Dziennik Gazeta Prawana logo

Kamieniem niemocy przywalona epopeja

5 listopada 2007, 12:07
Ten tekst przeczytasz w 22 minuty

Maciej Urbanowski analizuje dziś na łamach "Europy" najnowszą powieść Janusza Krasińskiego "Przed agonią", która stanowi czwartą część tetralogii ukazującej historię życia głównego bohatera, Szymona Bolesty, na tle dziejów PRL. Powieściowy cykl Krasińskiego - w zamierzeniu realistyczny i niestroniący od ocen moralnych - jest ciekawy jako przykład odmiennego od przyjętych konwencji sposobu literackiego potraktowania okresu komunizmu. Po 1989 roku bowiem "jedynym szerzej akceptowanym sposobem mówienia o PRL zdawała się być drwina lub nostalgiczna groteska. Konsekwencją była swego rodzaju banalizacja Polski Ludowej i związanegoz nią doświadczenia, które za sprawą m.in. literatury, ale także zapewne podświadomych oczekiwań czytelników, zaczęło być postrzegane w kategoriach komediowych raczej niż dramatycznych, a więc jako doświadczenie śmieszne, zabawne, ostatecznie absurdalne".

p

Gdy w 1992 roku Janusz Krasiński opublikował powieść "Na stracenie", nikt chyba nie spodziewał się, że jest to jedynie znakomity początek całego cyklu utworów (na który złożyć się miały także "Twarzą do ściany" (1996), "Niemoc" (1999) i - właśnie wydane - "Przed agonią"). Już trzy pierwsze utwory pozwoliły Tomaszowi Burkowi stwierdzić, że mamy do czynienia z dziełem nie tylko "długo wycierpianym", ale też "wyjątkowym na tle literatury późnego dwudziestego wieku" ("Dziennik kwarantanny", Kraków 2001, s. 247), co dostrzegła część krytyki, nagradzając pisarza entuzjastycznymi ocenami oraz wyróżnieniami (m.in. Nagrodą im. Kijowskiego). Mimo to nie sposób nie zgodzić się z Burkiem, który pisał o "zastanawiającej" nieobecności dzieła Krasińskiego na księgarskich ladach i półkach bibliotek. Dodajmy - także w świadomości wielu historyków i krytyków najnowszej literatury polskiej, którzy albo całkowicie pomijają wspomniane powieści (por. np. historie literatury polskiej ostatniego półwiecza pióra Stabry i Burkota), albo traktują je całkowicie marginalnie, nie opatrując choćby słówkiem komentarza (np. "Literatura polska lat 1975-1998" Śliwińskiego i Czaplińskiego).

Wydanie czwartej części powieściowego cyklu Krasińskiego prowokuje do tego, by raz jeszcze zastanowić się nad wyjątkowością jego pisarskiego przedsięwzięcia oraz nad przyczynami - by nazwać rzecz eufemistycznie - ostrożności, z jaką jest ono traktowane przez część naszej krytyki. Z pewnością jedną z nich wydaje się sam temat i artystyczna koncepcja czteroksięgu, które są - jak sądzę - w dużej mierze sprzeczne z akceptowanymi przez krytykę i samych pisarzy sposobami mówienia o Polsce Ludowej.

Po 1989 roku bowiem w literaturze, podobnie jak w całej III RP, zapanowała swoista polityka grubej kreski, gdy chodzi o tematy PRL-owskie. Czekano wprawdzie niecierpliwie na nowe "Przedwiośnie", ale już nie na literackie opisy i analizy niedawnej przeszłości, zwłaszcza gdy usiłowały mówić o Polsce Ludowej językiem moralistyki i/lub szeroko rozumianego realizmu. Wpływowi krytycy albo z pogardą nazywali takie próby mianem "realizmu antysocjalistycznego" (tak np. określono na początku lat 90. prozę Nowakowskiego i Orłosia), albo je po prostu mniej lub bardziej skutecznie przemilczali (np. powieści Harnego, Holewińskiego, opowiadania Elektorowicza). Jedynym szerzej akceptowanym sposobem mówienia o PRL zdawała się być drwina lub nostalgiczna groteska, w której wyspecjalizował się Jerzy Pilch, a wkrótce młodsi, urodzeni w latach 60. autorzy, ukazujący PRL w konwencji sentymentalnych wspominków (np. "Biały kruk" Stasiuka). Konsekwencją była swego rodzaju banalizacja czy też "domestykacja" Polski Ludowej i związanego z nią doświadczenia, które za sprawą m.in. literatury, ale także zapewne podświadomych oczekiwań czytelników, zaczęło być postrzegane w kategoriach komediowych raczej niż dramatycznych, a więc jako doświadczenie śmieszne, zabawne, ostatecznie absurdalne... Pewnym wzorcem były tutaj wczesne utwory prozatorskie Mrożka czy filmy Barei. W ramach tej konwencji powstawały oczywiście utwory ciekawe, a nawet znakomite ("Tysiąc spokojnych miast" Pilcha czy nie do końca wpisująca się w model groteskowy "Madame" Libery), lecz z biegiem lat siłą rzeczy stawała się ona nie tylko banalna, ale też niewystarczająca do opisu pewnych doświadczeń, być może kluczowych dla zrozumienia tego, czym był PRL i związane z nim zło. Rzecz nie polegała przecież na braku papieru toaletowego, pustych półkach w sklepach, nieuprzejmych sprzedawczyniach, głupich sekretarzach powiatowych, ale na czymś znacznie straszniejszym i zapewne też trudniejszym do opisania. Stąd znamienne "białe plamy" w literaturze polskiej po 1989 roku, o których zapełnienie od czasu do czasu apeluje krytyka i sami pisarze, poruszeni np. zawartością dokumentów IPN-u.

Na tym tle lepiej zrozumiemy wyjątkowość i "niewczesność" cyklu Krasińskiego, który nie tylko doskonale, wstrząsająco odsłonił ciemne, zbrodnicze oblicze PRL, ale też uczynił to w oryginalny artystycznie sposób, idąc na przekór wspomnianej drwiącej i groteskowej konwencji mówienia o tamtych czasach.

Zacznijmy od tego drugiego. Krasiński w swym cyklu ciekawie odnawia zapomnianą i zdawałoby się dawno już odłożoną do literackiego lamusa konwencję powieści-rzeki w tej odmianie, której ambicją jest ukazanie rozwoju duchowego bohatera na tle epoki. Głównym bohaterem tetralogii jest Szymon Bolesta, żołnierz Powstania Warszawskiego, więzień Oświęcimia i Dachau, po powrocie do kraju w 1947 roku oskarżony przez komunistów o szpiegostwo i po okrutnym śledztwie skazany na 15 lat więzienia - opowiadają o tym dwa pierwsze tomy. Kolejne koncentrują się na losach Bolesty po zwolnieniu z więzienia w 1956 roku i jego karierze literackiej w PRL, której szczytowym momentem będzie stanowisko wiceprezesa Związku Literatów Polskich.

Losy bohatera ukazane są na szeroko kreślonym tle historycznym, przy czym często jest tak, że Bolesta i związany z nim wątek "metafizyczny" powieści schodzi jakby na drugi plan na rzecz historycznej,czy nawet obyczajowej empirii. Główny bohater pełni wtedy rolę obserwatora, a nawet quasi-reportera wysłuchującego np. obszernej relacji studenta o pacyfikowaniu manifestacji młodzieży warszawskiej w marcu 1968 roku.

