To właśnie na służbie Mariusza K. bandyta zdołał popełnić samobójstwo - udusił się. Po kolejnych samobójstwach dwóch wspólników Franiewskiego - również przebywających w więzieniach - Centralne Biuro Śledcze za punkt honoru postawiło sobie wyjaśnienie, czy aby na pewno nikt nie "pomagał" przestępcom w rozstaniu się z życiem. Pomóc wyjaśnić tę sprawę mogli właśnie strażnicy więzienni.

Reklama

>>> Powiesił się strażnik mordercy Olewnika

Dlatego policjanci są oburzeni, że wieść o popełnionym w poniedziałek samobójstwie Mariusza K. dotarła do nich z czterodniowym opóźnieniem. "Dowiedzieliśmy się, kiedy zaczęli do nas dzwonić w piątek dziennikarze i pytać się, czy jakoś wiążemy to ze sprawą Olewnika. To skandal, żeby nie było przepływu informacji" - mówi jeden z oficerów CBŚ.

Tymczasem służba więzienna zadziałała rutynowo. Choć na drugi dzień poinformowała ministerstwo o śmierci strażnika w nocy z 12 na 13 lipca, to nie wskazała, o kogo dokładnie chodziło. "Ze względu na ochronę danych osobowych w takiej informacji znajduje się tylko numer funkcjonariusza" - mówi Luiza Sałapa, rzecznik prasowy Centralnego Zarządu Służby Więziennej.

Sprawa nie zasługiwała jednak na rutynę. Kiedy wyszło na jaw, że samobójca to ten sam strażnik, który znalazł Franiewskiego, a resort sprawiedliwości nie został powiadomiony - zawrzało.

>>> Odtworzyli porwanie Olewnika

Reklama

"To było zaniedbanie ze strony tego funkcjonariusza służby więziennej, który powinien gruntowniej przyjrzeć się przeszłości zawodowej Mariusza K. To jest drobne przeoczenie, ale ważne wobec tego, że strażnik był jedną z trzech osób, które weszły do celi Franiewskiego" - powiedział nam minister sprawiedliwości Andrzej Czuma, który w piątek powołał specjalną grupę do zbadania tej sprawy.

Reklama

czytaj dalej



Dziś ma ona przedstawić ministrowi wstępny raport. "Na razie wszystko wskazuje na to, że samobójstwo nie wiąże się ze sprawą Olewnika. To problemy z żoną i trudności finansowe sprawiły, że mężczyzna targnął się na własne życie" - mówi Zbigniew Więckiewicz, prokurator okręgowy w Elblągu, który bezpośrednio nadzoruje śledztwo.

Jak udało się nam ustalić, 34-letni Mariusz K. przez ostatnie 10 miesięcy wziął kilkanaście kredytów: łącznie ponad 100 tys. zł. Śledczy obecnie sprawdzają, na co przeznaczał pieniądze i jak zamierzał zwrócić długi. "Niewykluczone, że liczył na jakiś przypływ gotówki, dlatego się zapożyczał. Gdy dowiedział się, że nic nie dostanie, załamał się. Jednak bardziej prawdopodobne jest to, że mężczyzna spłacał jeden kredyt, zaciągając drugi, aż wpadł w spiralę kredytową" - mówi jeden z prokuratorów badających sprawę. W domu Mariusza K. śledczy znaleźli listy z banków ponaglające do spłaty kredytów i informujące o karnych odsetkach.

>>> Zabójca Olwnika nie został otruty

Zdaniem Marka Biernackiego, szefa sejmowej komisji śledczej ds. Olewnika, przypadek samobójstwa strażnika pokazuje, że w służbie więziennej potrzebne są zmiany. "To że nie poinformowano odpowiednio wcześniej ministerstwa i śledczych, że nie żyje strażnik, który pilnował zabójcy Olewnika, to jeden problem. O wiele poważniejszą rzeczą jest to, że nikt wcześniej nie wiedział o problemach finansowych tego człowieka. Przecież to sytuacja niezwykle korupcjogenna" - mówi Biernacki. "Pracownicy służby więziennej nie są kontrolowani. Trzeba to zmienić i wprowadzić większy nadzór nad tą służbą" - dodaje.