Dziennik Gazeta Prawana logo

Lenin zastrzelony na Dworcu Finlandzkim - o alternatywnych wersjach historii buntowników

5 listopada 2007, 12:07
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Słoweński filozof Slavoj Zizek, guru współczesnej lewicy, analizuje modny gatunek pisarstwa, który polega na spekulacjach dotyczących alternatywnych wersji historii. Zizek ubolewa, że gatunek ten został zawłaszczony przez autorów o poglądach konserwatywnych i najczęściej służy do ukazywania czytelnikom spustoszeń, jakich dokonały rozmaite rewolucje.

W rzeczywistości - na przekór obiegowemu poglądowi łączącemu marksizm z hasłem "dziejowej konieczności" - koncepcja "alternatywnej wersji historii" jest fundamentem niektórych nurtów myśli lewicowej. Zizek przekonuje, że u wybitnych myślicieli związanych z marksizmem, takich jak Walter Benjamin, temporalny schemat ludzkiej egzystencji przypomina schemat przedstawiony przez Zygmunta Freuda.

W akcie rewolucyjnym ludzkość niejako wstecznie przepisuje własną historię, lecząc nękające ją "symptomy", czyli niewykorzystane rewolucyjne szanse z przeszłości.

p

Dlaczego kwitnący gatunek dzieł historycznych pod hasłem "co by było, gdyby" jest domeną historyków konserwatywnych? Wstęp do takich książek z reguły zaczyna się od ataku na marksistów, rzekomo wyznających historyczny determinizm. Weźmy najnowszy przykład, książkę pod redakcją Andrew Robertsa, który sam napisał esej o świetlanych perspektywach, jakie czekałyby w XX wieku Rosję, gdyby Lenin został zastrzelony po przyjeździe na Dworzec Finlandzki. Jeden z argumentów Robertsa za tego rodzaju analizami jest taki, że jeśli Carr, Thompson i Hobsbawm coś potępili, rzecz musi mieć jakieś zalety. Zdaniem Robertsa historia wielokrotnie pokazała, że ideały liberté, égalité i fraternité bez reszty wzajemnie się wykluczają. "Jeśli przyjmiemy - pisze - że nie ma czegoś takiego jak historyczna nieuchronność i nic nie jest z góry przesądzone, polityczny letarg - jedna z bolączek naszych czasów - powinien zostać wyrugowany, ponieważ oznacza to, że w sprawach ludzkich wszystko jest możliwe".

Empiria temu przeczy. Roberts pomija zasadniczy paradoks ideologiczny nowoczesnej historii, sformułowany przez Maxa Webera w "Etyce protestanckiej i duchu kapitalizmu". W odróżnieniu od katolicyzmu, w którego doktrynie zbawienie było zależne od dobrych uczynków, protestantyzm wierzył w predestynację. Dlaczego zatem protestantyzm pełnił funkcję ideologii wczesnego kapitalizmu? Dlaczego przekonanie, że kwestia zbawienia została z góry przesądzona, nie tylko nie prowadziło do letargu, lecz przyczyniło się do największej mobilizacji zasobów ludzkich w dziejach?

Konserwatywne sympatie autorów alternatywnych wersji historii są widoczne już w spisie treści. Tytuły rozdziałów z reguły sugerują, że historia potoczyłaby się znacznie lepiej, gdyby uniknięto jakiegoś rewolucyjnego albo "radykalnego" zdarzenia (gdyby Karol I zwyciężył w angielskiej wojnie domowej; gdyby Konfederacja zwyciężyła w amerykańskiej wojnie domowej; gdyby Niemcy wygrały I wojnę światową), a rzadziej - że historia potoczyłaby się znacznie gorzej, gdyby przybrała bardziej postępowy obrót. W książce Robertsa znajdziemy dwa przykłady z tej drugiej kategorii: gdyby Thatcher zginęła podczas zamachu w Brighton w 1984 roku i gdyby 11 września prezydentem był Gore (w tym drugim eseju, napisanym przez neokonserwatystę Davida Fruma, wszelkie pozory historycznej rzetelności zostały porzucone na rzecz propagandy politycznej udającej satyrę). Nic dziwnego, że Roberts z aprobatą odnosi się do powieści Kingsleya Amisa "Russian Hide-and-Seek", której akcja rozgrywa się w Wielkiej Brytanii okupowanej przez Sowietów. Jak zatem powinien odpowiedzieć marksista? Z pewnością jego reakcją nie powinno być odgrzewanie ponurych przemyśleń Gieorgija Plechanowa na temat "roli jednostki w historii" (gdyby Napoleon się nie urodził, ktoś inny musiałby odegrać podobną rolę, bo głębsza konieczność dziejowa wymagała przejścia do bonapartyzmu). Ja raczej zakwestionowałbym założenie, że marksiści (i generalnie lewicowcy) są tępymi deterministami, którzy nie umieją sobie wyobrazić alternatywnych scenariuszy.

W pierwszym rzędzie trzeba odnotować, iż historia alternatywna należy do bardziej ogólnego trendu, kwestionującego linearną narrację i postrzegającego życie jako wielokształtny przepływ. Wydaje się, że losowy charakter życia i możliwość alternatywnych wersji wydarzeń są zmorą nauk "ścisłych" - jak to ujął Stephen Gould: "Przewiń film życia do tyłu i puść od nowa. Historia ewolucji będzie zupełnie inna". To postrzeganie rzeczywistości jako jednego z możliwych wyników "otwartej" sytuacji, koncepcja, zgodnie z którą inne możliwe rezultaty nadal unoszą się nad "prawdziwą" rzeczywistością, nadając jej niezwykle kruchy i przypadkowy charakter, bynajmniej nie jest obce marksizmowi. Ba, to właśnie z niego wynika nagląca natura aktu rewolucyjnego.

Ponieważ ulubionym tematem alternatywnych historyków jest rzeczywistość, w której nie doszło do Rewolucji Październikowej, warto przyjrzeć się, jak sam Lenin odnosił się do kwestii "co by było, gdyby". Otóż był jak najdalszy od kultu "konieczności dziejowej". Przeciwnie - to jego oponenci, mienszewicy, podkreślali, że nie da się ominąć jednego ze stadiów przewidzianych przez determinizm historyczny: najpierw rewolucja burżuazyjno-demokratyczna, a dopiero potem proletariacka. Gdy w swoich "Tezach kwietniowych" z 1917 roku Lenin stwierdził, że to jest ten Augenblick, wyjątkowa szansa na rozpoczęcie rewolucji, przytłaczająca większość jego partyjnych kolegów początkowo odniosła się do tej propozycji z osłupieniem i lekceważeniem. On jednak rozumiał, że podobny zbieg sprzyjających okoliczności może się nie powtórzyć: jeśli przegapimy ten moment, szansa zostanie stracona, być może na dziesięciolecia. Lenin rozważał alternatywny scenariusz: co będzie, jeśli nie przystąpimy do działania teraz? Właśnie ta świadomość katastrofalnych konsekwencji bezczynności skłoniła go do działania. Znacznie większą rolę historie alternatywne odgrywają w radykalnym światopoglądzie marksistowskim. Dla radykalnego marksisty rzeczywista historia, w której żyjemy, jest realizacją historii alternatywnej: musimy w niej żyć, bo w przeszłości przegapiliśmy swoją chwilę. W znakomitym odczytaniu "Tez historiozoficznych" Waltera Benjamina (opublikowanych pośmiertnie) Eric Santner rozwinął koncepcję, zgodnie z którą obecna interwencja rewolucyjna powtarza/naprawia nieudane próby z przeszłości. Próby te liczą się jako "symptomy" i mogą być wstecznie uleczone poprzez "cud" aktu rewolucyjnego. Są to "nie tyle zapomniane czyny, ile zapomniane zaniechania, kiedy to nie zadbano, by zawiesić siłę więzi społecznych uniemożliwiających akty solidarności z >>innymi<<".

Symptomy rejestrują nie tylko dawne nieudane próby rewolucyjne, ale - skromniej - dawne braki reakcji na wezwania do czynu czy nawet do empatii wobec tych, których cierpienie w pewnym sensie należy do tej samej co my formy życia. Mają w naszym życiu status czegoś, co jest, co czegoś się od nas domaga, choć nigdy nie osiągnęło pełnej substancjalności ontologicznej. Symptomy są zatem wirtualnymi archiwami dziur, czy - lepiej - mechanizmami obronnymi przeciw dziurom, które występują w naszym doświadczeniu historycznym. Według Santnera symptomy mogą również przybrać formę perturbacji "normalnego" życia społecznego, na przykład uczestnictwa w odrażających rytuałach panującej ideologii. W tym sposobie myślenia Kristallnacht - częściowo zorganizowany, częściowo spontaniczny wybuch przemocy skierowanej przeciwko domom, synagogom, zakładom pracy i jednostkom - staje się bachtinowskim karnawałem, symptomem, którego furia i przemoc ujawniały jego charakter jako próby "działań obronnych", rekompensujących wcześniejsze zaniechanie skutecznej interwencji wydobywającej Niemcy z kryzysu społecznego. Innymi słowy, gwałtowność pogromów dowodziła, że autentycznie proletariacka rewolucja była możliwa, nadmierna energia tych aktów przemocy wynikała z podświadomego przekonania, że wcześniej stracona została jakaś szansa. A czy najgłębszym źródłem Ostalgie (nostalgii za komunistyczną przeszłością) licznych intelektualistów (i zwykłych ludzi) wywodzących się z Niemieckiej Republiki Demokratycznej nie jest tęsknota za tym, co być mogło, za utraconą szansą na zbudowanie alternatywnych Niemiec? Również postkomunistyczne eksplozje neonazistowskiej przemocy można interpretować jako symptomatyczne wybuchy gniewu, odzwierciedlające świadomość straconych szans. Można nakreślić paralelę z życiem wewnętrznym jednostki: tak jak świadomość utraconej prywatnej szansy (np. na dający spełnienie związek miłosny) często zostawia ślady w postaci irracjonalnych lęków, bólów głowy i napadów wściekłości, tak dziura po zaniechanych działaniach rewolucyjnych może prowadzić do irracjonalnych napadów destrukcji. Wymiar alternatywny leży u sedna marksistowskiego projektu rewolucyjnego. W ironicznych komentarzach na temat Rewolucji Francuskiej Marks przeciwstawiał rewolucyjny entuzjazm otrzeźwiającemu "na drugi dzień": rzeczywistym rezultatem podniosłego wybuchu rewolucyjnego, który obiecywał liberté, égalité i fraternité, jest żałosny utylitarno-egoistyczny wszechświat kalkulacji rynkowej. (W przypadku Rewolucji Październikowej rozdźwięk był jeszcze większy). Marksowi nie chodziło jednak o zdroworozsądkową kwestię, że przyziemna rzeczywistość handlu okazała się "prawdą teatru rewolucyjnego entuzjazmu", więc po co było to całe zamieszanie. Przez rewolucyjną eksplozję przebija inny utopijny wymiar: powszechnej emancypacji, stanowiącej "wartość dodaną", której sprzeniewierza się rzeczywistość rynkowa, obejmująca rządy na drugi dzień. Ta wartość dodana nie jest po prostu likwidowana albo uznawana za nieistotną, tylko - by tak rzec - transponowana do stanu wirtualnego. Staje się marzeniem, które czeka na urzeczywistnienie.

p

, ur. 1949, jest profesorem na uniwersytecie w Lublanie (Słowenia). Wykłada także w European Graduate School i na uniwersytetach amerykańskich. W latach 80. należał do środowiska zajmującego się rewizją i uwspółcześnieniem marksizmu. W roku 1990 był jednym z kandydatów na stanowisko prezydenta Republiki Słowenii. Wprowadza do współczesnej filozofii dorobek psychoanalizy, jest najwybitniejszym komentatorem myśli francuskiego psychoanalityka Jacques'a Lacana. W Polsce opublikowano m.in. jego "Wzniosły obiekt ideologii". W "Europie" nr 47 z 23 listopada ub.r. zamieściliśmy jego tekst "Cios w imperium?".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj