Klara Klinger: Wczoraj napisaliśmy, że na tydzień przed ostatecznym terminem składania wniosków o przyjęcie na specjalizację młodzi lekarze nie wiedzą, czy wystarczy dla nich tzw. etatów rezydenckich, czyli finansowanych przez Ministerstwo Zdrowia. Resort nadal nie wywiesił bowiem listy wolnych miejsc w szpitalach.

Reklama

Ewa Kopacz*: Rozumiem zdenerwowanie lekarzy i obiecuję, że listy wkrótce zostaną wywieszone. Wszystko trwało tak długo, ponieważ jeszcze do wczoraj nie było jasne, czy znajdą się pieniądze na taką liczbę etatów rezydenckich, która byłaby dla wszystkich satysfakcjonująca. I dopiero po południu, podczas kolejnego spotkania z minister pracy i szefem resortu finansów, udało się wynegocjować tyle miejsc, ile planowałam.

Czyli ile?

W sesji jesiennej będzie 2 tys. miejsc rezydenckich, a w wiosennej 500. Czyli w sumie udało się wynegocjować pieniądze na 2,5 tys. rezydentur w tym roku akademickim. Dzięki temu wszyscy kończący studia medycy, którzy chcą się specjalizować, będą to mogli robić w trybie rezydenckim, czyli finansowanym przez Ministerstwo Zdrowia. To właśnie było moim priorytetem i od długiego czasu nad tym pracowałam.

Jak pani przekonywała kolegów z rządu, by dali więcej pieniędzy na rezydentury?

Mówiłam do ministra Rostowskiego i minister Fedak jak do pacjentów. Przekonywałam, że aby pacjent krócej czekał na leczenie, nie wystarczy tylko zapewnić mu miejsce w szpitalu. W tej placówce musi być również lekarz, który go przyjmie. Wcześniej tego specjalistę trzeba wykształcić. Ponieważ specjalistów w Polsce brakuje, należy ich kształcić jak najszybciej. I trzeba też młodych lekarzy zachęcić, m.in. zwiększając im wynagrodzenie, żeby się chcieli kształcić w deficytowych specjalizacjach.

Czy przyczyną zamieszania wokół rezydentur były tylko pieniądze?

Tak, bo wszystkie przepisy, nad którymi pracowaliśmy się przez ostatnie miesiące w ministerstwie, powodują, że miejsc do specjalizacji wreszcie jest w Polsce pod dostatkiem. Więc nie będzie już argumentu, że brakuje opiekuna jakiejś specjalizacji czy oddziału, na którym będzie można się uczyć. Ten etap mamy już za sobą i wszystko zaczęło działać. Potrzeba było jedynie rzeczy najważniejszej, ale też najbardziej kłopotliwej w dobie kryzysu, czyli pieniędzy na pokrycie kosztów rezydentur.

Dla lekarzy liczą się teraz dni, boją się, że nie zdążą złożyć wniosków o rezydenturę. Czy w związku z opóźnieniem termin składania wniosków zostanie przesunięty?

Teraz już tylko rozdzielamy miejsca na poszczególnych kierunkach, więc myślę, że wszystkim uda się złożyć wnioski na czas. A dzięki opóźnieniu jest przynajmniej więcej rezydentur. Jeszcze kilka dni temu istniała poważna groźba, że będzie nas stać na uruchomienie tylko tych etatów rezydenckich, które zostały zwolnione przez lekarzy, którzy zdali egzamin specjalizacyjny.

*Ewa Kopacz, minister zdrowia