Dziennik Gazeta Prawana logo

Ta ziemia niczego ci nie obwieści

5 listopada 2007, 12:08
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Kiedy John Ashbery spotkał po raz pierwszy W.H. Audena w połowie lat pięćdziesiątych, zdołał z siebie wykrztusić tylko jedno zdanie: "Cieszę się, że pan jeszcze żyje". Anegdota ta pokazuje, jak niezwykle ważny w poezji języka angielskiego dwudziestego wieku był głos Audena. Jego ogromne dzieło otwierało nowe ścieżki dla tak różnych poetów, jak Czesław Miłosz (zwłaszcza w "Traktacie moralnym"), Josif Brodski czy wspomniany już John Ashbery. Najbardziej charakterystyczną cechą tego głosu była jego nieprzewidywalność oraz niezwykle szeroka skala, obejmująca pamflety polityczne, wiersze religijne, okruchy miejskiego impresjonizmu czy pastorałki. Może właśnie ta różnorodność form i obrazów, ten nadmiar, ta szczodrość sprawiają, że możemy odczytywać (i tłumaczyć) jego wiersze wciąż na nowo.

p

Ten, który tu stoi, jedyne sedno po dziale wód,
Na mokrej ścieżce wśród czochrających się traw,
Widzi pod sobą ogołocone spągi,
Strzępy torów biegnące do lasu,
Przemysł pogrążony już w śpiączce,
Lecz jeszcze żywy. Zdezelowany agregat
W Cashwell podnosi wodę; dziesięć lat
Leżał w zalanych wyrobiskach, aż oto
Dostał drugą posadę, gdzie pracuje niechętnie.
Ponadto, tu i ówdzie, choć wielu zmarłych
Leży pod kiepską ziemią, niektóre zdarzenia
Wybiera się z ostatnich zim; dwóch tutaj wydobyto
Gołymi rękami z uszkodzonego szybu, wczepionych
W korbę, od której odrywał ich sztorm, jeden zmarł
Podczas burzy, gdy wzgórz nie dało się przejść,
Daleko od wioski; on, w trumnie,
Brnął przez dawno opuszczone połacie
I w swej ostatniej dolinie poszedł do piachu.

Wracaj do domu, przybyszu, dumny ze swych następców,
Przybyszu, odwróć się jeszcze, zawiedziony i zły:
Ta ziemia, odcięta, niczego ci nie obwieści,
Nie będzie kwiatkiem w niczyim kożuchu,
Bezcelowym dla twarzy, raczej gdzieś indziej niż tu.
Może światła twojego auta przetną ścianę sypialni,
Lecz nikogo nie obudzą; może usłyszysz wiatr,
Który przybywa znad nieświadomego morza,
Aby się zranić na szybie, na korze wiązu,
Pod którą wzbiera obojętny sok, będący wiosną.
Ale to rzadko. Obok ciebie, wyższe od traw,
Uszy strzygą nim zapadnie decyzja, węsząc zagrożenie.

sierpień 1927

Natura najeżdża: stare gawrony w ogrodach kolegiów
Wciąż mówią, jak ruchliwe dzieci, w języku uczuć,
Obok wież rzeka wciąż płynie do morza i będzie płynęła.
Kamienie tych wież są wciąż zupełnie
Zadowolone ze swej wagi.

Skały i żywe istoty są tak mocno w sobie zakochane,
Że ich miłość własna wyklucza inne grzechy,
Przeszywają serca naszych studentów niedbałym pięknem,
Przeciwstawiają swój jedyny błąd
Ich niezliczonym wadom.

Dalej są jakieś fabryczki, później wielkie zielone hrabstwo,
Gdzie papieros pociesza złych, a hymn słabych,
Gdzie tysiące nerwusów rozpycha się i wydaje pieniądze:
Eros Paidagogos
Płacze na dziewiczym łożu.

A nad gadatliwym miastem, jak nad każdym innym,
Płaczą anioły bez przydziału. Również tu znajomość śmierci
Pochłania jak miłość, i czyste serce odmawia
Niskiemu, szorstkiemu głosowi,
Który nie zaśnie, dopóki go ktoś nie wysłucha.

grudzień 1937

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj