Roger Scruton recenzuje książkę Franka Furediego "Where Have All the Intellectuals Gone?" i przekonuje, że jej autor - w młodości identyfikowany z radykalną lewicą - jest, tak jak on sam, konserwatystą. Scruton podziela krytycyzm Furediego wobec współczesnych społeczeństw zachodnich, pogrążających się w filisterstwie i ignorancji. Jest jednak przeciwny utożsamianiu tego procesu ze znikaniem intelektualistów. Przeciwnie - intelektualiści, produkt "syntezy francuskiego artystostwa i rosyjskiego nihilizmu", mają się dobrze. Ze swą transgresywną, lewicującą i nietolerancyjną wobec niedoskonałości postawą coraz częściej zastępują w życiu publicznym osoby naprawdę wykształcone, prawdziwy obiekt tęsknoty Furediego.
p
Frank Furedi jest wśród socjologów akademickich postacią o tyle niezwykłą, że obserwuje społeczeństwo, w którym żyje. Nie jest zadowolony z tego, co widzi i w poprzednich książkach ostro krytykował naszą kulturę, która ma awersję do ryzyka, neguje śmierć i - generalnie - jest tchórzliwa. Teraz Furedi wytacza oskarżenia pod adresem naszego życia intelektualnego. Bada życie umysłowe na uniwersytetach, w szkole, polityce i kulturze masowej, by dojść do wniosku, że na każdym z tych obszarów normą jest filisterstwo, ogłupianie oraz rosnąca obojętność na prawdę. Nie ma w tym nic oryginalnego, powiecie. Siła tej książki tkwi jednak w tym, że Furedi umie dostrzec nowe powiązania i wykorzystać jedno zjawisko do naświetlenia innego. Od czasu gdy Coleridge, Arnold i von Humboldt zachęcali do studiowania przedmiotów humanistycznych, mnóstwo ludzi lamentowało nad upadkiem humanistyki, lecz nie tak wielu łączyło ten upadek z niechęcią do podejmowania ryzyka i wrogością wobec nauki. Mnóstwo ludzi dostrzegało wzrastający poziom głupoty w programach nauczania, ale nie tak wielu zbadało wpływ tego zjawiska na debatę publiczną i wynikające z tego zerwanie się demokratycznej polityki z kotwicy racjonalnej argumentacji. Dla Furediego rosnąca pogarda wobec prawdy obiektywnej i przekazywalnej wiedzy stanowi oznakę głębszej choroby trawiącej społeczeństwo - utraty zaufania do racjonalnej myśli i ucieczki w stronę "społecznej inkluzji", która w praktyce oznacza rządy motłochu. Filisterstwo teorii edukacyjnych, zawłaszczenie humanistyki przez "postmodernistycznych" szarlatanów, utrata szacunku do nauk ścisłych i rosnąca "utylitaryzacja" programu - to dla Furediego oznaki zasadniczego odrzucenia wiedzy. Nie ma miejsca na wiedzę w tzw. "społeczeństwie wiedzy", gdzie ignorancja i bełkot stroją się w piórka fachowości. W społeczeństwie opartym na społecznej inkluzji wykluczeni są tylko ci, którzy wiedzą. Wywody Furediego budzą pewne moje zastrzeżenia. Jako Anglik mam wątpliwości co do terminu "intelektualista" [intellectual]. Przyszedł do naszego języka dość późno, bo w czasach Byrona, który rymował go z "how hen-pecked you're all" ["jesteście wszyscy pantoflarzami"]. Edukację humanistyczną kształtowali u nas Coleridge, Ruskin i Arnold, a w sferze politycznej Macaulay, Gladstone i Disraeli, którzy sami określiliby się mianem osób wykształconych, ale nie intelektualistów. Intelektualizm to synteza francuskiego artystostwa i rosyjskiego nihilizmu. Intelektualiści mają nieuleczalną skłonność do skręcania w lewo i atakowania myślących inaczej niż oni ze zjadliwością, która w wykształconej osobie budzi niesmak. Na kryzys opisany przez Furediego można spojrzeć inaczej: było to stopniowe zniknięcie osoby wykształconej jako celu edukacji i zastąpienie jej intelektualistą. Intelektualiści są krytykami ugruntowanego porządku; stają po stronie ofiary, występując przeciw mieszczańskiej normalności; odrzucają dyscyplinę, autorytet, rodzinę, religię, porządek, tradycję, i nic ich tak bardzo nie razi jak spokojna, wyrozumiała akceptacja ludzkiej niedoskonałości. Są także - jak pokazują słynne przypadki Robespierre'a, Saint-Justa, Marksa, Lenina, Mao, Sartre'a, Pol Pota i tysięcy innych - niebezpieczni. Ponadto intelektualiści swoją opozycyjną i transgresywną postawę cenią bardziej niż prawdę i mają interes w podważaniu praktyk - takich jak racjonalna argumentacja, rzetelne badania i otwarta dyskusja - których celem jest dotarcie do prawdy. Chwytają się argumentów relatywistycznych - nawet jeśli są tak marne jak u Foucaulta bądź tak jałowe jak u Rorty'ego - oraz wszelkiego bełkotu, który pozwala uciszyć krytyka i sprzyja ich dywersyjnym celom. A gdy zdobędą jakąś instytucję, tworzą "sprzysiężenie osłów", za naczelny cel stawiając sobie wykluczenie wszystkich, których myślenie odbiega od obowiązującej linii. To dlatego uniwersyteckie wydziały nauk społecznych i humanistycznych są dziś tak ponure i dogmatyczne, to dlatego Furedi - który na pewno fatalnie czuje się na University of Kent - nadal rozpaczliwie pragnie uchodzić za lewicowego intelektualistę i jak tylko może ukrywa fakt, że jest autentycznie wykształcony (i wyraźnie konserwatywny).
p
, ur. 1944, filozof. Założyciel Conservative Philosophy Group, której działalność wpłynęła na zmianę klimatu opinii publicznej w Wielkiej Brytanii w latach 70. i 80. Spośród licznych jego książek w Polsce wydano m.in.: "Intelektualiści nowej lewicy", "Przewodnik po filozofii dla inteligentnych", "Co znaczy konserwatyzm", "Zachód i cała reszta". W "Europie" nr 18 z 4 maja ub.r. opublikowaliśmy jego tekst "Krótka historia współczesnej prawicy".