Amerykańscy intelektualiści chętnie formułują dzisiaj rady dla reszty świata. W dzisiejszej "Europie" neokonserwatysta Max Boot oskarża radykalnych europejskich krytyków pax americana o to, że nie zawsze mają w zanadrzu jakąś konstruktywną alternatywę. Z kolei były neokonserwatysta Francis Fukuyama nie bez racji przypomina Europejczykom, że napięcie pomiędzy muzułmańskimi imigrantami a "białymi elitami" Starego Kontynentu nie jest "wojną cywilizacji", ale klasycznym konfliktem społecznym spowodowanym przez społeczno-ekonomiczny paraliż Francji i paru innych bastionów europejskiego etatyzmu.
Dekadę temu polscy konserwatyści narzekali na "czasy wielkiej imitacji", które nastały w naszym kraju po roku 1989. Adresatem tego zarzutu była lewicowa i liberalna część polskich elit twierdząca, że sekularyzacja, modernizacja, przemiany społeczne i odbudowa demokratycznych instytucji - będą w Polsce przebiegać dokładnie według wzorca zachodnioeuropejskiego. Dzisiaj to polscy konserwatyści podpierają się autorytetem Ameryki. Ryszard Legutko, Zdzisław Krasnodębski czy o. Maciej Zięba powtarzają formułowane na Wschodnim Wybrzeżu konserwatywne krytyki liberalnych patologii i wyrażają nadzieję, że amerykański model współżycia wolnego rynku i religii uda się powtórzyć w Polsce. Z kolei imitowanie waszyngtońskiej "rewolucji konserwatywnej" zarzucają im liberałowie i socjaldemokraci znad Wisły.
Polska okazuje się krajem tak samo jak wszystkie inne peryferia otwartym na silne wzorce modernizacyjne i ciekawym globalnych debat ideowych. Nie zaskoczy to nikogo, kto choć trochę zna naszą historię. Wystarczy przypomnieć Sejm Czteroletni, gdzie zwolennicy różnych wizji ustroju Rzeczypospolitej powoływali się na przykład Moskwy lub Berlina, czy okres Insurekcji Kościuszkowskiej, kiedy to nasi lokalni radykałowie tworzyli ad hoc polityczne kluby i czytali docierające z Paryża mowy Robespierre'a.
Także Polska inspirowała "globalne" debaty intelektualne. Przyczyny upadku Pierwszej Rzeczypospolitej stały się przedmiotem kłótni pomiędzy uczniami Woltera i Rousseau. W ten sposób nasi przodkowie wpłynęli na kształt politycznej filozofii oświecenia.