36-letnia Dorota z Warszawy trzy lata temu poślubiła Włocha. "Byłam po rozwodzie. Sporo podróżowałam służbowo, bo jestem specjalistką ds. handlu zagranicznego. Do Włoch jeździłam najchętniej. Bo najpierw zakochałam się w tym kraju, a dopiero potem w Andre" - śmieje się. Teraz razem z mężem mieszka w Palermo.

Takich jak ona Polek, które biorą ślub z obcokrajowcem, cały czas przybywa. Z najnowszego rocznika statystycznego wynika, że w 2007 r. na taki krok zdecydowało się aż 2658 pań. To o prawie sto więcej niż jeszcze rok wcześniej. Znacznie rzadziej z cudzoziemkami żenią się natomiast Polacy.

To jednak nie koniec różnic. Po analizie danych okazuje się, że Polki wybierają przede wszystkim mieszkańców Europy Zachodniej, a Polacy wiążą się głównie z kobietami zza naszej wschodniej granicy. Dlaczego? "To bardzo proste: znana doskonale od lat tzw. turystyka małżeńska nadal funkcjonuje i ma się całkiem dobrze. Polki szukają mężczyzn, którzy zapewnią im wyższy standard życia niż w ich rodzinnym kraju. Polacy natomiast wybierają na żony kobiety, które zaspokoją ich próżność, dla których to oni i ich kraj będą spełnieniem marzeń" - uważa dr Marek Szopski, socjolog i specjalista od komunikowania międzykulturowego.

Zupełnie inne poglądy na kwestię kobiecych wyborów ma prof. Krystyna Iglicka, socjolog z Centrum Stosunków Międzynarodowych, która specjalizuje się w problematyce migracji. "Polki wcale nie muszą sobie w ten sposób podwyższać statusu, bo mąż z Niemiec czy Wielkiej Brytanii nie jest już dla nich przedmiotem marzeń ani furtką na Zachód. A małżeństwo z nim staje się czymś coraz normalniejszym" - wyjaśnia ekspertka, która od lat bada Polonię m.in. na Wyspach.

Całkowicie zgadza się z nią Dorota. Jak wspomina, miała wiele dylematów związanych z przeprowadzką za granicę. "Wcale nie traktowałam tego w kategoriach awansu społecznego. Mam wyższe wykształcenie, dobrze zarabiałam. Miałam własną firmę, nie marzyłam o tym, by być włoską kurą domową. Po prostu spotkałam właściwego mężczyznę i tyle" - podkreśla.

Pytana jednak, czy równie chętnie związałaby się z Białorusinem i przeniosła w jego rodzinne strony - stanowczo wyklucza taki scenariusz. "Gdybym zakochała się w Białorusinie, to on musiałby zamieszkać w moim kraju. Zresztą teraz też nie wykluczam powrotu z mężem do Polski" - dodaje.

I to jest kolejna zmiana małżeńskich trendów, jaką zauważyli socjologowie. "Kiedyś ruch odbywał się praktycznie tylko w jedną stronę. Obecnie coraz częściej to Polki ściągają mężów do siebie. Wyjeżdżają za granicę zawodowo albo na studia, tam robią kariery, a potem wracają do domu" - tłumaczy prof. Iglicka. Już dawno natomiast - dodaje - marzeniem polskiej kobiety przestał być mąż z mitycznej Ameryki.

Ale taką Ameryką stała się teraz dla wielu mieszkanek byłego bloku wschodniego Polska. Zdaniem Marka Szopskiego zyskują na tym obie strony. "Zyskują kobiety, bo mają szansę na lepsze życie niż w swoim kraju, no i Polacy, którzy znajdują żony o wiele ładniejsze i młodsze niż rodaczki, które zechciałyby na nich zwrócić uwagę" - przekonuje.

Właśnie taki scenariusz przydarzył się emerytowanemu architektowi z Warszawy. Mężczyzna od śmierci żony kilkanaście lat temu był samotny. "A rok temu wujek związał się z o prawie dwadzieścia lat młodszą Ukrainką, która u niego sprzątała. Są naprawdę szczęśliwym i zgodnym małżeństwem. No i Lenka jest wzorową gospodynią, stawiam ją za wzór mojej dziewczynie" - opowiada jego bratanek.