Dziennik Gazeta Prawana logo

Twoje zdjęcie w sieci zaszkodzi firmie

20 sierpnia 2009, 19:45
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Czy pracownik może po godzinach zniszczyć reputację firmy? Oczywiście tak. Wystarczy, że opublikuje w internecie swoje kompromitujące zdjęcie, skrytykuje szefa albo nieopatrznie obrazi kluczowego klienta.

coraz częściej zdają sobie sprawę z tego zagrożenia. Zdarza się nawet, że .

Boleśnie przekonał się o tym pracownik Banku Spółdzielczego w Suszu w woj. warmińsko-mazurskim. Mężczyzna na portalu społecznościowym Nasza-klasa umieścił swoje zdjęcie z pracy przy biurku. Tuż obok opublikował fotografie z imprez zupełnie prywatnych.

Na jednej z nich rozbawiony mężczyzna popija piwo w towarzystwie innych, mocno już rozweselonych amatorów tego trunku. O całej sprawie poinformował pracodawcę życzliwy użytkownik serwisu. Argumentował, że .

Szef tak przejął się doniesieniem, że pracownika zwolnił. Podstawa prawna? Art. 100 par. 2 pkt 4 kodeksu pracy, zgodnie z którym zatrudniony ma obowiązek dbać o dobro zakładu pracy, czyli także jego wizerunek, pozycję oraz renomę.

Jeszcze kilka lat temu tak drastyczna kara byłaby w Polsce nie do pomyślenia. Ostatnio jednak . Zrozumieli bowiem, że rosnąca z roku na rok aktywność pracowników (w tym również kadry kierowniczej) na portalach społecznościowych może mieć ogromny wpływ na dobre imię firmy. Potwierdzają to badania Sieci społecznościowe a ryzyko reputacyjne w miejscu pracy 2009 przeprowadzone przez firmę doradczą Deloitte w Stanach Zjednoczonych. Wynika z nich, że .

Reputacja organizacji w dużej mierze decyduje o jej sukcesie, dlatego jej zachwianie może się przełożyć się na straty finansowe - przyznaje Maciej Tesławski, rektor warszawskiej uczelni Marketing Communication Academy. W Polsce świadomość zagrożenia jest jednak nadal zbyt mała. - dodaje Jacek Kuchenbeker, starszy konsultant w dziale zarządzania ryzykiem Deloitte.

Rzeczywiście, 53 proc. badanych jest głęboko przekonanych, że ich szefów nie powinno interesować, co robią w sieci. A jednej trzeciej nawet nie przyszło do głowy, że pisząc pod nazwiskiem o firmie, robią coś niewłaściwego. W tej grupie znalazła się 29-letnia Iwona, marketingowiec z Warszawy. Na serwisie Goldenline napisała, że szuka nowej pracy, bo obecna nie jest dla niej rozwijająca. Pewnego pięknego dnia moja szefowa zaprosiła mnie na rozmowę i spytała, kiedy zamierzam opuścić tę nudną firmę. Byłam w szoku, ale potem zrozumiałam, że musiała zerknąć na mój profil - opowiada. Od razu po przyjściu do domu usunęła kompromitujące wpisy. Udało mi się uniknąć zwolnienia. Ale miałam serce w gardle - mówi.

Podobnych wpisów jest w internecie bez liku. A autorzy podpisują się imieniem i nazwiskiem. Szukam nowych wyzwań zawodowych - pisze handlowiec z Gdańska na portalu Goldenline. Obecnie pracuje w firmie budowlanej i każdy odwiedzający stronę może poznać jej nazwę. . . Na znanym portalu randkowym przez kilka lat zobaczyć można było też anons ze zdjęciem rzecznika prasowego jednej z największych spółek giełdowych. Mężczyzna pisał tam m.in., że ma słabość do niewłaściwych kobiet.

Dlatego . Na razie tylko 15 proc. pracodawców próbuje jakoś reagować: filtruje sieć, przeprowadza pogadanki z podwładnymi czy wprowadza odpowiednie zapisy w regulaminie pracy. Nie ma jednak wątpliwości, że już wkrótce się to zmieni.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj