Anna i Grzegorz kilka lat temu kupili 60-metrowe mieszkanie w podwarszawskich Ząbkach. W banku BPH zaciągnęli na nie kredyt w wysokości 330 tys. zł. Podobnie jak większość pożyczkobiorców w chwili podpisywania umowy nie zwrócili uwagi na wysokość spreadu. "Interesowało nas jedno: chcieliśmy jak najszybciej kupić mieszkanie" - mówi Anna, pracownica jednej z firm PR.

Reklama

>>>Tak tanieją kredyty hipoteczne

Dopiero na początku roku, gdy frank szwajcarski zaczął z dnia na dzień bić kolejne rekordy w stosunku do złotego, para zaczęła interesować się spreadami. Okazało się, że BPH na jednym sprzedawanym kredytobiorcom franku zarabia aż 30 gr - o kilkanaście więcej niż w kantorach. Podobnie postępowały inne banki, które prawo do ustalania kursu waluty zastrzegły sobie w umowach i regulaminach. Nie pozwalały również klientom spłacać pożyczek walutą kupioną gdzie indziej. Do czasu.

Wszystko zmieniło się z początkiem lipca, gdy weszła w życie rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego. Dzięki niej każdy może spłacać kredyt - i to nawet gotówką - nabywając franki w dowolnym banku lub kantorze. Efekt był piorunujący - banki obawiając się, że ich klienci będą zaopatrywać się w walutę u konkurencji, stopniowo zaczęły obniżać spready jeszcze przed wejściem w życie rekomendacji KNF.

"W ostatnim czasie marże znacząco spadły. Pierwsze pozytywne dla klientów sygnały zaczęły się pojawiać na początku maja. Od tamtego czasu większość banków obniżyła swoją prowizję o mniej więcej 10 gr" - mówi Paweł Majtkowski, analityk firmy doradztwa finansowego Finamo. "Najbardziej spektakularne obniżki zaobserwowaliśmy w Noble Banku, gdzie spread spadł z 45 do 29 gr i banku DnB Nord - z 36 do 23 gr" - dodaje.

W większości banków marże w tej chwili wynoszą 17-20 gr. Najniższe spready stosują: Lukas Bank (13 gr), BZ WBK i Raiffeisen Bank (15 gr), PKO BP (16 gr) oraz Millennium, BOŚ, BPH, ING, mBank, Multibank i Nordea (17 gr).

"To zaledwie kilka groszy więcej niż w kantorach. Dzięki temu nasza miesięczna rata spadła o około 50 zł" - cieszy się Grzegorz. "Dlatego doszliśmy do wniosku, że na razie nie ma sensu zmieniać umowy z bankiem i szukać franków na własną rękę. Jest to tym bardziej nieopłacalne, że za aneks do umowy musielibyśmy zapłacić kilkaset złotych" - dodaje.

Reklama

>>>Polaków nie stać na kredyt we frankach

Zmiana umowy stanie się jeszcze bardziej nieopłacalna, bo według zgodnej oceny analityków spready nadal będą się kurczyć. Zdaniem ekonomisty z portalu Bankier.pl Michała Macieżyńskiego jego średnia wysokość osiągnie za kilka miesięcy poziom 10 gr, czyli tyle, ile wynoszą prowizje pobierane przez kantory.

"Banki zrobią wszystko, by nie stracić zarobku, choćby nawet niższego. I najpewniej im się to uda" - twierdzi Macieżyński. "Tym bardziej że tak naprawdę na własny rachunek opłacałoby się kupować franki tylko tym osobom, które zaciągnęły kredyty w wysokości co najmniej 400 tys. zł. Ale to najczęściej zamożni klienci, na których 100 zł, które mogliby miesięcznie zaoszczędzić na spreadach, nie robi wrażenia" - dodaje analityk.