Dziennik Gazeta Prawana logo

Globalny język władzy

5 listopada 2007, 12:08
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Wywiad z José Aznarem dobrze pokazuje, jak dziś wygląda dyskurs władzy. A dokładniej - pokazuje, jakimi pojęciami musi się posługiwać europejski władca, aby z sukcesem uczestniczyć w politycznej grze. Bo przecież entuzjastycznie proeuropejski język, silne poparcie dla Ameryki oraz liberalny słownik polityczny to nie tyle wyraz osobistych emocji Aznara, co raczej chłodny wybór najskuteczniejszych instrumentów rządzenia. Aznar po prostu wybrał polityczną pozycję, z której najłatwiej mu było wzmacniać Hiszpanię. To samo robią politycy innych opcji. Fischer czy Schröder, gdy przyszło im rządzić, szybko uwewnętrznili ten język. Nie z przekonania, ale właśnie po to, by rządzić. A w tej mierze, w jakiej ulegali dawnym odruchom (w ich wypadku antyamerykanizmowi), jedynie tracili na skuteczności. Antyglobaliści - z prawa i z lewa - uznają podobne zachowania za najlepszy dowód na to, jak bardzo Ameryka i kapitał zdominowały świat. Być może mają trochę racji, co nie zmienia faktu, że bunt przeciw istniejącym regułom nie ma większego sensu. Nikt nie jest w stanie zmienić reguł gry w oparciu o potencjał własnego tylko narodowego obszaru. O tym między innymi pisze Zbigniew Brzeziński, nawołując do tworzenia szerszych koalicji wspólnie negocjujących z Ameryką, jako jedynej ścieżce dostępnej słabszym. Echa tej logiki można również odnaleźć, czytając tekst Łukianowa.

Bo przykład Rosji pokazuje, jak dużą rolę dyscyplinującą do wewnątrz ma oficjalny język władzy. W kontekście polskim oznacza to, że poszerzające dziś koalicję PiS ma coraz większy kłopot. Do tej pory zręcznie rozbudowywało swój oficjalny język, osiągając dwa sprzeczne cele - przekonując do siebie niezadowolonych, a zarazem utrzymując się w obrębie europejskiej normy. Teraz jednak - rządząc razem z Samoobroną i LPR - może być zmuszane do bardziej zdecydowanego konkurowania z koalicjantami, tym razem w obszarze pojęć jawnie już kontestujących Zachód. Chyba że liderzy PiS potrafią zrobić to, co kiedyś SLD uczynił w obrębie lewicowego elektoratu - przeforsować i uwiarygodnić w Polsce maryjnej "pakiet zachodni".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj