Budynek wielorodzinny, zamieszkany przez tak dużą liczbę osób, nie powinien być wykonany z materiałów palnych. Gdyby dziś go budowano, to z pewnością nie mógłby on z
takich materiałów powstać. Zastanawiam się także, jaki był jego szkielet konstrukcyjny. Ściany podziału wewnętrznego, czyli te, które oddzielają poszczególne lokale mieszkalne od siebie,
powinny być zbudowane z materiałów o klasie odporności ogniowej wynoszącej 30 minut. Mogłyby być to np. ścianki z betonu komórkowego bądź cegły o szerokości 6 centymetrów albo ścianki
z płyt kartonowo-gipsowych, ale ognioodpornych. Gdyby ten budynek był tak zbudowany, ogień nie rozprzestrzeniłby się tak szybko. Wykonanie ścian działowych budzi więc wątpliwości.
Prawo wyjęło tzw. niskie budynki mieszkalne, posiadające do czterech kondygnacji, spod kontroli. Projekty ich budowy nie podlegają uzgodnieniu z rzeczoznawcą ds. zabezpieczeń
przeciwpożarowych, a same budynki nie podlegają odbiorowi przez państwową straż pożarną. Nie są także pod nadzorem straży pożarnej po ich wybudowaniu.
Wszystko zależy od tego, czy od początku był przeznaczony na cele socjalne. Jeśli nie i potem był poddawany adaptacji, to należało dopełnić wymogów formalnych. Mam nadzieję, że ich
dopełniono. Inaczej trudno sobie bowiem wyobrazić sobie, że ktoś zameldował tam, jak się dowiadujemy, 77 osób.
Zazwyczaj w budynkach mieszkalnych drzwi boczne bądź tylne są na noc zamknięte. Dla mnie istotne jest to, by przynajmniej jedno wyjście ewakuacyjne było dostępne o każdej porze. Na ile było
dostępne? Na ile widzialne? Na te pytania nie znam teraz odpowiedzi.
Te kwestie rozstrzygnie sąd. Gdzieś leży wina, skoro doszło do takiej tragedii. Gmina pozwoliła na to, aby zameldować tam tak wiele osób. Ale mogła np. nie mieć wpływu na to, w jaki sposób
eksploatowano budynek.
*Jerzy Staniak, magister inżynier, oficer pożarnictwa, rzeczoznawca ds. zabezpieczeń przeciwpożarowych i bezpieczeństwa higieny pracy