.
Od dziesięciu dni etaty rezydenckie, a właściwie ograniczenie ich liczby, co zapowiedziało Ministerstwo Zdrowia, są tematem numer jeden rozmów wśród młodych lekarzy. Absolwenci, którzy niedawno skończyli staże w szpitalach i przychodniach, a teraz chcą robić specjalizację, co kilka minut sprawdzają na stronach resortu zdrowia, czy wywieszono już listę wolnych miejsc rezydenckich. Powinna się ona pojawić już 10 września, tymczasem nadal jej nie ma.
Z każdym dniem opóźnienia młodzi lekarze są coraz bardziej zdenerwowani. Bo . ”Byłam spokojna o swoją przyszłość, bo wybieram się na onkologię, która znalazła się w puli tzw. specjalizacji deficytowych, co oznacza, że miało być bardzo dużo miejsc na etatach rezydenckich. Teraz boję się, że może ich jednak zabraknąć i nie mam pojęcia, co robić. Czy poprawiać egzamin lekarski, z którego punkty liczą się do uzyskania rezydentury? Egzamin jest w sobotę, a ja nie miałam w planach powtarzania go” - mówi Anna Zawadzka, która właśnie ukończyła staż dyplomowy w jednym z warszawskich szpitali.
Ponieważ na LEP-ie, czyli lekarskim egzaminie państwowym, nie uzyskała dużej liczby punktów, liczyła, że jeżeli nie uda jej się dostać na rezydenturę w pierwszej turze rekrutacji, będzie mogła złożyć odwołanie. Tymczasem kilka dni temu dowiedziała się, że także takiej możliwości nie będzie. ”. Po długim studiowaniu przepisów młoda lekarka zrozumiała, że dotyczą one tych osób, które nie dostały się na rezydenturę w pierwszej turze rozpatrywania wniosków. Teraz Anna Zawadzka boi się, że po ukończeniu 5-letnich studiów, a później rocznego stażu, skończy na bezrobociu. I będzie czekać rok na kolejny nabór na specjalizację.
Zawadzka nie jest wyjątkiem. Martwią się również ci lekarze, którzy wymarzyli sobie najbardziej popularne specjalizacje, takie jak na przykład ginekologia. Oni z kolei boją się, że ! Niektórzy obawiają się, że w ich mieście w ogóle nie będzie etatów rezydenckich w wybranej specjalizacji. To z kolei oznacza, że jeśli chcą dalej się uczyć i robić specjalizację, muszą do 30 września znaleźć sobie jakikolwiek wolny etat w szpitalu. ”Zrobienie tego w kilka dni jest niewykonalne. W szpitalach wcale nie ma etatów. A dyrektorzy niechętnie przyjmują młodych medyków, bo nie mają pieniędzy na pensje dla nich” - mówi Szymon Darocha z Warszawy, który chce robić specjalizację z chorób wewnętrznych.
Poza tym młodzi medycy wolą rezydentury, bo zapewniają im one pewne wypłaty. Wiedzą, że ich koledzy zatrudnieni w zadłużonych szpitalach często dostają pensje nawet z miesięcznym opóźnieniem.
Napiętej atmosfery bynajmniej nie uspokajają informacje płynące od urzędników. Ci w resorcie zdrowia mówią jedynie, że . Inni są jeszcze bardziej bezpośredni. ”Pani z wojewódzkiego ośrodka doskonalenia medycznego poradziła mi wolontariat lub wyjście bogato za mąż. Jestem zdegustowana i wściekła” - napisała jedna z internautek na forum dla młodych lekarzy.
Inni piszą z kolei, że właśnie zaczęli rozważać emigrację. ”Jesteśmy w fatalnym położeniu. Jak mamy zostać w kraju, jeżeli nikt nie dba o to, byśmy mogli się dalej szkolić? Nie tylko nie mamy możliwości wybrania wymarzonej specjalizacji, ale nawet nie wiemy, czy w ogóle będziemy mogli się dostać na jakąkolwiek specjalizację” - mówi Szymon Darocha.
Te obawy nie są niestety bezpodstawne. Z niedawnych badań Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, wykonanych na zlecenie Ministerstwa Zdrowia, wynika, że aż