Walka o przetrwanie bywa bardzo zacięta. . Napastnik chciał zastraszyć konkurenta i przejąć jego klientów.
Polscy taksówkarze odczuli kryzys wyjątkowo boleśnie. ”Jeszcze rok temu nie nadążaliśmy z realizacją zleceń, teraz godzinami czekamy na postojach. Jesteśmy zdenerwowani ciągłą walką o klientów i dlatego niektórym puszczają hamulce” - opowiada taksówkarz zatrudniony w dużej warszawskiej korporacji. On sam miał już z tego powodu problemy: ukarano go dwudniowym zakazem pracy. Po raz pierwszy za to, że miał brudny samochód, drugi, bo rzekomo nie okleił prawidłowo auta naklejkami z nazwą korporacji. Donos do centrali złożył na niego kolega.
Psycholog pracy Elżbieta Sołtys zauważyła, że od pewnego czasu takich sytuacji jest więcej. ”Dla wielu Polaków praca jest najwyższą wartością. Więc ” - mówi.
Ofiarą ”życzliwego” kolegi padł niedawno 27-letni Patryk pracujący w jednej ze stołecznych agencji reklamowych. Chcąc przekonać klienta do zamówienia dużego pakietu reklamowego, dał mu większy niż zwykle rabat. Chwilę później o jego samowoli wiedział szef. ”. Przekonywał, że naraziłem firmę na straty i zachowałem się nieetycznie. Na szczęście szef uwierzył w moje dobre intencje” - opowiada. Patryk podkreśla, że w jego branży zażarta walka o zysk to codzienność, a kryzys tylko ją nasilił. ”Zewsząd słychać o zwolnieniach, więc każdy chce się zaprezentować jak najlepiej, nawet kosztem innych” - dodaje z goryczą.
O podobnej sytuacji opowiada pracująca w Londynie psycholog Grażyna Czubińska. Pewna Polka zatrudniona w biurze projektów nie mogła znieść, że kolega radził sobie znacznie lepiej niż ona. Gdy szef zapowiedział zwolnienia, celowo ukryła jego raport, tak by nie dotarł na biurko przełożonego na czas.
Psycholog społeczny Zbigniew Nęcki tłumaczy, że takie zachowania są typowe w czasie kryzysu.
” Mówimy: ja was koledzy
szanuję, ale moje dzieci muszą mieć więcej dżemu niż wasze” - opowiada.
Sytuację pogarsza fakt, że . 37-letnia Monika z Poznania, która do niedawna pracowała w jednej z największych spółek finansowych w Polsce, twierdzi, że padła ofiarą takiej właśnie sytuacji. Kiedy w firmie ogłoszono zwolnienia, do szefowej działu chodziły całe pielgrzymki. ”. Przekonywali, że są w firmie niezbędni i bez skrupułów wskazywali, kogo należy zwolnić. Sekretarka szefowej, która wiedziała, co się dzieje w gabinecie, radziła mi, żebym zrobiła to samo. Nie posłuchałam i wyleciałam z firmy” - mówi.
Psycholog Joanna Heidtman podkreśla, że tę walkę na noże wśród pracowników dostrzegają też sami menedżerowie. ”Zgłasza się coraz więcej szefów, którzy nie potrafią sobie z tym poradzić – mówi. Ostatnio musiała łagodzić konflikty w firmie, w której trzeba było przeprowadzić redukcję. – Osoby wyznaczone do wskazania szefom kolegów do zwolnienia za wszelką cenę starały się znaleźć kozły ofiarne w innych działach, nawet jeśli wiązało się to z bronieniem rzeczywiście słabych pracowników” - opowiada psycholog.