To pierwszy zryw Polaków po II wojnie światowej przeciwko władzy komunistycznej. W ciągu kilku dni walk zginęło ponad 70 osób, a ponad 700 trafiło do więzień. Mija 50 lat od krwawego stłumienia powstania poznańskich robotników w 1956 roku.
Był czerwiec. Kolejny miesiąc, który trzeba przeżyć za głodową pensję. Na półkach sklepowych i tak były pustki, ale jak już coś się pojawiło, ceny były
horrendalne! Kolejne obietnice partyjnych dygnitarzy znowu okazały się pustymi słowami. Ludzie mieli już dosyć. To był już kolejny rok, gdy mieli dosyć.
Jak co dzień, 28 czerwca dokładnie o 6.00, w poznańskich zakładach Cegielskiego zawyła syrena. Ten dzień był jednak inny. Robotnicy spotkali się na hali produkcyjnej. Nagle ktoś krzyknął: "Nie chcą rozmawiać z naszymi delegatami, niech rozmawiają z całą załogą - wychodzimy!". Po drodze zdjęli z zakładowej bramy napis "Zakłady im. Józefa Stalina". Pochód wyszedł na ulicę. Po chwili demonstrantów było już 10 tys. Najpierw szli w ciszy. Z czasem zaczęli wykrzykiwać hasła. Najpierw socjalne, po chwili polityczne: "Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej!" - krzyczeli robotnicy. O godz. 9.00 pod poznańskim zamkiem było już 100 tys. osób! Chcieli, by przyjechał do nich premier Józef Cyrankiewicz lub I sekretarz PZPR Edward Ochab. Nie dojechali. Fakt, że właśnie odbywały się Międzynarodowe Targi Poznańskie, zachęcił robotników, by przemaszerować dalej. Byli przecież zagraniczni dziennikarze, więc o sytuacji w Polsce mógł dowiedzieć się cały świat! Tymczasem na uliach pojawiły się pierwsze radiowozy. Poszła plotka, że delegacja robotników z Cegielskiego została aresztowana.
Dostali się do więzienia na ul. Młyńskiej, gdzie mieli być związkowcy. Zamiast nich znaleźli broń. Wypuścili wszystkich więźniów. Pojawiły się kolejne plotki - że pod siedzibą UB milicjanci mordują dzieci i kobiety. Rozwścieczeni robotnicy ruszyli pod urząd. Przed godz. 11.00 padły pierwsze strzały. Kilka minut później wojsko przysłało 300 żołnierzy i 16 czołgów. Zaczęły się regularne walki. Jako jeden z pierwszych zginął 13-letni uczeń poznańskiej szkoły muzycznej Roman Strzałkowski. Biuro Polityczne PZPR zdecydowało się na pacyfikację protestu. O 18.00 do miasta wjechały dwie wojskowe dywizje pancerne. Demonstranci nie mieli szans. Zaczęli rozchodzić się do domów. W sumie zginęły 74 osoby, 746 zostało aresztowanych. Był czwartek. Jak później go nazwali uczestnicy tych zdarzeń, czarny czwartek...
Dzięki obecności zagranicznych dziennikarzy o wydarzeniach poznańskich i "dobrodziejstwach" socjalizmu dowiedział się cały świat. Pewne zmiany nastąpiły już kilka miesięcy później, w październiku 1956 roku. Jednak nie takich zmian oczekiwano. Na prawdziwą przemianę trzeba było czekać jeszcze ponad 30 lat.
Dziś od rana w Poznaniu na miejscach tych wydarzeń składane są wieńce i kwiaty. O 10.00 na pl. Adama Mickiewicza odbyła się msza święta. O 11.30 rozpoczęły się główne obchody rocznicy Czerwca'56, w których bierze udział m.in. prezydent Lech Kaczyński. Całość zakończy widowisko "Czerwiec'56" Izabeli Cywińskiej, połączone z wykonaniem "Oratorium 1956" autorstwa Jana Kaczmarka oraz Teatru Ósmego Dnia pod tytułem "Czas Matek".
Jak co dzień, 28 czerwca dokładnie o 6.00, w poznańskich zakładach Cegielskiego zawyła syrena. Ten dzień był jednak inny. Robotnicy spotkali się na hali produkcyjnej. Nagle ktoś krzyknął: "Nie chcą rozmawiać z naszymi delegatami, niech rozmawiają z całą załogą - wychodzimy!". Po drodze zdjęli z zakładowej bramy napis "Zakłady im. Józefa Stalina". Pochód wyszedł na ulicę. Po chwili demonstrantów było już 10 tys. Najpierw szli w ciszy. Z czasem zaczęli wykrzykiwać hasła. Najpierw socjalne, po chwili polityczne: "Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej!" - krzyczeli robotnicy. O godz. 9.00 pod poznańskim zamkiem było już 100 tys. osób! Chcieli, by przyjechał do nich premier Józef Cyrankiewicz lub I sekretarz PZPR Edward Ochab. Nie dojechali. Fakt, że właśnie odbywały się Międzynarodowe Targi Poznańskie, zachęcił robotników, by przemaszerować dalej. Byli przecież zagraniczni dziennikarze, więc o sytuacji w Polsce mógł dowiedzieć się cały świat! Tymczasem na uliach pojawiły się pierwsze radiowozy. Poszła plotka, że delegacja robotników z Cegielskiego została aresztowana.
Dostali się do więzienia na ul. Młyńskiej, gdzie mieli być związkowcy. Zamiast nich znaleźli broń. Wypuścili wszystkich więźniów. Pojawiły się kolejne plotki - że pod siedzibą UB milicjanci mordują dzieci i kobiety. Rozwścieczeni robotnicy ruszyli pod urząd. Przed godz. 11.00 padły pierwsze strzały. Kilka minut później wojsko przysłało 300 żołnierzy i 16 czołgów. Zaczęły się regularne walki. Jako jeden z pierwszych zginął 13-letni uczeń poznańskiej szkoły muzycznej Roman Strzałkowski. Biuro Polityczne PZPR zdecydowało się na pacyfikację protestu. O 18.00 do miasta wjechały dwie wojskowe dywizje pancerne. Demonstranci nie mieli szans. Zaczęli rozchodzić się do domów. W sumie zginęły 74 osoby, 746 zostało aresztowanych. Był czwartek. Jak później go nazwali uczestnicy tych zdarzeń, czarny czwartek...
Dzięki obecności zagranicznych dziennikarzy o wydarzeniach poznańskich i "dobrodziejstwach" socjalizmu dowiedział się cały świat. Pewne zmiany nastąpiły już kilka miesięcy później, w październiku 1956 roku. Jednak nie takich zmian oczekiwano. Na prawdziwą przemianę trzeba było czekać jeszcze ponad 30 lat.
Dziś od rana w Poznaniu na miejscach tych wydarzeń składane są wieńce i kwiaty. O 10.00 na pl. Adama Mickiewicza odbyła się msza święta. O 11.30 rozpoczęły się główne obchody rocznicy Czerwca'56, w których bierze udział m.in. prezydent Lech Kaczyński. Całość zakończy widowisko "Czerwiec'56" Izabeli Cywińskiej, połączone z wykonaniem "Oratorium 1956" autorstwa Jana Kaczmarka oraz Teatru Ósmego Dnia pod tytułem "Czas Matek".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|