Dziennik Gazeta Prawana logo

Jan Kulczyk znowu najbogatszym Polakiem

14 maja 2009, 23:29
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Jan Kulczyk wraca, i to z hukiem. Na ostatniej liście najbogatszych Polaków magazynu "Forbes" była tylko Grażyna Kulczyk. Majątku Kulczyka nie można było oszacować, bo wyprowadził on interesy z Polski. Teraz dokonał transakcji, która pokazuje, że jest najbogatszy w Polsce.

W wyniku poznański biznesmen stanie się czwartym - pod względem wielkości pakietu - akcjonariuszem tej spółki. Dzięki tej wymianie można znowu wycenić wartość zasobów polskiego biznesmena - transakcję oszacowano na . A to oznacza poważne przetasowania na liście polskich miliarderów.

>>> Kulczyk załatwi ci tani kredyt

Teraz więc lista najbogatszych mogłoby wyglądać inaczej - . Dotychczasowa "jedynka", czyli właściciel Polsatu Zygmunt Solorz-Żak (w jego portfelu "Forbes" doliczył się 3,9 mld zł) wstrzemięźliwie komentuje powrót biznesowego kolegi: "Jeśli człowiek pracuje dla tego kraju, to dobrze by było, by go za to ceniono. Idealnie jeszcze nie jest, ale mam nadzieję, że będzie lepiej."

To już kolejny wielki dzień w interesach Kulczyka - we wtorek Europejski Bank Inwestycyjny zgodził się na 1 mln euro kredytu dla Autostrady Wielkopolskiej (Kulczyk ma tam 24 proc. udziałów). To pozwoli wystartować z budową kolejnego odcinka autostrady A2 od Nowego Tomyśla do niemieckiej granicy.

Ta - wtedy Kulczyk Holding przejął 58 proc. akcji firmy Pekaes. To jedna z największych firm transportowych w kraju, posiadająca wyjątkowo atrakcyjne nieruchomości m.in. w stolicy. Pekaes notowany jest na warszawskim parkiecie, a to oznacza, że Kulczyk po latach przerwy znowu pojawił się także na naszej giełdzie.

>>> Kulczyk czterdziestym bogaczem w regionie

Na długo? Jan Kulczyk: " Reorganizujemy aktywa, porządkujemy struktury i przygotowujemy się do kolejnych globalnych wyzwań. Wszystkie naszego projekty łączy jedno - polskie korzenie, polscy menedżerowie i Polska jako pole ekspansji."

Pierwszy wyraźny sygnał pojawił się już jesienią. "Oj, był tam obecny, a nawet bardzo obecny" - wspomina były premier Józef Oleksy. Biznesmen zabrał głos w panelu plenarnym, a wieczorem wydał zamknięty koktajl dla szefów gazet o ekonomicznym profilu. Oleksy: "To dobry znak, bo za czasów PiS, kiedy panowała atmosfera prawdziwej grozy, był przecież pod pręgierzem. Nie ma co udawać, bo zmiana rządu wyraźnie poprawiła atmosferę."

Prawda jest jednak taka, że . Działał nieco wbrew żelaznej zasadzie finansjery - "duże pieniądze lubią spokój, a wielkie - ciszę". Jako sponsor kulturalnych wydarzeń, m.in. festiwalu gwiazd w Międzyzdrojach, co kilka tygodni trafiał na pierwsze strony gazet otoczony kulturalną śmietanką kraju. W kolorowych magazynach zapewniał, że nie musiał kraść pierwszego miliona, bo dostał go od ojca (potem, gdy życie biznesmena zaczęła filtrować sejmowa komisja śledcza, okazało się, że ojciec współpracował z SB).

Za rządów lewicy kupił poznańskie browary, za prawicy pośredniczył w prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej. Gdy w 2001 r. upadał rząd AWS, Kulczyk wpadł na imprezę SLD z Aleksandrem Kwaśniewskim. - mówił z uśmiechem do gości zaskoczonych tą woltą. Tzw. warszawka dowcipkowała wtedy, jaka jest ulubiona biżuteria ówczesnej prezydenckiej rodziny. "To <kulczyki>" - żartowano. Ale nikt nie miał wątpliwości, że z powodu tej miłości ktoś tu stracił głowę. Przeciwnie - biznesmen bardzo trzeźwo kalkulował, że za rządów lewicy uda mu się zrealizować dwa wielkie projekty - przejąć kontrolę nad kolejną branżą, czyli sektorem energetycznym i naftowym.

>>> Kulczyk u Pawlaka pytał o iracką ropę

, która wyjaśniała kulisy walki o przejęcie władzy nad polskimi spółkami obracającymi polską ropą. To musiało być jedno z jego najtrudniejszych życiowych doświadczeń - Kulczyk zresztą długo się ociągał i początkowo zasypał posłów zwolnieniami lekarskimi z amerykańskiego szpitala, choć dziennikarze szybko ustalili, że biznesmen w żadnym szpitalu nie leży. Potem do mediów wyciekły tajne notatki wywiadu, z których wynikało m.in., że (Kulczyk wszystkiemu zaprzeczał). Badano, dlaczego, jako właściciel drobnego pakietu akcji PKN Orlen, miał tak wielki wpływ na politykę koncernu. Szczegółowo analizowano każdą minutę spotkania biznesmena z rosyjskim agentem Władimirem Ałganowem (to wtedy Kulczyk miał się powoływać na swoje słynne wpływy "u prezia"). A on kluczył, mówił, że leciał na spotkanie do Wiednia, ale nie bardzo wiedział, z kim ma się spotkać. Ałganowa nie kojarzył. Mało kto mu wierzył, do akcji wkroczyła prokuratura.

Zanosiło się na prawdziwą katastrofę, przynajmniej wizerunkową, bo niemal każda kolejna odsłona afery Orlenu drastycznie osłabiała notowania biznesmena. Wiesław Kaczmarek, były minister skarbu z SLD, który najprawdopodobniej właśnie Kulczykowi zawdzięcza utratę rządowej posady, mówił bez ogródek: "To rozsiewacz prowokacji."

I opowiadał na przykład, że gdy Kulczyk stracił szansę na kupno grupy elektrowni w północno-zachodniej Polsce, na mieście pojawiła się plotka, że minister skarbu zainkasował za to pokaźną łapówkę. Kto wypuścił plotkę? Kaczmarek miał tylko jeden typ i mówił o tym publicznie: "To Jan Kulczyk."

W środku kampanii wyborczej w telewizyjnej reklamówce widzowie zobaczyli twarz uśmiechniętego Kulczyka jako symbol degeneracji III RP. Spot był naprawdę mocny - towarzyszyli mu Lew Rywin (dwa lata więzienia za płatną protekcję) i Andrzej Pęczak (jeden z baronów SLD oskarżony o korupcję). Jeden ze znajomych Kulczyka opowiadał nam wtedy: "To był szok i ja się nie dziwię, że tak strasznie to przeżył. Rywin ma wyrok, Pęczak siedzi, a na Jana nie ma przecież nic. Nie powstał jeszcze nawet raport komisji śledczej."

Z powodu kłopotów . Po kilku miesiącach wrócił, poinformował, że niczego mu nie udowodniono i jest gotów dalej prowadzić tę organizację. Ale nie wszyscy to zaakceptowali - Janusz Palikot, który słynął wtedy tylko ze swych biznesów na rynku alkoholi, w ramach protestu wystąpił z rady. Tłumaczył nam: " Niech zbuduje fabrykę na zielonej trawie, jak my wszyscy, i zainwestuje pieniądze."

Tymczasem , przynajmniej według polskich rejestrów, a on sam częściej widywany był w Londynie niż w kraju. Zniknął z kolorowych magazynów, jego londyńskie życie zaczęły za to z pasją śledzić brukowce. Pozbył się udziałów w PKN Orlen, odsprzedał pakiet akcji Telekomunikacji Polskiej. Choć ostatecznie prokuratorskie śledztwa utknęły (Rosjanie odmówili np. pomocy w kwestii spotkania z rosyjskim agentem), atmosfera długo nie była przychylna. "A czy jest ktoś, kto przez komisję śledczą przejdzie suchą nogą?" - nie dziwił się wtedy Cezary Stypułkowski, ówczesny prezes PZU SA.

Według światowej finansjery . Stosując te kryteria, światowa finansjera podobno kojarzy tylko dwa nazwiska z Polski: Zygmunta Solorza, który podróżuje po świecie supernowoczesnym Global Expressem, i Jana Kulczyka, który ma trzypiętrowy jacht z lądowiskiem dla helikopterów. Właśnie tym jachtem zacumował przed rokiem w Monte Carlo, gdzie ścigał się Robert Kubica. Na jego cześć biznesmen wywiesił na rufie biało-czerwoną flagę. Wystarczy wspomnieć, że w komisji śledczej zarzucano mu paktowanie z Rosjanami, którzy chcieli przejąć polski rynek paliwowy, a wtedy staje się, zrozumiałe, że gest ten mógł niektórym rzucać się w oczy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj