>>>Przeczytaj o uroczystościach 65. rocznicy Wielkiej Ucieczki
Sir Charles Clarke: Pobyt w Polsce to trochę taki emocjonalny rollercoaster. Jest nostalgia i łzy, kiedy patrzy się na baraki, w których razem z innymi więźniami spało się, jadło, śmiało
ze strażników, nazywanych fretkami. Ale jest też i smutek, że tak się to wszystko skończyło.
Oczywiście. Cały obóz tym żył. Nawet jeśli nie brało się udziału w kopaniu tunelu, każdy miał jakąś rolę do spełnienia. Niektórzy rysowali mapy, inni grali w kotka i myszkę ze
strażnikami.
Ja to drugie, oczywiście. Sam nie planowałem ucieczki. Byłem bardzo młody, niedoświadczony. Kiedy dostałem się do obozu w 1944 roku, miałem 21 lat. Byłem patrolowym-celowniczym samolotów
nad Lancaster. Trudno było uwierzyć, że ta Wielka Ucieczka może im się udać. Ale kiedy tamtej nocy usłyszałem strzały, wiedziałem, że jest źle i że tunel został odkryty. Zrobiło mi
się wtedy strasznie smutno.
Byli wściekli! Pamiętam, że trzymali nas na baczność przez kilka godzin. Próbowali nas jakoś policzyć, żeby zobaczyć ilu osobom udało się uciec, ale my skutecznie mieszaliśmy im szyki. A
potem doszły do nas wieści, że pięćdziesięciu chłopaków, którzy uciekli rozstrzelali. Zawrzało w nas, byliśmy wściekli. Ale nie było miejsca na bunt, bo zapowiedziano, że każdy, kto
choćby spróbuje znów uciec, może od razu pożegnać się z życiem.
Niemcy zawsze byli surowi, ale później mieliśmy jeszcze więcej kontroli. Najgorsza była niepewność, bo nikt nie wiedział, kiedy skończy się wojna. Czekało się tylko na jakiś znak.
Pamiętam, że zawsze mówiliśmy: "Spokojnie. Będziemy w domu przed świętami". Tylko nikt nie wiedział, przed którymi.
Tak, tylko my jeszcze o tym nie wiedzieliśmy! Poza tym, czekał nas kilkudniowy marsz nie wiadomo dokąd, w okrutnym zimnie. Do tej pory Polacy, z którymi czasem rozmawiam, wspominają, że zima 45
roku była jedną z najsroższych w historii. Szliśmy pieszo, przez różne wioski, marznąc niemiłosiernie. Aż w końcu moja grupa dotarła do Niemiec, do Lubeki. A stamtąd mogliśmy już
wrócić do mojej Anglii, do kraju.