Życiem w kryzysie można się cieszyć? Zdaniem ankietowanych Jak? Badani Polacy podają przykłady: ponieważ rezygnują z jadania na mieście, są zdrowsi, bo sami gotują w domu. Ponieważ robią mniejsze zakupy, nie marnują jedzenia. Nie rezygnują wprawdzie z urlopów, ale zamiast zagranicznych wycieczek planują tańsze wyjazdy, odnajdując radość w podróżowaniu po kraju. Nie szastają pieniędzmi, więc wydają je racjonalniej.
”W czasie kryzysu można obrać różne strategie postępowania” - tłumaczy tę postawę psycholog z wrocławskiego Towarzystwa Rozwoju Rodziny Anna Gabryś. ”. Osoby, które potrafią odnaleźć się w nowych sytuacjach, radzą sobie z życiem w kryzysie lepiej, potrafią w nim odnaleźć energię do działania” - dodaje. Jej słowa potwierdzają rozmówcy DZIENNIKA.
Ze względu na kryzys pracodawca poważnie obniżył mi pensję. Jednak jeszcze kilka miesięcy temu zarabiałem bardzo dobrze, więc teraz muszę zapłacić ogromny podatek. To zmusiło mnie do chwilowych oszczędności. . Przykład: jadanie na mieście. Jestem singlem, w domu nikt mi nie gotuję, ani ja nie mam dla kogo gotować. Przyzwyczaiłem się więc, że jadam w knajpach.
Codziennie wydawałem 20 - 30 zł na obiad, do tego kawa i woda. Wieczorem umawiałem się w knajpach ze znajomymi, zamawiałem piwo albo wino, więc wracałem do domu taksówką. I . Postanowiłem jadać w domu. Tak dobrze mi to szło, że postanowiłem zadbać o zdrowie i schudnąć. Teraz jestem na diecie, sam sobie gotuję, po raz pierwszy w życiu zdrowo się odżywiam i kiedy czasami wyjdę coś zjeść na miasto, widzę różnicę - te zawiesiste sosy do makaronów, te sałaty pływające w majonezie... Jak ja to mogłem jeść? A jaki miałem brzuch! Nie to, co teraz.
Kupuję mniej jedzenia. Po pierwsze robię zakupy w hipermarkecie, bo jest o wiele taniej niż w delikatesach. Nie wychodzę też z pełnymi siatami z osiedlowych sklepików, bo już wiem, że tam można stracić fortunę. Po drugie moje zakupy są dokładnie przemyślane. Lubię kiwi, więc nie będę ich sobie odmawiać. Ale po co mi cały koszyk, skoro połowę i tak wyrzucę, bo zgnije? Teraz kupuję kilka sztuk. Nic się nie marnuje.
. Bo kiedy planuję obiad, stojąc w sklepie, skomponuję go tak, żeby wszystko do siebie pasowało, a kiedyś pakowałam do wózka na oślep. Podobnie oszczędzam na ubraniach. Przed kryzysem kupowałam, jak większość moich znajomych, bez przemyślenia, to co wpadło mi w oko podczas rajdu po galeriach handlowych. Byłam typową klientką fast fashion, która kupuje dużo ciuchów popularnych marek na jeden sezon. Wpadałam w niezaspokojenie, ciągle wydawało mi się, że czegoś nie mam, choć szafa tyła, a konto chudło. Od kiedy poczułam kryzys, zmieniłam zwyczaje. Inwestuję w klasykę, bo ona nie zmienia się z każdym sezonem. . Ostatnio kupiłam klasyczną marynarkę od światowego kreatora, którą będę nosić kilka lat.
Dotychczas nie zwracałam uwagi na to, ile pali mój samochód, co to dla mnie oznacza, że benzyna jest o 5 gr tańsza albo droższa. Kryzys sprawił, że zaczęłam liczyć. Okazało się, że w mieście mój samochód pali 8 litrów na 100 kilometrów. A więc, jeżdżąc w sobotę pod Warszawę na jazdę konną, na samą benzynę wydaję 30 zł. Pomyślałam: z koni nie zrezygnuję, ale mogę zaoszczędzić na dojazdach. Skrzyknęłam innych ludzi, którzy też bywają w tej stadninie i teraz jeździmy razem, po 2 – 3 osoby w jednym samochodzie. Wychodzi o wiele taniej i bardziej ekologicznie. Dobrze się z tym czuję. Za to, , chudnę, a mój organizm dzięki ruchowi na świeżym powietrzu wydziela endorfiny. Gdyby nie kryzys, ciężko byłoby mi przezwyciężyć lenistwo. Zaczęłam też korzystać z komunikacji miejskiej. Przećwiczyłam połączenia autobusem i metrem z okolic mojego domu, są bardzo dobre. W metrze mogę sobie poczytać, poobserwować ludzi. Czuję, że jestem bliżej świata. Efekt jest taki, że, choć z powodu kryzysu sytuacja jest niewesoła, ja mam całkiem dobry humor.
W moim budżecie zawsze muszą znaleźć się pieniądze na rodzinne wakacje. . Początkowo myślałam, że będzie nam smutno. Ale teraz, jak pomyślę o nadchodzących wakacjach, cieszę się z nich. . Wakacje zagraniczne były ciekawe, ale zawsze trzeba było przeciskać się przez tłumy ludzi, żeby znaleźć miejsce przy stoliku na jakimś starym mieście albo wolny kawałek piasku na ciepłej plaży. Jasne, że lazurowy Adriatyk jest piękny, ale droga wijąca się między wzgórzami Beskidu Niskiego też jest piękna. A najpiękniejsze jest to, że na tamtejszych szlakach spotyka się dwóch turystów dziennie. I to wszystko za bezcen.
Przestałam kupować gotowe kanapki w firmowym kiosku. Zawsze wydawało mi się, że kupowanie tych kanapek to rozrzutność, bo składają się głównie z buły, skrawka sałaty i przeźroczystego plasterka sera, a kosztują 4 zł za sztukę. Jednak nie mogłam zmobilizować się, żeby robić sobie śniadanie w domu. Od kiedy zaczęłam płacić większe raty kredytu we frankach szwajcarskich, zmobilizowałam się. Teraz szykuję sobie kanapki ze zdrowego chleba i dodaję dużo warzyw. A więc .