Twórcy ustawy uznali, że wydziały zaoczne i wieczorowe żyją z dodatkowych opłat. Nie należą się im więc żadne dotacje. Jednak uczelnie są innego zdania. Pozbawione ministerialnych pieniędzy będą musiały podnieść opłaty. Bo z czegoś muszą wziąć, a skoro minister nie chce płacić... no to trzeba sięgnąć do studenckiej kieszeni.

Opłaty mogą wzrosnąć aż o 30 proc. Rektorzy boją się, że wysokie ceny odstraszą, a to z kolei oznacza mniejsze zyski. Tak więc na nowej ustawie stracą wszyscy. Studenci, bo będą musieli płacić więcej, i uczelnie, bo stracą studentów.