Podkreślić jednak od razu trzeba, że Krasiński dał nam roman-fleuve unowocześnioną o doświadczenia powojennego autobiografizmu i literatury faktu, zwłaszcza prozy Józefa Mackiewicza, z którą omawiany cykl zdaje się mieć wiele wspólnego, a to z racji dbałości o wierność realiom, wprowadzania do fabuły autentycznych postaci, czy wreszcie inkrustowania tekstu autentycznymi dokumentami. Ten "autentyczny" rys cyklu Krasińskiego wynika po części z charakterystycznej dla całej najnowszej prozy nieufności wobec "fikcjopisarzy" i nie pozwala wątpić w bolesną prawdziwość świata, o którym opowiada nam pisarz. Dotyczy to także Bolesty, w znacznej mierze "ulepionego" z biografii samego autora, z którym łączy go tak wiele, że niektórzy krytycy utożsamiają obie postaci i widzą w powieściach Krasińskiego cykl "epicko-autobiograficzny" czy wręcz fabularyzowaną autobiografię. Po co więc fabularyzacja? Myślę, że spełnia ona kilka co najmniej funkcji. Z jednej strony stanowi swoistą maskę, która pozwala prozaikowi zdystansować się wobec samego siebie i tym samym lepiej się zrozumieć, zabezpieczago przed zbyt daleko posuniętą subiektywnością i szczerością, wreszcie zezwala wypowiedzieć rzeczy, jakich w innej formie nie umiałby może lub nie chciał uczynić. Ale owa maska pozwala też może niekiedy usprawiedliwiać pomijanie tego, co musiałoby znaleźć się w autobiografii, kwestie z rozmaitych przyczyn niewygodne, niewyrażalne, czy też pseudonimować pewne sprawy i postaci wplątane w losy Bolesty. Można w owym pseudonimowaniu dostrzec wyraz ostrożności pisarza, jego niechęci do personalnych porachunków, ale jeszcze bardziej chyba pragnienie pokazania pewnych postaw jako ogólniejszych i typowych. Tak jest i z Bolestą, który jest dla mnie tyleż odbiciem biografii samego autora, co jej uogólniającą, fikcyjną, a tym samym symboliczną rekonstrukcją, w której szukać będziemy obrazu dramatycznych i powikłanych doświadczeń o f i a r y PRL.

Główny bohater tetralogii Krasińskiego parokrotnie nazwany jest przez swych znajomych Szymonem Słupnikiem. Nie bez sarkazmu, bo cóż tak naprawdę łączy Bolestę ze starożytnym świętym poza wspólnym imieniem?

Wprawdzie i on "siedzi", ale nie na słupie i nie z własnego wyboru, a już na pewno nie dla większej chwały Pana. Religijność Bolesty w miarę rozwoju cyklu staje się zresztą coraz chłodniejsza: uczestnicząc (w "Przed agonią") ze wzruszeniem i entuzjazmem w mszy papieskiej w Warszawie w 1979 roku, uświadamia sobie - nie po raz pierwszy - iż łaska wiary została mu odebrana.

W losy bohatera Krasińskiego wpisane są też doświadczenia bezdomności, głodu, nędzy, wreszcie cierpienia (stąd chyba jego znaczące nazwisko), ale i one nie są wynikiem jego wyboru, zostają mu narzucone przez system komunistyczny, a wcześniej nazistowski. Podobnie z prześladującym go przez całe niemal życie doświadczeniem samotności, wyobcowania, niezrozumienia, które jest konsekwencją przeżyć obozowych i więziennych. Bolesta to bezprizorny w świecie literackim PRL, który czuje się "czymś w rodzaju łaskawie traktowanego przez system literackiego pariasa", co zresztą nie przeszkodzi w kokietowaniu go przez ludzi Partii. Ów życiorys nie pozwoli też Boleście zbratać się z tymi, którzy z dnia na dzień "zamieniali Ostrowskiego na Kafkę, Wasilewską na Joyce'a, Marksa na Maritaina lub Jaspersa", zwłaszcza, że ci ostatni - jak sądzi - "nie mogą mu wybaczyć, że jadł więzienny chleb, gdy oni wyklinali ich, skazańców systemu, popijając sowieckoje szampanskoje".

Czy więc losy Bolesty nie są gorzką, szyderczą jakby wersją biografii Szymona Słupnika? Jeśli tak, to nie chodzi oczywiście o to, że gdyby nie komunizm, główny bohater Krasińskiego zostałby prawdziwym świętym. Ale przecież Bolesta ma w sobie swego rodzaju "świętość", a to z racji swej n i e w i n n o ś c i oraz uporu, z jakim broni "okrucha swej duszy". Nie mam tu na myśli niewinności w sensie "kryminalnym" czy jego wieku w chwili aresztowania, ale raczej swoistą, dziecięcą, chciałoby się chwilami rzec, prostotę, niezdolną do tworzenia intelektualnych ketmanów, z uporem - często jakby wbrew sobie - trzymającą się "ostrego krzemienia sumienia" i dzięki temu potrafiącą przetrwać męki śledztwa, zdobyć się na bohaterstwo, szlachetność, a czasem po prostu na zwykłą dobroć i przyzwoitość.

"Wyście są tu na zgnojenie, nie na uczenie!" - słowa, które Bolesta słyszy od więziennego strażnika we Wronkach, będą mu się później przypominać wielokrotnie niczym koszmarny refren, także w "Przed agonią". To one właśnie wydają się być jednym z najważniejszych rozpoznań dotyczących tego, czym jest totalizm i czym jest walka z totalizmem. Przede wszystkim - nieustannym oporem przeciwko "gnojeniu" czystego sumienia, niezgodą na "wyplucie duszy"...

Sumienie jest zresztą słowem-kluczem wieloksięgu Krasińskiego. W "Przed agonią" Bolesta jest przede wszystkim obiektem mniej lub bardziej wyrafinowanych kuszeń, którym niekiedy na moment ulega, zwykle zresztą bardziej z naiwności, prostoduszności czy - jak to sam nazwie autoironicznie - "wiary termita w moc naprawiania świata". Zbliża się wówczas do granicy, za którą zaczyna się kolaboracja z totalizmem, co powoduje, iż jego sumienie znajduje się w stanie nieustannego dyskomfortu.

Choć lata 1967-84 opisywane w "Przed agonią" jawią się tutaj jako czas erozji systemu, jest to też okres, w którym granica oddzielająca dobro od zła, wolność od zniewolenia nie jest już tak wyraźna dla wielu uczestników opisywanego dramatu jak w pierwszych dwu tomach cyklu, co dotyczy i samego Bolesty. Recenzując przed kilku laty "Niemoc", Tomasz Burek zauważał, że już w tej powieści wyłaniać się zaczyna "nurt jeszcze inny, trzeci, pośredni, ten, który najlepiej znamy z żywego współczesnego doświadczenia. Nurt, w którym dobro miesza się ze złem, szlachetność z podłością, heroizm z oportunizmem; nurt nieostrych konturów, braku ostatecznych rozstrzygnięć, nieprzejrzystości i zaciemnienia, w którym życie upływa melancholijnie i kończy się śmiercią" ("Dziennik kwarantanny", s. 251). W "Niemocy" i "Przed agonią" widzimy, jak Bolesta rozpaczliwie walczy z tym mocno go chwilami pochłaniającym "nurtem trzecim" w dziejach Polski Ludowej.

Literatura polska przed 1989 rokiem ukazywała PRL jako "miazgę" (Andrzejewski), "dom obłąkanych" (Krzysztoń), "lodowiec z gówna" (Prokop), "zniewolony umysł" (Miłosz). O tym wszystkim po trosze mówi też cykl Krasińskiego. Nieprzypadkowo jednak u jego początku pojawia się doświadczenie PRL jako więzienia, które nie opuszcza bohatera także w czasach małej stabilizacji, gierkowskiej "prosperity" i "wojny polsko-jaruzelskiej"... Z tego więzienia nie można uciec, bo najpierw strzegą je kamienne mury i sprzedajni, pozbawieni sumień funkcjonariusze, a potem - strach, cynizm, dążenie do kompromisu i świętego spokoju, słabość ducha, wreszcie owa ukryta metafizyka PRL (jak to świetnie nazwał Burek) z jej "niewolniczym przywiązaniem do najpodlejszego choćby życia". Jednak "Przed agonią" pokazuje też "metafizykę" inną, tę, która takim życiem gardzi i przed takim życiem chce uciec, choćby za cenę utraty własnego, czego czytelnym symbolem jest w powieści postać księdza Popiełuszki.

Ale nie zmienia to faktu, że gdy w pierwszych tomach cyklu Krasiński ukazuje wciąż niechętnie przyjmowaną prawdę o zbrodniczej genezie PRL, u której początku stał mord założycielski na elitach przedwojennej i wojennej Polski, to w następnych daje zbiorowy portret nowych elit, z ich fideizmem i fanatyzmem, które z biegiem lat przeradzają się w cynizm i oportunizm. Wystarczy porównać znakomite portrety docenta Andrzeja, profesora Tarnawskiego, pułkownika Lipińskiego, górala Kusmidera czy kapitana Kuleszy-Młota z pierwszych tomów cyklu z równie znakomitymi wizerunkami PRL-owskich pisarzy i polityków, których wiele pojawia się na kartach "Przed agonią", że wspomnę niezwykle ciekawe portrety Putramenta, Żukrowskiego czy partyjnego dziennikarza Garwasa. Ale spotkamy tu też portrety ludzi szlachetnych i wspaniałych, pisarzy i studentów buntujących się przeciw PZPR w marcu 1968 roku, ludzi "Solidarności" czy - zaskakująco ciepłe - "braci Moskali", równie tragicznych w swym zniewoleniu jak Polacy.

Krasiński uświadamia nam też inną "prawdę niemiłą" o PRL, a mianowicie podobieństwo łączące reżim komunistyczny z hitlerowskim. Myślę o wątku uwięzionego w Auschwitz rosyjskiego chłopca Geni Worobiowa i jego matki, która po uwolnieniu wylądowała na Syberii, jakby powtarzając tragiczny los głównego bohatera cyklu. Straszna przeszłość ofiar komunizmu ciąży nad całym ich późniejszym życiem. Z punktu widzenia władzy jest niezmywalnym piętnem, z punktu widzenia ofiar jest powracającym koszmarem, wiecznym lękiem, wyrzutami sumienia wobec pomordowanych i uwięzionych kolegów, obawą przed przyszłością.

Ofiarom pozostaje "twardy krzemień sumienia", pamięć i - sztuka. Bolesta niczym własne notuje słowa wypowiedziane w 1967 przez Bogdana Wojdowskiego, jak i on niewinną ofiarę totalizmu: "Sądy... ani ludzki, ani boski niczego nie załatwiają. Samemu trzeba wymierzać sprawiedliwość. Zapis, niezbędny jest zapis... notarialny! Twój krwawy ślad na piśmie. Inaczej nawet to, co dziś wydaje ci się najpewniejsze, jutro podane zostanie w wątpliwość i nie udowodnisz,że w ogóle istniałeś, ty i ci, których cierpień i śmierci byłeś świadkiem".

Takim "krwawym śladem na piśmie" jest też cały cykl Krasińskiego. Krew jest tu krwią ofiar PRL, ale w sensie metaforycznym także "krwią" samego pisarza. Można bowiem czytać opowieść o Boleście jako "świadectwo ubeckich zbrodni", jako epicki (auto)portret artysty z czasów PRL, a nawet swego rodzaju zamaskowaną spowiedź samego Krasińskiego. Ale można też ją czytać jako powieść o narodzinach "kamieniem niemocy przywalonej epopei", o której stworzeniu Bolesta myśli właściwie od chwili uwięzienia i którą będzie mógł napisać dopiero po zrywie "Solidarności", a więc w chwili, gdy kończy się "Przed agonią". W ten sposób pisarz odda hołd pomordowanym, wyrwie "cholerny czop w krwiobiegu, stryk zaciągnięty na gardle [polskiej] historii" i przywróci nam pamięć o naszej przeszłości. Odzyska też swój utracony w komunizmie czas, odzyska niewinność.

Ten Proustowski jakby rys tetralogii Krasińskiego zaskakuje... i wzrusza! Ale niekiedy też - nuży. Myślę przede wszystkim o rozbudowanych dygresyjnych fragmentach "Przed agonią", które są ilustracjami dziejów PRL, odkrywając przed nami to, co już zwykle dobrze znamy z podręczników historii i literatury. Za ich sprawą, za sprawą PRL-owskiej "empirii" znika nam z oczu Bolesta i znacznie bardziej interesująca "metafizyka" jego duszy. Pozostaje kwestią otwartą, czy jest ona trudniejsza do sportretowania w latach 70. i 80., czy może te lata i związane z nimi doświadczenia nie zawsze nadają się do opisu w konwencji realistycznego "autentyku", która tak znakomicie spełniła swą rolę w trzech poprzednich tomach.

p

(ur. 1965), historyk literaturyi krytyk literacki. Pracujew Instytucie Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współzałożyciel i członek zespołu redakcyjnego dwumiesięcznika "Arcana". Autor książek: "Nacjonalistyczna krytyka literacka w II RP" (1997), "Oczyszczenie. Szkiceo literaturze polskiej XX w." (2002), "Człowiek z głębszego podziemia. Życie i twórczość Jana Emila Skiwskiego" (2003). Wydawca pism F. Goetla, K. Wyki, A. Trzebińskiego, S. Piaseckiego. W "Europie"nr 41 z 12 października ub.r. ukazał się jego artykuł "Obce ciało III RP".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj