Dziennik Gazeta Prawana logo

Najważniejsze zadania Europy

5 listopada 2007, 12:07
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Po upadku komunizmu w roku 1989 wprowadzenie Polski do Wspólnot Europejskich stało się celem łączącym polskich polityków różnych opcji. Dzisiaj - 16 lat po odzyskaniu niepodległości i w półtora roku po wejściu do UE - Polacy powinni "przyjrzeć się sobie" jużz perspektywy współwykonawców projektu europejskiego. Dla "Europy" bilans członkostwa w UE przedstawia czterech premierów III RP. Każdy z nich dostrzega elementy kryzysu; wszyscy są zdania, że w przypadku Unii kryzys oznacza szansę.

p

pierwszy premier III RP, sierpień 1989 - styczeń 1991

Niepowodzenie ratyfikacji traktatu konstytucyjnego sprawiło, że Unia Europejska znalazła się w stanie kryzysu. Historia Unii ukazuje jednak, że trudności mogą mobilizować do działania: największe jej osiągnięcia miały miejsce w obliczu nowych wyzwań. Kształt traktatu, perspektywy rozszerzenia, koncepcja polityki zagranicznej muszą stać się przedmiotem dyskusji. Co więcej, dyskusja ta nie może toczyć się wyłącznie w gronie przywódców politycznych,w którym niełatwo o wizjonerów; jej pełnoprawnymi uczestnikami muszą stać się społeczeństwa europejskie.

Traktat konstytucyjny ma szansę, jeśli uzgodnimy, że powinien nosić charakter wiążącej, nadrzędnej ustawy, która całościowo określałaby kształt Unii. Znaczna część dotychczasowych niepowodzeń wynika z niefortunnego określania tego dokumentu mianem "konstytucji", co natychmiast rodziło lęk przed jego nadrzędnością wobec konstytucji poszczególnych państw. Tymczasem traktat regulować ma kwestie kształtu i dynamiki wewnętrznej całej Unii, bardziej nawet niż jej ustroju. Jestem bowiem zdania, że UE jest tworem jedynym w swoim rodzaju, dla którego nie sposób znaleźć żadnego precedensowego rozwiązania w dziejach ustrojów politycznych.

Na zdefiniowanie zasługuje natomiast kwestia modelu rozszerzenia. Rozwój w trybie "rozszerzania w nieskończoność" nie wydaje mi się ani racjonalny, ani godny polecenia. Nie znaczy to, bym byłza "zapieczętowaniem" Unii; przeciwnie, jestem zwolennikiem członkostwa nowych państw, w tym choćby Ukrainy. Opowiadam się jednak zarazem za tworzeniem nowych postaci współpracy, w tym przede wszystkim formuły uprzywilejowanego partnerstwa. Wydaje się, że formuła ta miała szczególny sensw stosunku do Turcji. Dziś za późno o tym mówić: podjęliśmy z Ankarą rokowania o członkostwie,w grę wchodzi nasza wiarygodność. Nie ulega jednak wątpliwości, że będą to rokowania trudne, długiei o nieznanym dziś wyniku.

Dyskusji wymaga również kwestia wspólnej pamięci historycznej w obrębie Unii. Europa nieświadoma swoich korzeni - chrześcijańskich, oświeceniowych, również tych, które źródło mają we wpływach islamu- zatraci własne oblicze i własne znaczenie. Nie ma to nic wspólnego, jak chcieliby niektórzy zwolennicy radykalnej modernizacji, z powstaniem tworu wyznaniowego; to kwestia oblicza Unii, jej niepowtarzalności w kontakcie z innymi cywilizacjami. Trzecim problemem, przed jakim stoi dziś UE, jest słabość wspólnej polityki zagranicznej: słabość programów i wątłość działań. Partykularyzmy narodowe i państwowe mogą sprawić, że z czasem Europa ograniczać się będzie, jak przed kilkudziesięciu laty, do wspólnej przestrzeni gospodarczej. Wypracowanie formuł współpracy w polityce zagranicznej jest tym bardziej potrzebne, że ta ostatnia nie ogranicza się dziś do dyplomacji: jej elementem jest też polityka energetyczna. Wspólne rozwiązania w tej dziedzinie stanowić będą o bezpieczeństwie wszystkich członków Unii.

Rozstrzygnięcie tych kwestii stanowi o szansach stojących przed Unią. Są one tym większe, że jej niedawne rozszerzenie o 10 nowych krajów ostatecznie położyło kres podziałowi Europy.

p





premier RP, styczeń-grudzień 1991

Granice Europy definiowane są dziś często w sposób co najmniej arbitralny. Oto Nicolas Sarkozy twierdzi na przykład, że Francuzi nie akceptują Europy bez granic. I jednocześnie sam orzeka, że Bułgaria i Rumunia mogą jeszcze przystąpić do Unii, na Chorwację czy Macedonię jest już jednak za późno. Trudno zaakceptować ten punkt widzenia. Sytym i zadowolonym społecznościom europejskim, objętym amerykańskim parasolem bezpieczeństwa, nie wolno odgradzać się od reszty Europy. Wspólnota naszego kontynentu powinna być definiowana wyłącznie przez jasno określony system wartości, które amerykański filozof i teolog Michael Novak określił zwięźle jako "demokratyczny kapitalizm". Jeśli dany kraj posiada sprawną gospodarkę wolnorynkową i system swobód demokratycznych, nie istnieją kryteria, na podstawie których można by go wykluczyć z Europy. Dziś zarówno Ukraina, jak i Turcja, z różnych powodów,nie spełniają tych standardów; jeśli jednak tamtejsze społeczeństwa postanowiły do nich zmierzać, trzeba wytyczyć im szlak, którym mogą dojść do członkostwa. Jest to tym bardziej możliwe, że integracja europejska coraz wyraźniej postępuje w kierunku modelu "wyboru wielu opcji": nie wykluczam, że w przyszłości każdy kraj sięgać będzie po różne moduły integracyjne, tak jak obecnie przedmiotem wyboru jest członkostwow systemie euro czy w strefie Schengen.

Poważne zagrożenie stanowi dziś dla Unii przede wszystkim komercjalizacja polityki zagranicznej. Państwa członkowskie przestały kierować się wartościami czy długofalowymi celami geopolitycznymi: ich busolą są partykularne, doraźne interesy. Tak politykę zagraniczną uprawiał choćby kanclerz Gerhard Schröder. Wydaje się, że nowa kanclerz, pani Angela Merkel, odchodzi od tego myślenia. Do wypracowania wspólnej polityki zagranicznej jest jeszcze daleka droga. Na razie troska o interes poszczególnych krajów sprawiała nieraz,że Unia stosowała podwójne standardy w ocenie bliźniaczo podobnych zjawisk w dwóch różnych krajach. Taką schizofreniczną wręcz postawę mogliśmy - niestety - obserwować przy okazji zajmowania przez Unię stanowiska w kwestii łamania praw człowieka czy wolności mediów w Rosji.

Nie ma powodu, by martwić się o integrację gospodarczą: projekty biznesowe, które swego czasu upadały w podobny sposób jak traktat konstytucyjny, dziś są na najlepszej drodze do realizacji. Do integracji politycznej natomiast pchnąć mogą Europę dopiero nowe wyzwania, dotyczące choćby bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że uczynią to skutecznie. O UE ciągle mówiono, że jest w kryzysie. Ale te kryzysy zawsze działały na nią ożywczo.

p





premier RP, październik 1997 - październik 2001

Podołać światowej konkurencji - to największe wyzwanie, jakie stoi dzisiaj przed Europą. Przez stulecia to właśnie stąd wychodziły najważniejszedla świata sygnały postępu ekonomicznegoi cywilizacyjnego. Straciliśmy tę pozycję, a mamy przecież ambicje, by nie pozostawać w tyle- w konfrontacji ze Stanami, Japonią, Chinami...

A dziś w świecie liczą się tylko wielcy. Nawet 80-milionowe Niemcy, z całą swoją potęgą historyczną i gospodarczą, nie są w stanie się przebić. Należy więc połączyć wysiłki na naszym niewielkim, zatłoczonym, ale pięknym kontynencie.

Mamy z tym problemy w Unii. Więcej w nas egoizmu narodowego niż solidarności. Wątpię, aby takie przedsięwzięcia jak traktat konstytucyjny mogły tu cokolwiek uratować. Konstytucja jest ważna dla polityków, dużo mniej dla obywateli naszych krajów. Trzeba zaproponować im to, co ich naprawdę interesuje, co przezwycięża ich obawy i lęki, pomaga żyć i powoduje, że Europa staje się dla nich sympatyczna i przyjazna. Kiedyś była to Wspólnota Węgla i Stali. Po zakończeniu strasznej wojny każdy rozumiał, jakie znaczenie ma to porozumienie. Skutki porozumienia okazały się bardzo dobre. Potem był wspólny rynek. Chodziło o zwyczajny, na ludzką miarę, dobrobyt. I znowu się udało.

Przyszedł czas globalizacji. Wielkość Unii oraz wielkość wspólnego rynku ma niebagatelne znaczenie. Irlandia, Hiszpania, Portugalia, choć biedne i zapóźnione, przyjęte do unijnego grona rozwinęły się dzięki gigantycznej pomocy strukturalnej i spójnościowej tych silniejszych i większych. Opłaciło się. Dzisiaj te kraje decydują o sile Unii. Ogromne znaczenie ma także Europejska Polityka Sąsiedztwa, bo takie kraje jak chociażby Ukraina mają kluczowe znaczenie dla Unii. Doskonałym pomysłem okazało się otwarcie europejskich granic, niemniej spowodowało to problem bezpieczeństwa. Kluczowy dla funkcjonowania Europy był niewątpliwie układ z Schengen i działaniaw zakresie walki z przestępczością. Każde z tych przedsięwzięć cementowało wspólnotę i zbliżało Europejczyków.

To wszystko historia, ale bardzo ważna. Jeśli dziś mamy problem z integracją (nie z rozszerzeniem Unii, integracja i rozszerzenie to bardzo różne pojęcia),to dlatego że brak nam wspólnego celu. Sądzę, że może nim być konieczność odpowiedzi na zagrożenie kryzysem energetycznym. Żywności mamy pod dostatkiem, ale surowce energetyczne (ropa, gaz) importujemy. Wykorzystanie zaś węgla, który posiadamy, rodzi zagrożenia ekologiczne.

Bardzo ważną sprawą jest więc wspólna polityka energetyczna i przeciwdziałanie kryzysowi ekologicznemu. Musimy postawić na rozwój technologiczny, na najlepsze rozwiązania techniczne. Wygrać wyścig gospodarczy i uniezależnić się od dostaw energii z zewnątrz. Mamy na to szanse.

Rosyjski Gazprom w dosadny sposób dałdo zrozumienia Europejczykom, co oznacza zagrożenie dostaw źródeł energii. Skorzystajmy z tej lekcji.

p





premier RP, październik 2001 - maj 2004

Wzrost konkurencyjności gospodarczej nie jest, rzecz jasna, jedynym celem istnienia UE. Zarazem jednakw globalizującym się świecie, w którym trwa bitwa o rynki, zaś Unia ma do czynienia z wielkim konkurentem zza oceanu, wzrost wydajności gospodarki UE jest zadaniem niezwykle ważnym. Tymczasem Strategia Lizbońska realizowana jest jak dotąd w sposób, który nie napawa optymizmem. W roku 2000 w Lizbonie żywiono nadzieję, że Europa ma szanse w ciągu 10 lat zmniejszyć dystans dzielący ją od USA; pięć lat później nic nie wskazuje na to, by cel ten miał być szybko osiągnięty. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest powściągliwość państw członkowskich Unii, którenie spieszą się z reformowaniem swych gospodarek. Nie notuje się widocznego postępu w procesie transformacji Wspólnej Polityki Rolnej; zbyt skromne fundusze przeznaczane są też nadal na dziedziny będące nośnikiem rozwoju, czyli na edukację, naukę i infrastrukturę.

Od problemów tych nie jest również wolny nowy członek Unii, czyli Polska. Powoli zmniejszamy nasz dystans do "średniej unijnej", ale w dalszym ciągu dzieli nas od niej wiele. Jeśli tego nie zmienimy, Europa dalej będzie się dzielić na Europę A i B; być może również C. Niezależnie od kwestii gospodarczych, stajemy przed koniecznością podjęcia decyzji w kwestii rozszerzenia naszej wspólnoty. Unia nie może być definiowana w oparciu o przebieg granic geograficznych kontynentu. Dalsze jej rozszerzanie na wschód wydaje się jednak mocno dyskusyjne. Naturalnie, żadne granice nie zamykają się na zawsze; obawiam się wszakże, że wysoce prawdopodobne jest, iż przyjęcie Bułgarii i Rumunii zakończy proces rozszerzania UE na długie lata, a może i na zawsze. Nie sądzę, by wspólnota 27 państw była w stanie udźwignąć takie zadania, jak choćby integracjaz Ukrainą. Jeszcze większe wyzwanie stanowi Turcja, która ma w swym bagażu inne tradycje, inną religięi inne standardy, również w kwestii praw człowieka.

Ewentualne wstrzymanie procesu akcesyjnego nie oznacza jednak, że nie należy zabiegać o współpracęz poszczególnymi krajami. Rozwijanie sieci różnego rodzaju relacji jest bardzo pożądane. Tak samo jak poprawa relacji transatlantyckich. Owszem, kwestia Iraku uwidoczniła różnice w podejściu poszczególnych krajów Unii Europejskiej do USA, jestem jednak przekonany, że dziś możliwe jest wypracowanie wspólnego stanowiska Unii wobec Waszyngtonu.

Jest to w każdym razie łatwiejsze niż ustalenie wspólnej polityki wobec Rosji w sytuacji, gdy wielu członków UE żywi pragnienie, by posiadać "własne", uprzywilejowane stosunki dwustronne: od chęci takich nie są wolne ani Włochy, ani Wielka Brytania, Francja czy Niemcy. To zresztą nic nowego: mamy po prostu do czynienia ze współczesną postacią dawnej, ale ciągle obecnej fascynacji Zachodu Rosją.

Relacje z Rosją to naturalnie ważny temat równieżdla Polski. Nad Wisłą wydaje nam się, że mamyw tej sprawie wiele do powiedzenia. Czy jednak rzeczywiście możemy w strukturach Unii być ekspertem od relacji ze Wschodem? Tylko pod warunkiem, że będziemy w stanie wypracowaćjak najwięcej sensownych projektów gospodarczych, społecznych, kulturalnych. Co więcej, zyskamyna wiarygodności wówczas, gdy stanowić będziemydla naszych wschodnich sąsiadów przykład udanej transformacji. Do kategorii romantycznych marzeń zaliczałbym natomiast koncepcję Polski jako "pomostu między Wschodem a Zachodem". Takich pośredników nie potrzebuje ani Ukraina, ani Rosja - ani Unia, która wypracowała zresztą specjalny mechanizm negocjacyjny, stawiający Rosję na uprzywilejowanej pozycji.

Problemy te w żadnym razie nie upoważniają jednak do stawiania tezy o kryzysie wspólnoty. Idea zjednoczonej Europy jest ciągle pełna blasku, zaś Unia nieraz przeżywała trudności, które rozwiązywała w drodze kompromisu. Mechanizm ten sprawdzał się niejednokrotnie: lęk, że tym razem miałoby być inaczej, wydaje się zupełnie nieuprawniony.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj