Dziennik Gazeta Prawana logo

Wspólnie brońmy religii

5 listopada 2007, 12:08
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Włoski minister kultury i były kandydat na europejskiego komisarza ds. sprawiedliwości i spraw wewnętrznych Komisji Europejskiej Rocco Buttiglione zastanawia się nad perspektywami dialogu między Zachodem a islamem. Jego zdaniem europejscy chrześcijanie są szczególnie predestynowani, by rozpocząć prawdziwy dialog z muzułmanami, ponieważ "konflikt zapoczątkowany publikacją karykatur Mahometa nie jest konfliktem islamu z chrześcijańskim Zachodem. To spór pomiędzy europejskim nihilizmem z jednej strony i islamskim fundamentalizmem z drugiej". Buttiglione uważa za oczywiste, że "w samej Europie to właśnie chrześcijanie i umiarkowani muzułmanie mogliby stworzyć wspólny front obrony wartości religijnych w życiu publicznym. Jeśli chrześcijanie nie zajmą w społeczeństwie europejskim jednoznacznej pozycji, gdy chodzi o obronę wrażliwości religijnej Europejczyków, to umiarkowani muzułmanie mogą uznać, że nie mają partnerów do dialogu".

p

W Europie widać dziś silną tendencję do wykluczania głosu chrześcijan z debaty publicznej. Nasi krytycy twierdzą, że prawdy Ewangelii są problemami teologicznymi, niedotykającymi życia innych współobywateli. Jako chrześcijanie stanowimy też obiekt szyderstw. Mówi się nam, że nie jesteśmy godni sprawować funkcji w Komisji Europejskiej.

Europejscy ateiści ośmieszają, atakują i obrażają także muzułmanów, a w odwecie muzułmanie zabijają w krajach islamskich chrześcijan. Konflikt zapoczątkowany publikacją karykatur Mahometa nie jest konfliktem islamu z chrześcijańskim Zachodem. To spór pomiędzy europejskim nihilizmem z jednej strony i islamskim fundamentalizmem z drugiej. I być może tylko europejscy chrześcijanie potrafią dzisiaj prowadzić dialog ze światem islamu.

Wielu ludzi mówi obecnie: "Przecież nie możemy obrażać uczuć religijnych muzułmanów!". Kiedy jednak pytamy "dlaczego?", pada odpowiedź, że w przeciwnym razie muzułmanie podpalą nasz konsulat, a nasi obywatele w krajach arabskich będą porywani i mordowani. To reakcja tchórza. Nie wolno obrażać niczyich uczuć religijnych po prostu dlatego, że jest to złe samo w sobie. Ci sami ludzie, którzy ze strachu twierdzą, że nie powinno się urażać uczuć religijnych muzułmanów, codziennie gotowi są obrażać uczucia religijne chrześcijan i żydów, traktować chrześcijan jak obywateli drugiej kategorii, rysować oburzające karykatury papieża, itd. Inna prawda jest taka, że powinniśmy żądać wzajemności od krajów islamskich. Chcemy szanować muzułmanów, ale chcemy także, by oni z kolei szanowali chrześcijan, ich prawo do życia, wolności religijnej i wolności słowa. Na razie tak się nie dzieje. Kolejna prawda jest taka, że w krajach muzułmańskich często mamy do czynienia z kampaniami nienawiści wobec Żydów, które zawierają nawoływania do zbrodni. W mediach i wystąpieniach polityków otwarcie wyraża się odrazę dla tego narodu i deklaruje pragnienie likwidacji państwa Izrael.

Można znaleźć ludzi, którzy podpiszą się pod jednym z tych punktów, ale bardzo niewielu zaakceptuje wszystkie. A przez nie właśnie prowadzi droga do dialogu, bo dialog bez prawdy nie jest możliwy. Powinniśmy także domagać się od naszych rządów, by prowadząc interesy z krajami arabskimi - z czego oczywiście nie powinny rezygnować - pamiętały zawsze o prawach człowieka i wolności religijnej. Trzeba dopominać się, aby przy podpisywaniu każdego traktatu, każdej umowy, żądano przestrzegania wolności religijnej i praw człowieka, gdyż dzisiaj te sprawy są zaniedbywane.

Uważam za oczywiste, że w samej Europie to właśnie chrześcijanie i umiarkowani muzułmanie mogliby stworzyć wspólny front obrony wartości religijnych w życiu publicznym. Jeśli chrześcijanie nie zajmą w społeczeństwie europejskim jednoznacznej pozycji, gdy chodzi o obronę wrażliwości religijnej Europejczyków, to umiarkowani muzułmanie mogą uznać, że nie mają partnerów do dialogu, co może popchnąć ich w stronę fundamentalizmu i ekstremizmu.

Politycy, którzy - tak jak ja - wywodzą się z tradycji chrześcijańskiej demokracji powinni być w awangardzie tego ruchu. Bardzo jasno i bardzo stanowczo bronimy chrześcijan w obliczu otwartych prześladowań w niektórych krajach islamskich oraz w obliczu ukrytych prześladowań w krajach chrześcijańskich. Istnieje bowiem wiele przypadków dyskryminacji chrześcijan nawet w Parlamencie Europejskim. Polacy mogą tego nie wiedzieć, ale w ciągu kilku ostatnich lat Stolicę Apostolską potępiono w Parlamencie Europejskim 50 razy za naruszenie praw człowieka, i to w kwestiach, które nie leżą nawet w gestii Parlamentu. Tymczasem komunistyczne Chiny, gdzie obowiązuje kara śmierci i mają miejsce masowe represje polityczne, potępiono około 20 razy. Niewielu ludzi uznałoby Chiny za wzór w dziedzinie przestrzegania praw człowieka, tymczasem były one piętnowane o wiele rzadziej niż Watykan. Jestem autentycznym zwolennikiem zjednoczonej Europy, ale niektóre unijne instytucje dają w tym zakresie naprawdę bardzo zły przykład. Polacy pamiętają - jak sądzę - słowa Jana Pawła II z kazania, które wygłosił on przed Zamkiem Królewskim w Warszawie. Powiedział wtedy, że Polska stoi przed wyborem. Możecie wejść do Europy w momencie kryzysu europejskiej cywilizacji i kultury - i stać się ofiarami tego kryzysu, albo też możecie wnieść do Europy nowy projekt, który dojrzewał przez długie lata cierpienia pod rządami komunizmu i wcześniej pod nazistowską okupacją. Możecie wnieść do Europy wartości - zarówno chrześcijańskie, jak i ogólnohumanistyczne, na których fundamencie powstała "Solidarność". Można mówić o pewnym zawodzie papieża, który miał nadzieję, że Polska po upadku komunizmu zdoła ustrzec się przed pokusami konsumpcjonizmu Zachodu. Ojciec Święty liczył, że jego ojczyzna pozwoli starej Europie ponownie odkryć jej chrześcijańskie korzenie. Mam nadzieję, że Polacy wybaczą mi, kiedy powiem, że nie obrali takiej drogi, o jakiej myślał papież.

Niemniej jednak Ojciec Święty wiedział, że historia jest w rękach Boga, że nasiona wzejdą, kiedy nadejdzie ich czas. Zasiew przemiany duchowej i moralnej nie przepadnie, zostanie na głębokim poziomie świadomości Polski i w swoim czasie Polska będzie zdolna przynieść odrodzenie religijne reszcie Europy, ten dar ducha, który otrzymała w czasie "Solidarności". Są to te wartości duchowe, które uprawomocniają naszą europejską historię.

p

, ur. 1948, włoski polityk, jeden z liderów odrodzonej po skandalach korupcyjnych lat 90. chrześcijańskiej demokracji - sekretarz generalny partii Cristiani Democratici Uniti. Z wykształcenia filozof i prawnik. Profesor na uniwersytecie w Teramo, Uniwersytecie św. Piusa V w Rzymie oraz Internationale Akademie für Philosophie (Liechtenstein). W latach 2001 - 2005 minister ds. Unii Europejskiej w rządzie włoskim. Stał się postacią znaną w całej Europie po tym, jak jego kandydatura na komisarza UE została odrzucona przez Parlament Europejski - zadecydowały o tym stanowcze opinie wygłaszane przez Buttiglionego na temat homoseksualizmu i problemu imigrantów. Sprawa ta wzbudziła ogromne kontrowersje w Parlamencie. W Polsce opublikowano dwie jego książki: "Chrześcijanie a demokracja" (1993) oraz "Etyka w kryzysie" (1994).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj