Dziennik Gazeta Prawana logo

Duch znad Wielkich Równin

5 listopada 2007, 12:07
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

(ur. 1939)

Obecny Poeta Laureat przy Bibliotece Kongresu USA i zdobywca nagrody Pulitzera za rok 2005, autor dziesięciu zbiorów wierszy, postać szczególna na mapie literatury amerykańskiej. Urodził się w małym miasteczku Ames (Iowa) i całe życie spędził na prowincji amerykańskiego Środkowego Zachodu, głównie w stanie Nebraska. Jego kariera zawodowa niewiele miała wspólnego z poezją, gdyż pracował w firmie ubezpieczeniowej, co może nie jest samo w sobie aż tak niezwykłe, skoro dwaj najwięksi poeci amerykańscy pierwszej połowy XX wieku, T. S. Eliot i Wallace Stevens, również zajmowali się ubezpieczeniami. Ted Kooser najpierw był szeregowym agentem, a na koniec wiceprezesem firmy Lincoln Benefit Life. Jak półżartobliwie wyznaje w jednym z wywiadów, zwykł czytać wiersze swojej sekretarce, która miała ledwie średnie wykształcenie i gdy ich nie rozumiała, przerabiał je tak długo, aż nie stały się dla niej jasne. Bez względu na to, ile w tej anegdocie prawdy, wiersze Koosera odznaczają się klarownością i formalną prostotą. Jak podkreśla wielu krytyków, te wyraziste, realistyczne miniatury to współczesna antologia Spoon River, upamiętniająca zwykłe życie zwykłych ludzi. Należy jednak pamiętać, że prostota Koosera jest przewrotna. Poeta wydaje się mówić, że pod powierzchnią naszego oswojonego świata mieszka inny świat: niepojmowalny i nieprzewidywalny. Wiersz jest drżącym oknem, przez które możemy niekiedy go zobaczyć.

p

Tylko jedna komórka w zamarzniętym ulu nocy
jest rozświetlona, a przynajmniej tak nam się wydaje:
wietnamska restauracyjka z olejowymi lampami
i zapachem, którego kolorowe kształty są jak kwiaty.
Słychać śmiech i rozmowy, tykanie pałeczek.
Za szybą zimowe miasto
trzeszczy jak stary, drewniany most.
Potężny wiatr pędzi pod nami.
Im większe okno, tym bardziej drży.

Po pierwsze chciałbym, żeby była piękna
i żeby ostrożnie zbliżała się do mojej poezji
w najbardziej samotnej chwili popołudnia
z włosami wciąż wilgotnymi na szyi
po kąpieli. Powinna nosić
płaszcz, stary i brudny,
bo nie ma pieniędzy na czyszczenie.
Wyciągnie okulary, i tam,
w księgarni, przekartkuje
mój tomik, a później odłoży go
na półkę. Powie do siebie:
- Za te pieniądze mogę oddać
płaszcz do czyszczenia. I tak zrobi.

Różowa przyczepa,
porysowana i przerdzewiała, zarasta
chwastami. Pięć spłowiałych,
niebieskich koszul wisi
na sznurze po łokcie w tyczkach
do podpierania malin -
dość liczni zbierający
pracują od rana,
mocząc w rosie rękawy,
a obok łopocze para
jasnożółtych majteczek
i ich ponagla.

- Wiecznie tylko kurz
i odkurzanie, mawiała moja ciotka,
a jej szmatka jak błyskawica
gnała w poprzek żółtych, dębowych desek
w jej skromnym domu. Żyła tam
siedemdziesiąt lat, ściskając
kurczowo szmacianą kulę,
a jej łokieć skrzypiał i strzelał
jak gałąź podczas burzy. Teraz
kurz pokrywa jej dłonie i serce.
Wiecznie tylko kurz.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj