Założenia są bardzo proste: . Uczniowie będą więc mogli wybierać, czy chcą chodzić na lekcje tańca, czy może uczyć się gry w tenisa, czy raczej szermierki albo siatkówki.
Problemy zaczynają się, gdy przychodzi do realizacji tych założeń. ”” - mówi anonimowo dyrektorka jednego z warszawskich gimnazjów. ”Mnożą się interpretacje, . Jeżeli tak, to byłoby absurdalne” -dodaje.
. Michał Zakrzewski, nauczyciel WF i trener tenisa stołowego z Warszawy przyznaje, że to duży problem dla biednych szkół z małych miejscowości, które nie mają odpowiedniego zaplecza. Inaczej jest w stolicy. ”W szkołach, w których uczę, oferta zajęć sportowych jest tak szeroka, że każdy znajdzie coś dla siebie” - mówi. I zapowiada, że z pewnością nie będzie honorować żadnych zaświadczeń o uczestnictwie w zajęciach poza szkołą.
Ta właśnie sprawa budzi spore wątpliwości, bo znowelizowana ustawa nie zakazuje wprost przynoszenia takich dokumentów. ”. Wątpię, żeby ktokolwiek zdecydował się na takie ryzyko” - mówi Zofia Cichelewska, nauczyciel-konsultant wychowania fizycznego w mazowieckim Samorządowym Centrum Doskonalenia Nauczycieli.
MEN ucina jednak te spekulacje. ”To nie jest tak, że uczeń może chodzić na dowolne zajęcia sportowe po szkole i przynosić zaświadczenia” - mówi - wyjaśnia.
, którzy są przecież przygotowani do prowadzenia różnorodnych zajęć. Nam przede wszystkim zależało na tym, aby przez ciekawsze lekcje zaszczepiać w młodych ludziach nawyk aktywności fizycznej” - mówi.