisiaj nie ma czasu na takie rzeczy.
Nie o czas na pisanie ustawy mi chodzi, ale po prostu nie chciałbym rozpoczynać kolejnej jałowej debaty.
Wiadomo, że nie skończy się legalizacją eutanazji, natomiast na przykład testament życia jest rozwiązaniem, które znalazłoby poparcie większości klubu.
Bardzo? Hm, rzeczywiście chciałem być w rządzie, a czy ministrem finansów, czy gospodarki... Ale taka była prośba premiera, by ktoś zaufany kierował klubem.
Niemniej premier ma do mnie pełne zaufanie i jesteśmy w dobrym kontakcie.
Dziś jestem szefem klubu i to spełnia moje aspiracje. A w przyszłości? Zapewne jakieś będę mieć. Chciałbym współtworzyć przyszły rząd, chciałbym w nim pracować, a czy na stanowisku
premiera, wicepremiera czy ministra - czas pokaże.
p
, przewodniczący klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej